Cieszą tylko punkty

- Lepiej jest brzydko wygrać za trzy punkty, niż pięknie grać i zejść z boiska pokonanym. Na pewno nie możemy być do końca zadowoleni z tego meczu, bo nie ustrzegliśmy się błędów. Cały czas jednak nad tym pracujemy i wszystko idzie w dobrą stronę - mówi wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania Piotr Łuka.

Zespół z Gdańska do Rzeszowa przyjechał bez dwójki kontuzjowanych kluczowych zawodników Bojana Janica (u pięciu lekarzy usłyszał pięć różnych diagnoz) i Bruno Zanuty, na domiar złego stracił trzeciego obcokrajowca. Serbski libero Marco Samardzić na piątkowym treningu w hali na Podpromiu mocno naciągnął mięsień pachwinowy. Mimo że w meczu grał na środkach przeciwbólowych, nie był w stanie wytrwać do końca. W końcówce I seta przy stanie 22:18 z grymasem na twarzy opuścił boisko, a jego miejsce zajął Dymitrij Skoryj.

Reklama

- W czasie rozgrzewki wszystko wyglądało jeszcze dobrze, ale w trakcie meczu poczułem straszny ból w tym naciągniętym mięśniu i nie byłem w stanie już dalej grać. Mam nadzieję, że nie jest to poważny uraz. Jest mi bardzo przykro, bo uważam, że moja drużyna zagrała dobre spotkanie i tym bardziej żałuję, że nie mogłem bardziej pomóc kolegom. Można było przynajmniej wywalczyć punkt - mówi Samardzić.

Siatkarze Trefla jednak nie załamali się takim obrotem sprawy i już w inauguracyjnej partii pokazali, że tak łatwo rywalom nie pójdzie. Gospodarze dopiero za czwartym setbolem udowodnili swoją wyższość.

- Zabrakło nam nieco szczęścia w tej końcówce. Mieliśmy też kłopoty z przyjęciem i to rzutowało na atak. Wiadomo, w jakiej jesteśmy sytuacji, dlatego cieszy mnie, że zespół pokazał charakter - stwierdził trener Trefla, Wojciech Kasza.

W cieniu cheerleaderek

Rzeszowianie zdawali sobie sprawę, że nie zagrali najlepszego meczu. Większe owacje kibice zgotowali w trakcie spotkania grupie cheerleaderek z zespołu Flimero, który w przerwach prezentował się na boisku, niż siatkarzom po meczu.

- Mecz nie stał na najwyższym poziomie, a obie drużyny popełniły sporo błędów - mówi Mikko Oivanen. - Mieliśmy problemy zwłaszcza w obronie i kontrataku, a trzeci set był jednym z najgorszych w tym sezonie w naszym wykonaniu. Wynikało to może nie tyle z bardzo dobrej gry Trefla, co z naszych słabości. Niedokładne przyjęcie rzutowało później na wykończenie ataku. Rywale dobrze ustawili blok i obronę. Najważniejsze jednak, że zainkasowaliśmy trzy punkty - mówi fiński atakujący.

Odbicie od dna

Kto wie, jak potoczyłyby się losy tego meczu, gdyby zespół z Gdańska nie popełnił aż tylu błędów w serwisie. 22 punkty. Trefl oddał rywalom po zepsutych zagrywkach.

- Musieliśmy zaryzykować serwisem - opisuje Jakub Bednaruk. - Nie pozostaje nam bowiem nic innego, gdy mamy problemy z organizacją gry. Tydzień temu przeciwko Politechnice osiągnęliśmy dno, a teraz mam nadzieję, że się odbijamy i na koniec sezonu będziemy mogli powiedzieć, że było ciężko, ale jakoś z tego się podźwignęliśmy.

Wracamy do Gdańska z pustymi rękami, ale z podniesioną głową, bo z ostatniego wyjazdu do Jastrzębia powróciliśmy z podkulonymi ogonami. Zostaliśmy tam zbici niemiłosiernie, a na dodatek wyszła awaria autokaru i podróż potrwała 16 godzin. Teraz nikt nam nie może zarzucić, że polegliśmy z kretesem - mówi rozgrywający Trefla, który uważa, że kluczem do wygranej rywala była taktyka.

- Z tego co zauważyłem, wszystkie podpowiedzi ich trenera się sprawdziły. Konsekwencja, spokój, mądra taktyka i cierpliwość w grze, to jest charakterystyka trenera Travicy i jego zespołu - twierdzi Bednaruk.

Ostatnie testy

Szkoleniowiec Asseco Resovii w tegorocznym ostatnim meczu przed własną publicznością dał w głównej mierze szansę pokazania się zawodnikom, którzy do tej pory mało mieli okazji.

- Chciałem przyjrzeć się niektórym graczom. Poziom meczu na początku był całkiem niezły, ale z czasem opadł. Słabła koncentracja i zaczynały się mnożyć błędy. Najważniejsze są jednak trzy punkty, a teraz od II rundy zaczyna się prawdziwa gra - mówi Ljubo Travica.

Z powodu problemów zdrowotnych Bartosza Gawryszewskiego, Michała Kaczmarka i jeszcze nie w pełni sił po kontuzji Ihosvany Hernandeza, w podstawowym składzie wyszedł Tomasz Kusior. 21-letni środkowy szczególnie w końcówce IV seta zaimponował serią zagrywek, które sprawiały rywalom sporo problemów. - Cieszę się, że dostałem szansę gry, ale zdaję sobie sprawę, że jest dużo do poprawienia. Ciężko się gra z rywalami, którzy potrafią uśpić, a później ciężko jest w pewnych momentach się zebrać. Na pewno nie zlekceważyliśmy rywala. Byliśmy mocno zmotywowani. Choć ta gra może nie wyglądała najlepiej, to jednak trzy punkty zdobyliśmy - kończy Kusior.

RAFAŁ MYŚLIWIEC

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy