Ile mięsa w mięsie?

Sanepid i inspekcja handlowa przeprowadziły szeroko zakrojone kontrole w poznańskich sklepach mięsnych. Sprawdzano m.in. "ile jest mięsa w mięsie". Co trafia na nasze stoły?

Polacy, w tym również poznaniacy, tradycyjnie są smakoszami wyrobów mięsnych i mięso (lub jego brak) budzi u nich silne emocje. Podwyżki cen tego towaru już w PRL-u doprowadzały do rozruchów, a nawet obalania rządów. Jak więc poznaniacy zareagują na wyniki kontroli, które przeprowadzili inspektorzy?

Reklama

Ile mięsa w mięsie

Media nie od dziś alarmują, że zakłady mięsne, dla oszczędności, wstrzykują do wędlin roztwory azotynów, azotanów i fosforanów. Bywa, że solanka stanowi połowę objętości produktu. Jako spoiwa dodaje się m.in. białka sojowego. Fałszuje się też wyroby z mięsa, które uchodzi za szlachetniejsze, wyrabiając je z pośledniejszych składników. Taką zawartość "mięsa w mięsie" badali w Poznaniu inspektorzy Państwowej Inspekcji Handlowej.

- Trafiliśmy na parówki "cielęce", które w 58 proc. składały się z wieprzowiny - informuje Krystyna Piosik z PIH. - Często też producent w ogóle nie podawał składu swoich wyrobów.

Nie próżnuje również sanepid, który w ubiegłym roku odwiedził wszystkie placówki handlujące mięsem.

- Najczęstsze grzechy handlowców to zamrażanie mięs świeżych, mielenie na zapas i przechowywanie w ciepłym miejscu, poza chłodziarką - zdradza Ewelina Suska, rzeczniczka sanepidu. - Wszystko to jest sprzeczne z wymogami, trudno się więc dziwić, że inspektorom zdarzało się trafiać na nieświeży towar.

Nasza rozmówczyni nie chce zdradzić, w jakich konkretnie sklepach wykryto zepsute mięso. Podkreśla tylko, że nie jest to wyłącznie problem małych sklepików.

Duzi też grzeszą

- Również w marketach można kupić nieświeże mięso - zaznacza rzeczniczka.

Duże sklepy kupują dużo towaru. Jeżeli mięso się nie sprzeda, bywa, że jest powtórnie pakowane, mielone razem z pokruszonym lodem, albo ze świeżymi wyrobami.

- Sam nigdy bym nie kupił mięsa w sklepie, w którym pracuję - przyznaje pracownik działu mięsnego w jednym z marketów znanej, międzynarodowej sieci.

- Normy UE są łagodniejsze dla nierzetelnych producentów - mówi starszy specjalista Elżbieta Piotrowska z Instytutu Technologii Mięsa AR w Poznaniu. - Kiedyś np. niedopuszczalne było dodawanie do wyrobów mięsnych polifosforanów, teraz można to robić, co niektórzy producenci wykorzystują. Ale nie można uogólniać, bo nie wszyscy są nierzetelni - zastrzega.

Przeciętny konsument nie zorientuje się, czy w produkcie jest zbyt duża ilość solanki, ale może rozpoznać mięso nieświeże.

- Jeżeli pierś kurczaka jest szara, a wołowina ciemna, z wyciekami - powinno nas to zaniepokoić - wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Świadomy klient

Ale czy klienci zastanawiają się nad tym, co kupują?

- Ludzie są coraz bardziej świadomi, choć do nas rzadko przychodzą z produktami spożywczymi - mówi Elżbieta Połczyńska z poznańskiego oddziału Federacji Konsumentów. - To zrozumiałe, bo kupują w tych samych, znanych sobie sklepach i tam też zanoszą towar do reklamacji.

Czy zatem możemy spać spokojnie?

- Z jednej strony w telewizji nas uspokajają, że nad wszystkim czuwają właściwe instytucje - mówi Elżbieta Połczyńska. - Z drugiej strony ilość dodawanych do żywności "wypełniaczy", takich jak mielone kości, a także konserwantów i "poprawiaczy", w dalszej perspektywie z pewnością nie skończy się dobrze.

Krzysztof Ulanowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje