Dla dobra dzieci?

Kończą "dzień pracy" długo po dobranocce. Zabawa - i owszem - ale najlepiej po angielsku. Zamiast biegać na podwórku, rodzice wysyłają je na lekcje języków obcych, tańca, śpiewu, poprawnej dykcji.

"Nowoczesne" dzieci zapewniają, że tego chcą, ale czy naprawdę?

Reklama

" Chcemy zapewnić maluchom szczęśliwe i radosne dzieciństwo, a zarazem przygotować do życia we współczesnym, jakże wymagającym świecie" - czytamy na stronie internetowej jednego z poznańskich, prywatnych przedszkoli - przedszkola anglojęzycznego. Z wersji angielskiej strony dowiadujemy się natomiast, iż pomysłodawcy placówki mają nadzieję, że "spełni ona wszystkie marzenia i oczekiwania dzieci". Dzieci. Dzieci, czy raczej rodziców?

Naukę języka angielskiego dziecko może zacząć - dosłownie - od kołyski. Na przykład już roczne maleństwa mogą pobierać lekcje angielskiego w Centrum Logopedii i Wspomagania rozwoju Demostenes w Poznaniu.

- Nasz najmłodszy uczeń ma w tej chwili 15 miesięcy - informuje Magdalena Wasielewska, właścicielka placówki, filolog, logopeda i językoznawca. - Nauka polega na "naturalnym zanurzeniu się w kąpieli słownej". Dzieci zaczynają poznawać świat przez pryzmat obcego języka - wyjaśnia Wasielewska.

Jak wygląda nauka? Zajęcia to stymulacja poznawcza, zabawy rozwijające. W nauce najmłodszych kładziony jest nacisk na poznawanie biernego języka, doskonalenie wrażliwości w tej dziedzinie.

- Jednak najlepsze efekty można osiągnąć, jeżeli kontakt z obcym językiem nie ogranicza się tylko do zajęć.

Wielu rodziców rozmawia z dziećmi po angielsku także w domu, czy zapewnia żywy kontakt z tym językiem przez słuchanie piosenek - dodaje właścicielka placówki. Dużym zainteresowaniem cieszą się również kursy rozwojowe, zajęcia z emisji głosu, zajęcia plastyczne, usprawniające mała i duża motorykę. Czy uczenie dwulatka języka obcego to dobry pomysł?

- Uważam, że optymalny wiek na rozpoczęcie nauki to minimum trzy lata - ocenia Joanna, prywatna korepetytorka języka angielskiego i studentka pedagogiki.

- A młodsze dzieci? Kilkunastomiesięczne maleństwa kojarzą wyrazy, gdy je słyszą. Na przykład 1,5 roczne dziecko rozpoznaje słowo wall (ściana) i lamp (lampa). Objawia się to dotykaniem ścian i patrzeniem na lampę - tłumaczy Joanna. Zastanawiające, czy tak wczesne rozpoczęcie nauki języka obcego nie przeszkadza w opanowaniu języka ojczystego.

- Jeżeli dziecko ma trudności z posługiwaniem się językiem macierzystym, w pierwszej kolejności pomyślmy o skorzystaniu z usług specjalisty, by rozwiązać te problemy, zamiast zapisywać je na kurs kolejnego języka - zaleca Katarzyna Zeh, psycholog dziecięcy z Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju "Humani" w Poznaniu.

- Już od najmłodszych lat - mam na myśli wiek przedszkolny i wczesnoszkolny - dzieci posyłane są przez rodziców na różne zajęcia pozalekcyjne: angielski, francuski, jazdę na nartach, łyżwach, lekcje tańca, plastyki, muzyki; w szczególności jednak są to języki obce - wylicza chcąca pozostać anonimową, nauczycielka nauczania zintegrowanego z jednej z podpoznańskich szkół podstawowych.

Z jej obserwacji wynika, że niektóre dzieci już przed lekcjami przebywają w świetlicy szkolnej, później mają 4-5 godzin zajęć lekcyjnych. Następnie znów czeka je świetlica lub zajęcia dodatkowe. Są dzieci, które wracają do domu około godziny 19 lub później, kompletnie wyczerpane intensywnymi zajęciami.

Efektem takiego nawału zajęć, jest brak czasu nawet na odrobienie zwykłego zadania domowego. - "Proszę pani nie miałem czasu na zadanie. Późno wróciłem i nie miałem już siły". Ileż razy słyszę takie wytłumaczenia - dodaje nauczycielka.

- Oferta zajęć pozaszkolnych jest duża, ale jest kilka warunków, które należy spełnić, by pobudzanie aktywności dzieci przyniosło korzystne rezultaty - ostrzega Katarzyna Zeh.

- Przede wszystkim dziecko musi wyrażać szczere zainteresowanie zajęciami. Bez tego zafundujemy mu jedynie zbędne obciążenie i zmęczenie - mówi.

- Kolejny warunek to predyspozycje. Nie warto zmuszać dziecka do działalności, w której kompletnie się nie odnajduje.

- Znam dzieci, które od godz. 8 rano są w szkole, później mają zajęcia dodatkowe; wieczorem odrabiają lekcje - zamiast pobawić się klockami Lego, porozmawiać z mamą, czy kulać się po dywanie - zauważa Katarzyna Zeh.

Specjaliści zapewniają, że wszystkie etapy rozwoju dziecka są ważne. - Na wszystko jest właściwy czas. Nie można zabierać dziecku beztroskiego dzieciństwa. Dzieci, to nie automaty do nauki, które wypełniają często niezrealizowane ambicje swoich rodziców - zauważyła w rozmowie z tuTej.pl nauczycielka nauczania zintegrowanego. Gdzie leży więc granica?

- Jest zasada, która mówi, że 7-latek powinien poświęcać co najmniej tyle samo czasu na zabawę, co na naukę - podkreśla psycholog Katarzyna Zeh.

Specjaliści podkreślają także, że dziecko musi samo potrafić zaplanować część swojego czasu, wyznaczyć rytm dnia. Inaczej zahamuje się rozwój jego samodzielności.

- Ja regularnie chodziłam na lekcje angieskiego i tyle. Poza tym, co roku chciałam chodzić na coś innego, i wszystko nudziło mi się po paru miesiącach - śmieje się Dorota, dwudziestoletnia studentka z Poznania.

- Widzę, ze teraz jest inaczej - dodaje. Co więc się zmieniło? Nasi rozmówcy twierdzą, że rodzice wiedzą, że z różnych względów nie będą mieli dla dzieci czasu w domu, nie będą z nimi rozmawiać. Ratują się więc organizując im czas, "zapewniając im przyszłość", żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Inni zauważyli, że pomiędzy rodzicami trwa rywalizacja, o to, które dziecko więcej umie, które "pierwsze usiądzie w piaskownicy".

Bardziej optymistyczni w ocenach są specjaliści. Rodzice chcą dać dzieciom "dobry start". - Boją się, że ich pociechy zostaną w tyle i nie będą umiały dostosować się do dzisiejszej, wymagającej rzeczywistości - wyjaśnia Katarzyna Zeh.

Eliza Kania

Wiadomość pochodzi z portalu Tutej.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje