Dwa i pół roku za śmierć policjanta

Sędzia nie miał wątpliwości co do winy Sławomira K. i wymierzył mu karę dwóch i pół roku więzienia. We wrześniu 2007 roku spowodował on wypadek, w którym zginął policjant, Przemysław Pilarski.

Dodatkowo mężczyzna nie będzie mógł usiąść za kierownicą przez najbliższe osiem lat. Rodzice ofiary wypadku już zapowiadają odwołanie, bo ich zdaniem wyrok jest zbyt łagodny.

Reklama

Prokurator Michał Świniarski żądał trzech lat pozbawienia wolności dla sprawcy wypadku. Rodzice ofiary jeszcze w trakcie sprawy wnioskowali o zmianę kwalifikacji przestępstwa z nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego (art. 177 kk) na zabójstwo (art. 148 kk). Sędzia Dariusz Ratajczak we wtorek uznał, że oskarżony umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym i nieumyślnie doprowadził do zderzenia aut, w wyniku którego śmierć poniósł 37- letni funkcjonariusz.

Winny!

- Materiał dowodowy nie budził żadnych wątpliwości sądu. Oskarżony sam przyznał się do winy, a zeznania świadków potwierdziły, że to Sławomir K. był sprawcą wypadku - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia D. Ratajczak. Oskarżonemu groziło od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Rodzice zabitego policjanta wysłuchali w milczeniu sentencję wyroku.

Rozgoryczenie jednak towarzyszyło im przez całą sprawę.

- Czy sprawca był nas przeprosić po tragedii? Nie! Mówił, że się mnie bał. To ja pytam, czy dziewięcioletniego syna mojego Przemka też się bał?! - denerwował się jeszcze w poniedziałek Albin Pilarski, ojciec policjanta. W oczy sprawcy nie mógł też spojrzeć we wtorek, bo Sławomir K. na ogłoszeniu wyroku się nie pojawił.

Rodzina funkcjonariusza wciąż nie może pogodzić się ze stratą jedynego syna. Rodzice mają żal do prokuratury, która ich zdaniem niedbale przeprowadziła dochodzenie. Prokurator nakazał zatrzymanie Sławomira K. dopiero po sześciu dniach, a Sąd Rejonowy nie aresztował sprawcy. Rodzice domagali się m. in. powołania biegłego psychologa i psychiatry oraz zbadania wzroku oskarżonego. W odpowiedzi prokurator, pogrążonym w bólu rodzicom napisał, że to prokurator jest "panem postępowania przygotowawczego" i on kwalifikuje czyn.

Do wniosków nie przychylił się również sędzia, który na podstawie zgromadzanych m. in. przez prokuratora dowodów i ustaleń stwierdził, że nie można skazać sprawcy za zabójstwo. - Nie wiemy dlaczego wjechał na skrzyżowanie, ale wiemy, że nie wiedział, iż w aucie jedzie P. Pilarski. Nie możemy przyjąć, że on w ogóle chciał kogoś zabić - tłumaczył sędzia. Nie mniej podkreślał, że przy wymierzaniu kary zwrócił uwagę na rażące zlekceważenie zasad ruchu drogowego.

77 km/godz. na liczniku

Prawie cztery miesiące biegli analizowali dowody i materiały zebrane z miejsca wrześniowego wypadku. Ich wnioski były szokujące: Renault Clio, którym jechał sprawca, w momencie uderzenia w radiowóz jechał z prędkością 77 km/godz.! Oskarżony, który wjechał na obwodnicę z ul. Rgielskiej twierdził, że zatrzymał się na skrzyżowaniu, zgodnie ze znakiem stopu, który tam stoi. Według biegłych, gdyby było to prawdą, to Renault zdołałoby rozpędzić się do 20 km/godz.

Dodatkowo auto sprawcy w momencie uderzenia było na piątym biegu. - Specjaliści wyliczyli, że Przemek miał 0,37 sekundy, by uniknąć wypadku! Może gdyby jechał mniej niż 17 km/godz. to mógłby wybrnąć z opresji. Kara ma być uciążliwa i ma działać prewencyjnie. Będziemy walczyć o sprawiedliwość i honor naszego syna, który zginął na służbie - zapowiada ojciec Przemysława Pilarskiego.

Barbara Wicher

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje