Lech rozgromił Chazar!

"Kolejorz" nie dał szans drużynie Chazaru Lenkoran z Azerbejdżanu i na własnym boisku wygrał aż 4:1 (1:1). Przez większość czasu Lech dominował na boisku.

Jeden błąd poznańskiej obrony spowodował utratę bramki, ale potem strzelali już tylko lechici. Bramki zdobyli: Stilić, Murawski, Injać i Piotr Reiss! Honor Azerów uratował Ramazanov.

Reklama

Na tle rywali z Azerbejdżanu lecici pokazali ładny i skuteczny futbol. Do przerwy mogliśmy drżeć o wynik, ale w drugiej połowie poznaniacy zdominowali gości. Cieszy wynik i waleczna postawa zawodników. Na wyróżnienie zasłużyli zwłaszcza: Rafał Murawski, Sławomir Peszko i Grzegorz Wojtkowiak.

Już po godz. 19 wszystkie tramwaje jadące w kierunku ul. Bułgarskiej zrobiły się niebiesko-białe. W końcu dzisiejszy mecz był pierwszym oficjalnym występem "Kolejorza" na swoim stadionie w tym sezonie, więc długo przed pierwszym gwizdkiem kibice zaczęli śpiewać: - Hej, Kolejorz! Hej, Kolejorz! Heja, heja, hej Kolejorz! Dodatkowo fanów "wypościło" zamieszanie z inauguracją ekstraklasy, więc przy okazji oberwało się federacji.

Trener Franciszek Smuda zdecydował się na wariant defensywny, czyli tylko z jednym napastnikiem - Hernanem Rengifo. Pierwsze 15 minut to uważna, spokojna gra obu drużyn. Żadna ze stron nie zdołała wypracować klarownej sytuacji do zdobycia bramki. Lech nie musiał atakować, a Azerowie nie chcieli się zbyt wcześnie odkrywać. Stąd w pierwszym kwadransie tylko po dwa strzały z obu stron (godnym uwagi był tylko ten w wykonaniu Luisa Henriqueza, który odebrał piłkę rywalowi wychodzącemu z kontrą i zdecydował się na uderzenie z linii pola karnego, ale obronił Dimitriv Kramarenko).

Później optyczną przewagę uzyskali przyjezdni, lecz nic z tego nie wynikało. W międzyczasie "Kolejorz" przeprowadzał kontry.

Jedna z nich była groźna. W 29 min. szarżującego Rengifo popchnął w polu karnym obrońca Chazaru, jednak sędzia nie zareagował. Napięcie nieco opadło po 35 min. Z prawej strony sfaulowany został Sławomir Peszko. Rzut wolny wykonywał Semir Stilić, jego dośrodkowania nikt jednak nie przeciął i piłka wpadła do azerskiej siatki! Parę chwili później "Kolejorz" skopiował tę akcję, ale tym razem golkiper gości nie dał się zaskoczyć.

Od momentu zdobycia gola, przeważał Lech. I wtedy stało się coś nieoczekiwanego, padło wyrównanie! Nieporozumienie Krzysztofa Kotorowskiego z Bartoszem Bosackim wykorzystał Zaur Ramazanov. Znowu więc pojawiło się drżenie o końcowy wynik. Od początku drugiej części inicjatywa należała do "Kolejorza". Na efekty nie czekaliśmy długo. W 52 min. Rafał Murawski pięknym technicznym trafieniem z linii pola karnego w okienko bramki Chazaru wyprowadził naszych na prowadzenie.

Losu meczu rozstrzygnęły się właściwie w 61 min., gdy za drugą żółtą kartkę (zagranie ręką) boisko musiał opuścić Elmar Bakszijew. Chwilę później gości dobił Dmitrije Injać strzałem po ziemi z 18 metrów. Z Azerów uszło powietrze i nasi bez problemu kreowali kolejne okazje do podwyższanie rezultatu. Udało się w 83 min., gdy piłkę do siatki z bliska wpakował Piotr Reiss.

Lech rzeczywiście pokazał ładny, skuteczny futbol. Peszko był w tym meczu bardzo aktywny. Wygrywał indywidualne pojedynki, był szybki, często stwarzał zagrożenie pod bramką Chazaru. Ale czasem brakowało mu dokładności we wrzutkach. Ładnie wyglądało podłączanie się bocznych obrońców (zwłaszcza Grzegorza Wojtkowiaka) do akcji ofensywnych.

Większość ataków lechici inicjowali prawą stroną za sprawą Wojtkowiaka i Peszki (zawodnicy ci potwierdzili słuszność wyboru Leo Beenhakkera, który pował ich na przyszłotygodniowe konsultacje we Wronkach i mecz z Maccabi Hajfa) pod podaniach Murawskiego. Ten mechanizm funkcjonował bardzo dobrze.

Dziś około godz. 14 poznamy rywala w drugiej rundzie eliminacji. Tam przeciwnicy będą znacznie silniejsi, bo to Lech będzie dolosowywany jako słabszy do teoretycznie silniejszych

Maciej Kusznierewicz

Wiadomość pochodzi z portalu Tutej.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje