Maciej Madeja: Szkoda, bo byłaby z tego frajda

1 stycznia punktualnie o godzinie 12 piłkarze Cracovii - jak nakazuje tradycja - wyjdą na murawę przy ulicy Kałuży 1 i rozegrają kolejny Trening Noworoczny. - Tradycja tego wydarzenia ma to do siebie, że nic w niej się nie zmienia - mówi kierownik Maciej Madeja.

- Który to będzie Trening Noworoczny w pana życiu?

Reklama

- (chwila zastanowienia) Nie jestem pewien, ale albo 56., albo 57. Spośród tych sędziowałem w czterdziestu czterech spotkaniach.

- Jak pan zaczął swoją karierę sędziowską na Treningu?

- Pierwszy Trening Noworoczny sędziowałem zupełnie przypadkowo w 1960 roku, a potem już ten wózek ciągnąłem. Bardzo przygotowywałem się do czterdziestego czwartego Treningu, ale pech chciał, że 23 grudnia 2002 roku poślizgnąłem się na ulicy - była totalna szklanka - upadłem na lewe biodro i koniec. Miałem długą rehabilitację, ale wreszcie w 2006 roku udało mi się sędziować ten upragniony czterdziesty czwarty Trening Noworoczny - zresztą zmusili mnie do tego zawodnicy (śmiech).

- Nawet pan bramkę w nim strzelił...

- Tak, tak! Strzeliłem z karnego - do tego Marcin Cabaj mówił mi dokładnie przed uderzeniem, w który róg mam posłać piłkę. To zabawa! Zresztą zawsze Treningi Noworoczne traktowałem tak na wesoło - żeby i piłkarze i kibice mieli trochę "radochy". Czasem puszczałem pięciometrowego spalonego, żeby tylko padła bramka. To jest cały urok!

- Pamieta pan jakieś śmieszne wydarzenia związane z Treningiem?

- Kiedyś Łukasz Kubik, gdy debiutował w Treningu Noworocznym przegrywał ze swoją drużyną 0:1 - podbiegł do mnie i mówi: "Panie sędzio, niech pan nas nie krzywdzi. Dałby pan jakiegoś karnego". Odpowiedziałem mu: "Wleć w pole karne, wywróć się to będziesz miał karnego". Nie minęły dwie minuty, a tu Łukasz wyłożony leży w polu karnym (śmiech).

- Ale szukał kontaktu z kimś, czy po prostu wbiegł i przewrócił się?

- Zachował się sprytnie, bo szukał kontaktu, ale to wyglądało komicznie, ponieważ Łukasz był chudy, jak przecinek, a wpadł na potężnego Edzia Kowalika. Odbił się, jak od ściany (śmiech).

- Jakieś jeszcze inne historie przypominają się panu?

- Nie pamiętam, w którym to było roku, ale w pewnej chwili, gdy sędziowałem Trening zobaczyłem, jak facet z butelką szampana wlatuje na boisko. W tym momencie wystraszyłem się, jak diabli, a on dalej biegł i to w moją stronę! Podleciał do mnie, zobaczył mnie lekko wystraszonego i powiedział: "Panie Maćku - spokojniutko. Walnie pan lufę?" (śmiech).

- A to dobre! I co pan mu odpowiedział?

- Odpowiedziałem, że co prawda to Nowy Rok, ale sędziuję te zawody i nie wypada mi pić w trakcie ich trwania. Na to facet powiedział: "Niech pan się nie martwi. Ja tylko skoczę do Edzia Kowalika, wypijemy z gwinta i będzie ok.". I tak się stało!

- Jest coś związanego z dotychczasowymi Treningami, czego pan teraz żałuje?

- Mam ogromny niedosyt, że nie robiłem przez cały ten czas drobnych notatek, czy statystyk z każdego Treningu: jaki był wynik, kto strzelał bramki, w jakich składach grała Cracovia. Nie przyszło mi to nigdy do głowy, a szkoda, bo teraz byłaby z tego ogromna frajda.

- Jak wyglądał będzie Trening, który czeka nas już za kilka dni?

- Tradycja tego wydarzenia ma to do siebie, że nic w niej się nie zmienia: zostanie rozegrany mecz między dwiema drużynami Cracovii. Wydaje mi się jednak, że to spotkanie będzie rozgrywane w trochę innych okolicznościach niż do tej pory, może być troszeczkę smutniejsze.

- Dlaczego?

- Wszystko przez nasze miejsce w tabeli. Dwunasta pozycja nie jest najlepsza i doskonale wiem, że piłkarze strasznie to przeżywają, podobnie zresztą jak kibice. Mimo to liczę, a nawet jestem przekonany, że będzie wesoło i że wszyscy złożymy sobie życzenia.

- Jakie?

- Znacznie lepszej rundy wiosennej. I oczywiście Szczęśliwego Nowego Roku!

Rozmawiał Dariusz Guzik

Wywiad pochodzi ze strony oficjalnej Cracovii.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje