15 proc. dowodów do wymiany

Jeszcze 7 tys. leszczynian zostało do "przerobienia" Wydziałowi Spraw Obywatelskich w celu wydania im dokumentu potwierdzającego ich istnienie, czyli dowodu osobistego.

Państwo zdecydowało, że musimy to zrobić do końca br., pozostały zatem 82 dni robocze w których można to zrobić.

Reklama

Aby dopiąć celu leszczyński urząd musiałby obsługiwać dziennie 86 osób zamierzających wymienić dokument. Jak powiedziała "Głosowi Wielkopolskiemu" Czesława Surmacz, naczelnik wydziału, zdarza się że urobieni po pachy urzędnicy wyciągają 110 proc. normy i obsługują po 95 petentów. Nie oznacza to jednak, że Leszno jest w stanie zdążyć i z dumą zameldować odpowiednim władzom że plan został wykonany.

Trzeba bowiem pamiętać, że Wydział Spraw Obywatelskich nie zajmuje się wyłącznie wymianą dowodów, ale także ma wiele innych zadań związanych ze "śledzeniem" obywateli. Załatwia także ewidencję ludności, sprawy wojskowe, ewidencję działalności gospodarczej, służby zdrowia i prowadzi nadzór nad stowarzyszeniami. Trzeba też pamiętać, że załatwienie wymiany dowodu osobistego wymaga dwóch wizyt obywatela w urzędzie: za pierwszym razem by wniosek złożyć, a za drugim - by go odebrać.

Warto przy tej okazji zadać pytanie komu tak naprawdę potrzebny jest dowód osobisty. Częściowej odpowiedzi udziela pani Surmacz, mówiąc dziennikarzom - "To obowiązek wynikający z ustawy. Wiele instytucji wymaga od klienta, by legitymował się właśnie dowodem. A książeczkowe już niedługo nie będą honorowane".

W zasadzie cała filozofia funkcjonowania dowodów osobistych zawiera się w tym pierwszym zdaniu - to obowiązek ustawowy, bo przecież gdyby takiego obowiązku państwo nie wprowadziło, to żadna instytucja nie wymagałaby od klienta jego okazania. Tylko po co władzy naszej kochanej taki dokument, skoro o wiele praktyczniejsze dla obywatela byłoby posługiwanie się po prostu uniwersalnym dowodem tożsamości, czyli paszportem? Chyba tylko po to aby urzędnicy mieli więcej zajęć, a obywatele więcej obowiązków wobec państwa, czyli po to aby udowodnić obywatelom kto tak naprawdę tu rządzi. I to tyle na temat funkcjonalnej strony systemu ludowładztwa.

Innym powodem jest oczywiście chęć kontrolowania wszystkiego co się ze "sztuką inwentarza" (obywatelem) dzieje w ciągu całego jego życia. Do tego celu najlepszym środkiem jest wprowadzenie jak największej liczby dokumentów, którymi obywatel musi się legitymować. Oprócz paszportu i dowodu osobistego są przecież jeszcze książeczki wojskowe, legitymacje ubezpieczeniowe i cała masa różnych zaświadczeń urzędowych, wymaganych zwłaszcza przy prowadzeniu działalności gospodarczej.

Tymczasem dowody osobiste w dzisiejszym rozumieniu pojawiły się w Polsce dopiero w roku 1928 i nie były obowiązkowe. Wydawano je na życzenie obywatela i za opłatą. Wcześniej też były, ale mimo złudnej nazwy były to de facto paszporty, bo uprawniały do przekraczania granic. Obowiązek posługiwania się dowodem osobistym ze szczegółowymi danymi o obywatelu wprowadził dopiero narodowosocjalistyczny okupant, a po wojnie władza ludowa - w końcu też socjalistyczna go utrzymała i twórczo rozwijała.

Narodowosocjalistyczna władza okupacyjna wprowadziła jeszcze jedną ciekawą rzecz - mianowicie zaczęła numerować ludzi w obozach koncentracyjnych, wypalając im ich numery porządkowe na przedramieniu. Socjaliści powojenni zrezygnowali wprawdzie z barbarzyńskich metod wypalania cyfr na skórze, ale za to rozciągnęli numerację obywateli na wszystkich i wprowadzili numer PESEL.

Dzisiejszy dowód osobisty i znaczenie jakie do jego posiadania się przywiązuje to dla jednych symbol postępu cywilizacji, a dla innych symbol zniewolenia ludzi przez rząd. Jeśli ktoś wierzy w "państwową opiekę" i zapewnienie mu przez władzę totalnego bezpieczeństwa, to im więcej dokumentów posiada i im częściej się nimi okazuje, tym łatwiej rządowi te oczekiwania spełnić. Niestety nie za darmo - coś za coś. Musi się to odbywać kosztem wolności osobistej obywatela, jego permanentnej inwigilacji i oczywiście za jego pieniądze.

I odwrotnie - im więcej chce się mieć dla siebie swobody i prywatności, tym mniej "ochrony" powinniśmy oczekiwać od rządu. Inna sprawa, że w wielu przypadkach potrafilibyśmy lepiej zadbać o swoje bezpieczeństwo, gdyby władza pozwoliła nam cieszyć się większą wolnością, ograniczyła się tylko do spraw podstawowych i zostawiła pieniądze, które nam teraz zabiera w podatkach usprawiedliwiając swoje totalitarne zapędy koniecznością sprawowania "opieki".

Wyczekiwanie w długich kolejkach sprzyja rozważaniom na różne tematy. Może warto w oczekiwaniu na dostąpienie zaszczytu osobistego wręczenia wniosku o dowód osobisty urzędnikowi w leszczyńskim Wydziale Spaw Obywatelskich, pomyśleć o czymś więcj niż tylko o tym co dzisiaj zrobić mężowi na obiad, albo gdzie najtaniej kupić cement. Choć to na pewno sprawy egzystencjalnie istotne, to o ileż więcej czasu mielibyśmy na ich załatwienie, gdyby nie to że musimy stać w ogonku po dokument, który tak naprawdę potrzebny jest tylko władzy. Mam cichą nadzieję, że choć część z tych 15% leszczynian, których czeka jeszcze kolejkowa rzeczywistość związana z koniecznością wymiany dowodu osobistego, przez moment o tym właśnie pomyśli.

Autor: Andrzej Orkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje