Dzikie wysypiska w lasach

Środa, 10 sierpnia 2011 (14:32)

Każdego roku powstają nowe miejsca nielegalnego deponowania odpadów - począwszy od śmieci komunalnych, poprzez gruz, skończywszy na sprzęcie AGD i RTV. Największy problem z nielegalnym składowaniem występuje na obszarach wiejskich. - Na styku lasów i dróg publicznych - mówią strażnicy leśni, Wiesław Kolanowski i Paweł Kaźmierczak.

Zdjęcie

/Rzecz Krotoszyńska
/Rzecz Krotoszyńska
Na terenie krotoszyńskiego nadleśnictwa do miejsc najbardziej zaśmieconych należą rejony wsi Dziewiąte, okolice Rudy i Bestwina oraz pasy wzdłuż dróg prowadzących do Zdun i Chachalni. Natomiast w okolicach Baszkowa można znaleźć odpady pozostawione przez handlujących używanymi rzeczami z Niemiec, tzw. wystawkowiczów - niesprzedany sprzęt i stare meble. Problem dotyczy również bocznych uliczek i terenów na obrzeżach miast, gdzie z dala od zgiełku ludzie czują się bezkarni.

A na wysypisku za darmo...

Reklama

W rowach i lasach można znaleźć wszystko - zwykłe odpady gospodarstw domowych, gruz z remontowanych mieszkań, zepsute komputery, telewizory czy urządzenia kuchenne. Zawożący te rzeczy do lasu niszczą przyrodę i stwarzają zagrożenie dla środowiska naturalnego. Tymczasem krotoszyńskie wysypisko większość z tych rzeczy przyjmuje do składowania za darmo.

Głównymi pobudkami, jakie skłaniają ludzi do składowania nieczystości m.in. w lasach, są wygoda i niewiedza. Strażnicy leśni z krotoszyńskiego nadleśnictwa mówią: - Większość nie wie o tym, że część śmieci wysypisko przyjmuje za darmo. Poza tym na wysypisko trzeba dojechać, a las zazwyczaj jest po drodze.

Kto płaci za sprzątanie?

W sezonie letnim nadleśnictwo zatrudnia dodatkowo 4 - 5 osób. Ich zadaniem jest porządkowanie lasów. Akcja trwa zazwyczaj od kwietnia do października. - W roku ubiegłym zebraliśmy 500 kubików śmieci. Kosztowało nas to 80 tys. złotych, wliczając wynagrodzenie dla pracowników, opłaty za worki na śmieci i specjalne kontenery. W tym roku do dnia dzisiejszego ( początek sierpnia) zebraliśmy już 370 kubików, co oznacza koszt w wysokości ok. 45 tys. - informuje Renata Wencławiak, specjalistka ds. ochrony lasów w krotoszyńskim nadleśnictwie. Prawdopodobnie przez kolejne trzy miesiące koszty podwoją się.

Grunty krotoszyńskiego nadleśnictwa to ponad 19 tys. ha na terenie pięciu powiatów. - Osoby sprzątające lasy mają więc bardzo dużo pracy - mówi R. Wencławiak.

Straż leśna może ukarać śmiecących mandatami do 500 zł. W uzasadnionych przypadkach szczególnego zanieczyszczenia terenu sprawy kierowane są do prokuratury, wtedy kara może sięgnąć nawet 5 tys. zł.

Zagrożenie dla środowiska

- Zdarza się, że w lesie można znaleźć gruz eternitowy albo worki czy pojemniki po nawozach sztucznych używanych w rolnictwie - mówią strażnicy.

Składowane nielegalnie odpady zagrażają zwierzątom leśnym. Z nylonowych sznurków ptaki wiją gniazda. - Bardzo często można też spotkać daniele czy jelenie z workami foliowymi na porożach - mówi R. Wencławiak.

Substancje toksyczne z nielegalnych wysypisk przedostają się do gleby, a następnie do wód podziemnych, gdyż nie zapobiegają temu stosowane na wysypiskach legalnych specjalne folie i warstwy żużlu. Dzikie śmietniska nie podlegają kontroli Sanepidu, są doskonałym środowiskiem do rozwoju bakterii i grzybów. To prawdziwa wylęgarnia chorób, siedlisko much, komarów i szczurów.

Marta Łysikowska

Artykuł pochodzi z kategorii: WIADOMOŚCI LOKALNE

Rzecz Krotoszyńska