Rafał Orłowski: Jestem "człowiekiem z żelaza"

Tczewianin Rafał Orłowski ukończył zawody Ironman Triathlon (pływanie - 3,8 km, jazda na rowerze - 180 km, bieg 42,195 km) po 11 godzinach. Żona mówi, że bardziej się jej podoba od kiedy zaczął biegać...

Rozmowa z Rafałem Orłowskim, drugim w historii tczewianinem, który - 7 września 2008 r. w Borównie k/Bydgoszczy - ukończył zawody Ironman Triathlon (pływanie - 3,8 km, jazda na rowerze - 180 km, bieg 42,195 km)

Reklama

- Swoją przygodę ze sportem rozpoczął pan w 2007 roku, by już po kilkunastu miesiącach ukończyć zawody w jednej z najtrudniejszych dyscyplin sportowych. Czuje się Pan "człowiekiem z żelaza"?

- Oczywiście, że nie! (śmiech) Ale ukończenie zawodów było dla mnie wielką radością. Pokonanie całego dystansu zajęło mi to ponad 11 godzin i kosztowało mnóstwo wysiłku. Pomimo tego nie mogę powiedzieć, że jestem "człowiekiem z żelaza". Gdyby tak było nie miałbym motywacji do dalszego trenowania. A przede mną kolejne wyzwania. Mam na myśli najbardziej prestiżowe zawody triathlonowe, które corocznie odbywają się na Hawajach. Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać odpowiednie minima.

- Czy po zawodach na Hawajach będzie mógł pan powiedzieć: jestem "człowiekiem z żelaza"?

- Wówczas odpowiem tak. Widziałem różnych zawodników uczestniczących w zawodach Ironman Triathlon, także tych niepełnosprawnych. Każdy może ich obejrzeć, choćby w Internecie. Widok niewidomego chłopaka, który przywiązany do swojego taty pokonuje dystans "Ironmana" robi ogromne wrażenie. To są dla mnie "ludzie z żelaza".

- Co ucieszyło Pana bardziej: czwarte miejsce wśród czołowych polskich triathlonistów w Borównie czy sam fakt ukończenia zawodów?

- Zdecydowanie bardziej ucieszyło mnie samo ukończenie wyścigu. Po zawodach żałowałem, że nie dałem z siebie więcej, bo przecież czwarte miejsce jest najgorsze dla sportowca. Mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony z tego występu. Chyba to jeszcze do mnie nie dotarło.

- Psychologów sportowych fascynują maratończycy, których charakteryzuje umiejętność przezwyciężenia własnych słabości. O czym myśli triathlonista podczas zawodów Ironman?

- W związku z tym, że startowałem w triathlonowych zawodach pierwszy raz emocje były wyjątkowe. Na początku miałem pecha, ponieważ w wodzie oderwała mi się z ręki obowiązkowa opaska, bez której nie zostałbym sklasyfikowany na koniec zawodów. Ukończyłem pływanie na końcu stawki, nie mając nawet pewności czy mogę kontynuować wyścig. Byłem strasznie zdenerwowany. Na szczęście mój brat zorganizował szybko nową opaskę. Najgorsze chwile przeżywałem podczas biegu, kiedy dostałem skurczów żołądka i znowu z pomocą przyszedł brat. Krzyknął: "Chcesz, żeby po zawodach twoja córeczka zobaczyła zwycięzcę czy przegranego?". Wtedy uwierzyłem, że ukończę zawody.

- Jest pan drugim tczewianinem, który ukończył Ironman Triathlon. Pierwszym był Jarosław Mamcarz, z którym zna się pan osobiście. Czy pan Jarosław pomagał w przygotowaniu do zawodów?

- To była bardzo specyficzna pomoc. Pewnego razu Jarek pokazał mi nagrany na kasecie video własny start podczas Ironman Triathlon. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Od tamtego czasu sam chciałem spróbować swoich sił.

- Triathlon łączy trzy odmienne dyscypliny sportu. Jak wygląda codzienny trening triathlonisty?

- Triathlon to trudna do uprawiania dyscyplina. Nie tylko dlatego, że łączy trzy różne sportowe specjalności. Zawodnik powinien być wyposażony w odpowiedni sprzęt, tj. piankę (strój do pływania - przyp. red.), rower i odpowiednie obuwie. To są spore wydatki dla amatorów. Sam się ostatnio o tym przekonałem, kupując profesjonalny rower. Do tego trzeba doliczyć niezbędne odżywki. Co do treningu to dzień zaczynam jazdą na rowerze do pracy w Malborku. Wracam także na rowerze, dokładając trochę kilometrów. Bywa tak, że w przeciągu jednego dnia idę jeszcze na basen i biegam.

- Co na to pańska małżonka...

- Przede wszystkim mówi, że bardziej jej się podobam od kiedy zacząłem biegać. (śmiech) Wcześniej ważyłem ok. 115 kg. Tak na poważnie to żona bardzo mnie wspiera i motywuje do pracy. Tylko narzeka, że za dużo mówię o triathlonie...

Autor: Rozmawiał Karol Uliczny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje