Dobro zawsze wraca

Na pierwszym miejscu zawsze stawia dobro innych ludzi. Siebie odsuwa w cień. Pomaga, doradza, rozmawia. To kolejny cichy bohater - Krystyna Stachowiak.

Sama w jednej chwili straciła pracę i dom. Jednak nie wpadła w depresję. Zaczęła działać. - Żeby nie poczuć się osobą wykluczoną społecznie, od 1993 r. zajęłam się wolontariatem. Zgłosiłam się do fundacji "Bieda", która pomaga osobom bezrobotnym na różnych etapach życia. Rozpoczęłam też współpracę z MOPR-em. Zostałam opiekunem prawnym wielu osób - mówi Krystyna Stachowiak, która jest jedną z 10 półfinalistów akcji "Cichy bohater".

Reklama

Pomoc we krwi

- Ale pomoc drugiemu człowiekowi niosłam już od najmłodszych lat. Tak zostałam wychowana. W drugiej klasie szkoły podstawowej prosiłam rodziców o pieniądze i kupowałam łakocie dla bardziej potrzebujących dzieciaków z całej klasy. Miłość do bliźniego mam we krwi - dodaje.

- Nie mam czasu na choroby i zamartwianie się. Pomoc innym jest wspaniałym lekarstwem - uśmiecha się szczerze.

Widzi problemy

- Pomaga osobom postawionym na swej życiowej drodze, nie segregując ich, nie zwracając uwagi, czy ktoś jest bezdomny czy bezrobotny - opowiada Dariusz Gruszka, który zgłosił kandydaturę pani Krystyny.

- Zawsze ciepła, wrażliwa i opiekuńcza. Była jedyną osobą, która zaopiekowała się moją matką i mną. Organizowała dla nas żywność, odzież, rozwiązywała wiele nawarstwionych przez lata problemów - zaznacza.

- Nie potrafię robić inaczej. Jak mam dajmy na to 70 zł, to 20 przeznaczę na pomoc potrzebującym - odpowiada Krystyna Stachowiak. Pomaga ludziom z własnej kieszeni. Nie dba o dobra materialne. Wie, że gdzieś obok zawsze jest ktoś, kto potrzebuje wsparcia. Na co dzień pracuje w sklepie warzywniczym. Jednak klienci przychodzą do niej nie tylko po zakupy, ale też po to, by się wyżalić, poradzić.

- Czasem patrzę na przechodniów i od razu widzę, kto ma jakiś problem, co komu leży na duszy - uśmiecha się pani Krystyna. Mogłaby być psychologiem i terapeutą.

Daje siebie

Ci, którzy ją znają i doświadczyli jej pomocy, potwierdzają, że jest niesamowita. Inni mówią o niej nawet "mama".

- Poświęcam samą siebie i nie oczekuję, że ktoś mi się odwdzięczy - gdy to mówi ma łzy w oczach. - Mąż mnie zna. Powiedział, że to, co robię, jest słuszne. Pomaga mi w codziennych obowiązkach, choć jest inwalidą. Jest dla mnie wsparciem - zdradza cicha bohaterka.

Wstaje o 4 rano, a już w nocy zastanawia się, jak będzie wyglądał jej dzień. - Codziennie myślę o moich podopiecznych, gromadzę dla nich drobiazgi, które później np. przy okazji świąt pakuję na prezenty - wyjaśnia Krystyna Stachowiak. Gdy telewizja zrobiła reportaż na jej temat, z całej Polski zaczęły płynąć do niej listy z prośbą o pomoc. Nigdy nie traci wiary, stara się innym dawać nadzieję.

- Uważam, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Ludzie mogą nas zawieść, ale Bóg nie - zaznacza. - Widzę, że to, co dobrego robię dla innych ludzi, wraca do mnie ze zdwojoną siłą. Muszę dawać innym siebie i nie oczekuję niczego w zamian - uśmiecha się pani Krystyna.

Lidia Mamys

lidia.mamys@echomiasta.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje