Dlaczego trzymali płody w słoikach? Partner kobiety tłumaczy

Pod koniec zeszłego tygodnia w jednym z mieszkań w Rawiczu znaleziono trzy martwe ludzkie płody. Jeden przetrzymywany był w szafie, a dwa w przenośnym sejfie. Policjanci byli zszokowani tym znaleziskiem, bo szukali narkotyków.

- Policjanci z Rawicza, realizując sprawę narkotykową dokonali przeszukania jednego z mieszkań zamieszkiwanego przez 31-letnią mieszkankę Rawicza. Podczas tego przeszukania znaleziono narkotyki w niewielkiej ilości. Jednak poza tym znaleziono również trzy słoiki, w których według wstępnej opinii lekarzy znajdowały się w nich ludzkie płody - mówi asp. Beata Jarczewska, Komenda Powiatowa Policja w Rawiczu.

Dziennikarzowi UWAGI! o życiu 31-letniej mieszkanki Rawicza opowiedział jej wieloletni przyjaciel, były partner. Poznali się gdy kobieta miała 18 lat. To on wynajął dla niej mieszkanie w Rawiczu, jednak sam mieszka w innym mieście.
- Na temat tych płodów wiem wszystko. Byłem w mieszkaniu przy tych poronieniach i te płody zabezpieczałem. Pierwszy płód pojawił się około 18 - 20 miesięcy temu. 

Reklama

Gdy w nocy poszła do toalety nastąpiło tam to poronienie. Płód wpadł do muszli. Wydobyłem go, by nie wpuszczać dziecka do ścieku. Umyłem, włożyłem do słoika i schowałem do sejfu. Ja w ogóle nie planowałem przechowywać tych płodów, to wszystko było dosyć spontaniczne. Myślałem, że będę je trzymał maksymalnie do dwóch tygodni. Później się skomplikowało, bo musiałem wyjechać z Rawicza i zgubiłem klucz do sejfu. Gdy go znalazłem i wymieniłem baterie, było już po kolejnym poronieniu. Wtedy też przez jakiś czas woziłem drugi płód w bagażniku. Jak odnalazłem ten klucz, to odłożyłem go do sejfu... - opowiada bliski znajomy kobiety.

31-latka nie pracuje, zajmuje się domem i opieką nad kilkunastoletnim synem. Pomoc finansową zapewnia jej nasz rozmówca, czyli ojciec chłopca.

- O trzecim płodzie dowiedziałem się z mediów. Sam byłem zdziwiony. Ona jeszcze krwawiła, gdy pojawiła się policja. Od razu zawieźli ją do szpitala, gdzie miała zrobione USG. Lekarka stwierdziła, że w środku nic nie zostało. Według mojej wiedzy, ona była podczas tego poronienia sama w domu i sama schowała ten płód do szafy. Pewnie też sama nie chciała spuścić go w toalecie. My przechowywaliśmy te płody, bo prawo polskie jest takie, że ciało można pochować dopiero od siódmego miesiąca życia. A wcześniej tylko jeśli szpital wyda akt zgonu. Jeżeli nie ma aktu zgonu, to płód nie jest traktowany jako człowiek tylko jako odpad medyczny - dodaje.

W poniedziałek na zlecenie prokuratury Zakład Medycyny Sądowej w Poznaniu przeprowadził sekcję zwłok płodów. Ze wstępnych ustaleń wynika, że płody nie były w stanie żyć samodzielnie, ani nie mają śladów mechanicznej aborcji. Prokuratura zleciła jednak dodatkowe badania na obecność substancji chemicznych, które mogłyby wywołać poronienie. Te wyniki będą znane za miesiąc.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje