Poziom mistrzostw był bajeczny

Poziom zakończonych w niedzielę mistrzostw Europy w koszykówce był bardzo wysoki - uważa sekretarz generalny FIBA-Europe Nar Zanolin. W finale w Katowicach Hiszpania wygrała z Serbią 85:63.

- Poziom EuroBasketu w Polsce był wyższy niż dwa lata temu w Hiszpanii. Po prostu bajeczny. Niesamowita była nieprzewidywalność wyników, to jak szybko i diametralnie zmieniała się sytuacja w meczach - powiedział Zanolin.

Reklama

Hiszpania po słabszym początku turnieju, m.in. przegrała z Serbią, później grała z meczu na mecz coraz lepiej. Mistrzowie świata i wicemistrzowie olimpijscy dodali do swojej kolekcji złoto ME. Serbowie z kolei to największa rewelacja turnieju.

Polacy zakończyli udział w ME po drugiej fazie, choć po dobrym starcie i zwycięstwach nad Bułgarią (90:78) i Litwą (86:75) zostały rozbudzone nadzieje na lepszy występ. Zostali sklasyfikowani na miejscach 9-10. Do czołowej ósemki, która walczyła w ćwierćfinałach w Katowicach Polakom brakuje jeszcze sporo, co pokazały mecze z Turcją, Słowenią czy Hiszpanią.

- Polacy wypadli naprawdę dobrze. Nie wiem, dlaczego spodziewano się jeszcze więcej. Przecież po raz pierwszy od dwunastu lat graliście w drugiej fazie. Większość polskich koszykarzy nigdy nie uczestniczyła w takiej imprezie, nie grała z tak mocnymi przeciwnikami kilka dni z rzędu przy kilku tysiącach widzów. Polska koszykówka zaczyna iść do góry. Są fundamenty. Potrzeba szkolenia i promocji dyscypliny, takich akcji jak bicie rekordu Guinnessa w jednoczesnym kozłowaniu piłek. Przy połączeniu tych dwóch elementów w Polsce za parę lat wyrośnie kilku Gortatów - ocenił Zanolin.

Serbia - najmłodszy zespół turnieju (średnia wieku 22,3 lata) prowadzony przez doświadczonego Dusana Ivkovica pokazała, że znakomicie wyszkoleni i "ułożeni" 20-latkowie już teraz mogą sięgać po laury. - Budujemy drużynę na igrzyska 2012 roku w Londynie. Co zrobić, że już teraz udało się dokonać czegoś tak wielkiego - żartował przed finałem trener Ivkovic.

- Hiszpanie przeszli metamorfozę. Grali na początku bardzo słabo, a potem z meczu na lepiej. Inaczej było z Turcją - po fantastycznym początku przyszedł kryzys w meczu ze Słowenią i potem z formą było znacznie gorzej. Podobnie było w przypadku Rosji, z tym że tu sytuacja była odwrotna - słabszy początek, doskonała druga faza, w końcu porażka z Serbią w ćwierćfinale. Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy po losowaniu - warszawska grupa C rzeczywiście była najsilniejsza - podsumował Ivkovic.

Medale zdobyli też Grecy, pokonując w meczu o trzecie miejsce Słowenię 57:56. Tym samym koszykarze Słowenii nie zdobyli pierwszego, historycznego medalu ME i będą musieli czekać co najmniej do 2011 roku, do ME na Litwie. Mimo przegranej, Słowenia, obok Serbii, była objawieniem turnieju.

Najwięksi przegrani to Litwini i mistrzowie Europy Rosjanie, którzy zajęli siódme miejsce i nie zakwalifikowali się do MŚ w Turcji w 2010 roku. Litewscy koszykarze pod nieobecność doświadczonych gwiazd Sarunasa Jasikeviciusa czy Ramunasa Siskauskasa wygrali tylko jedno spotkanie w turnieju i zajęli ostatnie miejsce w grupie F. Trenerowi Butautasowi nie pozostało więc nic innego, jak honorowe rozstania się z reprezentacją.

Honoru Litwy, mającej wielkie koszykarskie tradycje, bronili natomiast kibice tego kraju. Kilka tysięcy fanów pokazywało Polakom i innym nacjom, że koszykówka na Litwie to coś więcej niż sportowa rywalizacja, to wielka pasja.

Polscy kibice też zasłużyli na pochwały. W "magicznej" Hali Stulecia panowała taka sama atmosfera jak w 1963 roku, gdy gospodarze sięgali po srebrne medale. Prawie komplet publiczności zasiadł na trybunach nowej, 11-tysięcznej hali w Łodzi, w której podopieczni trenera Muli Katzurina walczyli w drugim etapie. W Katowicach tylko w pierwszym dniu ćwierćfinałów hala nie była wypełniona w całości. Od piątku do niedzieli były komplety, a Polacy, Litwini, Hiszpanie, Grecy i Słoweńcy, których przyjechało na finały ponad dwa tysiące, stworzyli niezapomnianą atmosferę.

Nar Zanolin chwalił nie tylko poziom sportowy, ale i organizację Eurobasketu, choć zdarzały się i potknięcia. Ze względu na małą liczbę hoteli o odpowiednim standardzie kibice mieszkali w tych samych obiektach co reprezentacje, co niekiedy rodziło konfliktowe sytuacje.

- W imieniu FIBA, FIBA-Europe i z głębi serca dziękuję Polsce i prezesowi Ludwiczukowi za bardzo dobra organizację EuroBasketu. Przez ponad miesiąc setki osób pracowało, żeby wszystko było tak jak powinno być. Dziękuję wszystkim miastom, wszystkim osobom, ale szczególnie prezydentowi Katowic Piotrowi Uszokowi, którego śmiało mogę nazwać przyjacielem. Oczywiście zawsze pojawiają się jakieś problemy, ale to nieuniknione podczas takiego turnieju. Wszyscy zbieramy doświadczenia i uczymy się na błędach - powiedział na konferencji prasowej podsumowującej EuroBasket Nar Zanolin.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje