A punkty uciekają...

Za pozytyw meczu z Delectą należy uznać fakt, że w końcu udało się wygrać tie-breaka. Jednak nie z takimi zespołami chcielibyśmy je wygrywać - mówi kapitan Asseco Resovii, Paweł Papke. Asseco Resovia Delecta Bydgoszcz 3:2

Siatkarze Asseco Resovii zafundowali swoim kibicom w pierwszym w tym roku meczu nie lada emocje, ale najgorsze jest to, że gra zespołu znów nie wygląda najlepiej, a na domiar złego znów gubi on jakże cenne w końcowym rozrachunku przed rundą play-off punkty.

Reklama

Rzeszowianie musieli się sporo napocić, żeby pokonać rywala (mecz trwał blisko 2,5 godziny), a po I secie wydawało się, że wszystko pójdzie łatwo i przyjemnie, i nie będzie żadnych problemów z zainkasowaniem kompletu punktów.

- Rozpoczęliśmy mecz bardzo dobrze - opisuje wybrany MVP spotkania Krzysztof Gierczyński. - Praktycznie wszystko funkcjonowało jak należy, a rywal raz za razem nadziewał się na nasz blok (8 pkt w I secie - przyp. red). Z czasem jednak szło nam coraz gorzej i nie wynikało to z lepszej postawy rywali. Oni grali swoje i niczym wielkim nas nie zaskoczyli. My sami popełnialiśmy błędy i z czasem brakowało nam też nieco dynamiki. Szkoda III seta, bo przytrafił się nam przestój, choć potrafiliśmy ze stanu 21:24 doprowadzić do remisu, ale w końcówce zabrakło precyzji. Uważam, że ten mecz powinniśmy wygrać spokojnie 3-0, a nie męczyć się aż do tie-breaku. Dobrze przynajmniej, że w tym piątym secie pokazaliśmy charakter, mimo że zaczęło się nie najlepiej - twierdzi "Gierek". Gospodarze oddali rywalom po błędach własnych 31 punktów, z tym aż 5 poprzez dotknięcie siatki.

Błędy i brak koncentracji

- To nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy gramy z potencjalnie słabszym rywalem i tracimy koncentrację. W ataku i bloku mieliśmy przewagę nad rywalami i powinniśmy wygrać zdecydowanie, jednak popełniliśmy sporo banalnych błędów. Wpłynęły one negatywnie na nasz obraz gry i spowodowały stratę punktu - stwierdził trener Asseco Resovii, Ljubo Travica. Sporo też było niepotrzebnej nerwowości i nawet tak spokojny zawodnik jak Ivan Ilić, za uderzenie w słupek zarobił żółtą kartkę.

Pierwsza kartka w karierze

- To była w ogóle pierwsza żółta kartka w mojej karierze - mówi Ilić. - Zazwyczaj zachowuję zimną krew i trzymam nerwy na wodzy. Tym razem nie wytrzymałem nerwowo po jednej z akcji i oczywiście czuję się odpowiedzialny za tę sytuację. Zdziwiło mnie tylko to, że nie otrzymałem wcześniej żadnego upomnienia od sędziego, tylko od razu zostałem ukarany. Przykro mi, że w ogóle doszło do takiej sytuacji - żałuje rozgrywający Asseco Resovii.

Delecta - postrach faworytów

Faworyzowani gospodarze musieli się sporo namęczyć, żeby pokonać Delectę, która staje się prawdziwym postrachem najmocniejszych zespołów PlusLigi. - Długimi momentami mecz układał się po naszej myśli. Niestety, przytrafiły się błędy zarówno techniczne, jak i w taktyce. Szczególnie w tie-breaku popełniliśmy ich sporo. To bardzo boli, bo można było wywieźć dwa, a nawet trzy punkty. Szkoda niewykorzystanej szansy - twierdzi szkoleniowiec Delecty, Waldemar Wspaniały. Jego zespół pokazał w Rzeszowie, że trzeba się z nim liczyć, nawet kiedy przegrywa 0-2.

- Chyba powoli staje się naszą tradycją, że zaczynamy mecz słabo, usypiając rywala, a dopiero później zaczynamy grać. Tak jednak już na poważnie to czujemy ogromny niedosyt, bo można było wygrać. Resovia nie zagrała niczego rewelacyjnego i należało wykorzystać szansę. Jeśli u nas zawodzi atak to nie mamy czego szukać, a tak długimi okresami było - uważa Martin Sopko. Okazję ku temu bydgoszczanie mieli w II secie (2 setbole) i w tie-breaku, gdzie rozpoczęli od prowadzenia 5:2, by po chwili stracić z rzędu sześć punktów.

Małe pozytywy

- Oprócz wszystkich złych rzeczy, w tym meczu można dostrzec też pozytywy naszej gry. Wyszliśmy przecież z trudnej sytuacji w tie-breaku i II secie. Szkoda straconego punktu. W I rundzie z zespołami z dołu tabeli nie było wpadek, a w konfrontacji z tymi z wyższej półki różnie bywało. Teraz zaczęliśmy rok od straty i trzeba będzie to odrobić z kimś z mocnych - mówi Paweł Woicki. Osoba rozgrywającego Asseco Resovii miała w tie-breaku ułatwić grę rywali.

- Mieliśmy częściej atakować na skrzydłach przez blok Woickiego, ale nie trzymaliśmy się za bardzo taktyki. Jesteśmy bogatsi o punkt, ale można było ugrać coś więcej - zakończył dobrze znany w Rzeszowie Stanisław Pieczonka.

25:18, 31:29, 27:29, 23:25, 15:11

Asseco Resovia: Ilić, Łuka, Perłowski, Oivanen, Gierczyński, Hernandez oraz Ignaczak (libero), Kusior, Wika, Mitrović, Papke, Woicki

Delecta: Lipiński, Sopko, Cerven, Janczak, Pieczonka, Nowak oraz Dębiec (libero), Kaczmarek, Konarski, Kokociński.

Wyniki innych meczów: Domex Tytan AZS Częstochowa - PGE Skra Bełchatów 2-3 (25:23, 7:25, 17:25, 25:20, 9:15), ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Trefl Gdańsk 3-0 (25:17, 25:17, 25:23), Jastrzębski Węgiel - Jadar Radom 3-0 (25:19, 25:17, 25:13), AZS UWM Olsztyn - J.W. Construction OSRAM AZS Politechnika Warszawa 3-0 (27:25, 33:31, 25:14).

Construction OSRAM AZS Politechnika Warszawa 3-0 (27:25, 33:31, 25:14).

1. ZAKSA 11 27 31-13

2. PGE Skra 11 27 31-14

3. Asseco Resovia 11 22 25-17

4. Olsztyn 11 21 24-16

5. Jastrzębie 11 21 27-18

6. Politechnika 11 14 20-23

7. Częstochowa 11 14 20-24

8. Delecta 11 7 15-30

9. Trefl 11 6 13-29

10. Jadar 11 6 7-29

W najbliższym meczu 10.01.: Jadar Radom - Asseco Resovia.

Resovia jak Liverpool

Dla Piotra Łuki sobotni mecz był drugim w tym sezonie, który rozpoczął w podstawowym składzie. Przyjmujący Asseco Resovii spisywał się bez zarzutu, ale chyba jednak nie tak wyobrażał sobie rozpoczęcie nowego roku.

- Naszym założeniem było zagrać dobry mecz i zainkasować trzy punkty - mówi PIOTR ŁUKA. - Niestety, błędy własne i przestój w III secie, kiedy to straciliśmy z rzędu pięć punktów spowodował, że trzeba było grać tie-breaka. Mając znamiona klasowej drużyny, nie można pozwolić sobie na takie wpadki.

- Dla ciebie mimo wszystko był to kolejny dobry występ. Czy czujesz się już pewniakiem w składzie?

- Na pewno nie. Mamy w zespole czterech bardzo dobrych zawodników na przyjęciu i każdy z nas nie czuje się pewniakiem. Słyszałem nawet, że mówi się o naszym zespole jak o Liverpoolu. Trener Travica jak Benitez nie wystawił ani razu tego samego składu co w ostatnim meczu. Oczywiście to nie jest żaden zarzut wobec trenera. To on wybiera skład, widząc w tygodniu poprzedzającym mecz, kto jest w danym elemencie najlepszy.

- Czy te ciągłe rotacje w składzie nie przeszkadzają wam?

- Na pewno dla zawodnika nie jest to superkomfort. Wszyscy byli do tej pory przyzwyczajeni do gry w podstawowym składzie. Trójka naszych "częstochowian" w ub. sezonie wiodła prym w AZS-ie. Ja, Aleks, Papkin czy Ivan byliśmy szóstkowymi zawodnikami w Resovii, Mikko też był podstawowym zawodnikiem w swoim klubie. Tak więc wszyscy są przyzwyczajeni do grania w wyjściowym składzie. Teraz trzeba się nieco przestawić.

- Czy nie ma niepokoju w zespole, bo wasza forma miała od II rundy stale rosnąć?

- Na pewno jakaś nutka niepewności jest choćby z tego powodu, że nie wychodzi to, co zakładaliśmy. Jednak z drugiej strony, trener wpajał nam od samego początku sezonu, żebyśmy zaufali sobie i jemu. Myślę, że jeśli on założył takie przygotowanie do sezonu, takie prowadzenie treningów, to na pewno to zda egzamin w późniejszym etapie. My ufamy mu w 100 procentach i żaden z nas się z tego nie wycofa. Trener jest na tyle doświadczony, że wie, co dla tej drużyny jest najlepsze.

Rozmawiał: Rafał Myśliwiec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje