Doznała udaru. Szef wywiózł ją poza zakład i wezwał policję do… pijanej kobiety

Prokuratura w Środzie Wielkopolskiej wszczęła postępowanie w sprawie nieudzielenia pomocy i nielegalnego zatrudniania osób na terenie jednego z zakładów produkcji warzyw w powiecie poznańskim. Śledczy zajęli się sprawą po tym, gdy do pracownicy, która straciła przytomność, nie wezwano pogotowia. Jak się później okazało - miała udar. Poszkodowana jest obywatelką Ukrainy. Przeżyła, ale jest sparaliżowana.

43-letnia Oksana leży w poznańskim szpitalu MSWiA. Medycy nie udzielają żadnych informacji dotyczących jej stanu. Z informacji przekazanych przez siostrę poszkodowanej, wynika, że kobieta nie może mówić i jest częściowo sparaliżowana. Śledczy ze Środy Wielkopolskiej nie dostali jeszcze dokumentacji medycznej z tej placówki. Czekają też na protokoły z pogotowia ratunkowego. Te dokumenty są niezbędne do dalszego prowadzenia postępowania.

Reklama

Pani Oksana przyjechała do Polski z siostrą. Znalazły zatrudnienie w zakładzie produkcji warzyw w powiecie poznańskim. Szef zakładu miał im obiecywać, że pomoże w zalegalizowaniu pobytu i zatrudnienia. Tak się nie stało. Obie kobiety pracowały w tej samej firmie "na czarno".

Kiedy jedna z sióstr straciła przytomność, druga błagała o wezwanie pogotowia. Kierownictwo zmiany zamiast wezwać karetkę, powiadomiło szefa zakładu. Mężczyzna przyjechał na miejsce. - Wziął obie panie do samochodu, obiecał, że zawiezie do lekarza, ale przez kilka godzin woził po okolicy. W końcu wysadził je na przystanku i wezwał policję - mówi w rozmowie z RMF FM Regina Grygiel z Konsulatu Honorowego Ukrainy w Poznaniu. 

To właśnie konsulat zawiadomił o sprawie policję i prokuraturę. Z relacji jakie pracownikom konsulatu przekazała siostra poszkodowanej wynika też, że mężczyzna usiłował wymusić na kobiecie, by po przyjeździe policji mówiła funkcjonariuszom, że jej siostra jest pijana. - Tu przecież chodzi o ludzkie życie. Nie może tak być, że w obawie przed konsekwencjami prawnymi względem swojej osoby ktoś nie wzywa pomocy do kobiety, która może umrzeć ­- dodaje Regina Grygiel.

Prokuratura zabezpieczyła monitoring z ostatnich trzech miesięcy w zakładzie, w którym pracowała kobieta. Przesłuchano tez kilkoro świadków, ale nikt jak na razie nie usłyszał zarzutów. Postępowanie toczy się dwutorowo. Po pierwsze pod kątem nieudzielenia pomocy osobie poszkodowanej, za co może grozić do 3 lat więzienia. Po drugie pod kątem nielegalnego zatrudniania pracowników.

Dziś przez cały dzień próbowaliśmy się skontaktować z szefem firmy, na terenie której doszło do zdarzenia. Słyszeliśmy jedynie, że szefa nie ma na miejscu. Nikt nie odpowiedział też na naszą prośbę o kontakt.

Konsulat Honorowy Ukrainy w Poznaniu uruchomił zbiórkę pieniędzy na leczenie i rehabilitację pani Oksany.

Mateusz Chłystun

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje