Ile kosztuje wandal?

Nowoczesny autobus, bogato wyposażony plac zabaw, malowanie trzech klatek schodowych - to tylko niektóre z rzeczy jakie można by kupić i zrobić za pieniądze, które co roku trzeba wydać na naprawy po demolkach wągrowieckich chuliganów.

Powywracane kosze na śmieci, zbite klosze lamp, połamane drzewka i porysowane szyby w autobusach to już zupełna codzienność. Praktycznie nie ma tygodnia, aby miasto nie naprawiało czegoś po wandalach. Jeśli już uda się złapać na gorącym uczynku chuligana, to sąd najczęściej umarza sprawę. Tymczasem "niska szkodliwość społeczna czynów" kosztuje nas wszystkich grubo ponad 100 tysięcy złotych rocznie!

Reklama

Cel 1: Przystanek demolka

Ulubionym miejscem działania wandali są przystanki i autobusy komunikacji miejskiej. Pracownicy praktycznie po każdym kursie muszą czyścić pojazd z poprzyklejanych do siedzeń gum do żucia, myć siedzenia, zbierać śmieci, a czasem zdarzy się że i sprzątnąć... ludzkie odchody.

Porysowane szyby przypominają kronikę towarzysko - kryminalną i od dawna nadają się tylko do wymiany, lecz i tej mogą nie doczekać, bo co odważniejsi potrafią obrzucić kamieniami autobus pełen pasażerów. Do takiego zdarzenia doszło w biały dzień, przed dwoma laty, na ul. Kcyńskiej.

Wandale nie oszczędzają też przystanków, w ubiegłym miesiącu doszczętnie zdemolowano przeszkoloną wiatę przy cmentarzu nowofarnym.

Chuligani z taką pasją rzucali wyjętymi z chodnika kostkami, że te przeleciały przez szyby zatrzymując się dopiero na nagrobkach. Koszt: blisko pięć tysięcy złotych, skutek: do sierpnia przyjeżdżający na cmentarz stoją pod gołym niebem.

- W ubiegłym roku odbudowaliśmy pięć przeszklonych przystanków. Koszty są tak olbrzymie, że postanowiliśmy na razie nie modernizować kolejnych wiat. Rocznie na naprawy po wandalach wydajemy ok. 75 tys. zł. W dwa lata za te pieniądze moglibyśmy kupić nowoczesny, niskopodłogowy autobus - mówi bezradnie Tadeusz Pawlicki, dyrektor Zakładu Komunikacji Miejskiej w Wągrowcu.

Cel 2: Utopić śmietnik

Trasy nocnych wędrówek młodzieży wracającej z klubów i dyskotek można szczegółowo odtworzyć, a ich śladami są powywracane śmietniki, zbite lampy, poprzekrzywiane znaki drogowe i demolka na placach zabaw dla dzieci.

- Kosze są wrzucane do rzeki czy jeziora, a pojemników na makulaturę podpalane. Klinicznym przykładem głupoty są połamane młode drzewka, które niejednokrotnie nie wytrzymują tygodnia - wymienia Krzysztof Tchórzewski, kierownik wydziału Infrastruktury, Architektury i Ekologii Urzędu Miejskiego w Wągrowcu. Dwa razy w Jeziorze Durowskim lądowała ponad tonowa rzeźba stojąca na promenadzie.

Straty jakie miasto ponosi z tytułu napraw aktów wandalizmu sięgają ponad 30 tys. zł rocznie. Za te pieniądze można by zbudować plac zabaw z prawdziwego zdarzenia. Szans na przetrwanie nie mają skwery i zieleńce budowane w czynie społecznym. Urządzony przez mieszkańców Os. Wschód przytulny zakątek szybko zamienił się w miejsce wyładowywania młodzieżowych frustracji, a społeczna inicjatywa zamieniła się w bezradność.

Cel 3: Bluzganie na murach

Jak magnes na wandali działają świeżo pomalowane ściany bloków, czy klatek schodowych. Tak szybko jak nowa elewacja zapełnia się autografami, w takim tempie wybijane są szyby z drzwi do bloków. Tylko w ubiegłym roku Spółdzielnia Mieszkaniowa w Wągrowcu wstawiła 50 szyb w drzwiach, naprawiła kilkanaście domofonów i głowiła się, skąd wziąć pieniądze na zamalowanie wulgarnych napisów.

- Co roku płacimy za chuligańskie wybryki kilka tysięcy złotych. Za tą sumę moglibyśmy spokojnie wymalować trzy klatki schodowe, a tak trzeba na to czekać 6, 7 lat - przyznaje Zdzisław Wojciński, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Wągrowcu.

Niewielkie szanse na przetrwanie mają elementy, które łatwo oderwać: słuchawki telefonów w budkach, lusterka i anteny samochodowe. Zjawisko pogłębia dodatkowo obawy świadków przed zgłoszeniem na policję i niechęć do zeznawania w sądzie.

Do tej pory do wągrowieckiej komendy wpłynęło...zaledwie 12 zgłoszeń. Nim przejdziemy obojętnie warto jednak uświadomić sobie, że za każdy zniszczony na naszych oczach śmietnik, czy zdewastowany plac zabaw zapłacimy z naszych podatków.

Ile to kosztuje?

zdemolowany przystanek - do 3,5 tys. zł

wymiana dwóch huśtawek - ok. 1,2 tys. zł

kosz na śmieci - od 150 do 500 zł

szyba w drzwiach wejściowych - 80 zł

drzewko - od 10 do 20 zł

Andrzej Dolata, rzecznik prasowy wągrowieckiej policji:

- Wykrywalność aktów wandalizmu sięga 60%, jednak wciąż mieszkańcy niechętnie zgłaszają nam wybryki chuliganów. Wystarczy poinformować przejeżdżający patrol, albo zadzwonić pod 997, że niszczone jest czyjeś mienie, a natychmiast zareagujemy. Traktujemy poważnie każde zgłoszenia, nawet anonimowe. Wystarczy powiedzieć, żeby policjanci potraktowali zgłoszenie jako anonimowe i uszanujemy taką prośbę. Taka współpraca bardzo nam pomaga w walce z wandalizmem".

Autor: Barbara Wicher

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy