"In vitro jest grzechem"

Ksiądz dr Andrzej Bohdanowicz, proboszcz parafii w Opatówku, bioetyk, o zapłodnieniu in vitro.

Co to jest zapłodnienie in vitro?

Reklama

Dobre pytanie. Odpowiadając na nie, musimy najpierw dotknąć problemu bezpłodności. Otóż okazuje się, że coraz bardziej rośnie odsetek małżeństw, które z różnych względów, często bez własnej winy, nie mogą mieć potomstwa. Taka sytuacja uświadamia małżonkom, iż dziecko jest darem.

Tak naprawdę nie mają oni prawa do posiadania dziecka, lecz jedynie prawo do podjęcia aktu seksualnego, z którego może narodzić się dziecko. Okazało się, iż współczesna technika medyczna potrafi dokonać zapłodnienia, czyli połączenia komórki jajowej z plemnikiem in vitro, czyli w szkle, poza organizmem kobiety, a następnie implantacji rozwijającego się już życia ludzkiego do jej organizmu. Tu jednak pojawia się istotny problem.

Ponieważ z jednej strony akt małżeński zostaje zastąpiony działalnością człowieka z zewnątrz, z drugiej strony przy tej okazji niszczy się, prędzej czy później, inne tzw. nadliczbowe embriony, czyli trzeba to jednoznacznie powiedzieć - zabija się człowieka. Dlatego tego rodzaju proceder jest od strony etycznej niegodziwy i powinien być zabroniony.

Wiadomo jednak, iż są małżeństwa katolickie, które nie respektują tak jednoznacznego głosu Kościoła w tej sprawie.

Faktycznie, praktyka stosowania zapłodnienia in vitro pokazuje, iż nie wszyscy respektują takie stanowisko.

Może dlatego, że nie do końca znają uzasadnienie takiego bezwzględnego zakazu?

No właśnie. Dziś mamy taką sytuację, że to, co technicznie jest możliwe, nie zawsze jest od strony etycznej godziwe. Można powiedzieć, iż technika wyprzedza etykę.

Statystyki mówią, że skuteczność zapłodnienia in vitro jest mała.

Tu właśnie jest problem, bo przy zapłodnieniu in vitro musimy dotknąć statusu embrionu i wtedy pojawia się odwieczne pytanie - od kiedy jest człowiek, czy od chwili poczęcia, czy od jakiegoś tam etapu rozwoju? Ale dziś, i to bym chciał uwypuklić, problem początku życia człowieka nie jest tylko problemem religijnym, jest to problem ponadwyznaniowy.

Dziś nauka dokładnie pokazuje, że życie człowieka zaczyna się od samego początku, od poczęcia. Jeśli ktoś uzna, że życie zaczyna się od poczęcia, to wtedy uzna ten dylemat narodzenia się dziecka z probówki, że wtedy niszczy się inne życie. I to jest istota problemu, że jedno dziecko się rodzi, ale jego rodzeństwo zabijamy, oraz to, że przekazanie życia odbywa się poza kontekstem miłości, poza aktem zjednoczenia cielesnego. Dziecko jest owocem techniki. Żyjemy w świecie bardzo zindywidualizowanym. Kobieta mówi: "Ja mam prawo do dziecka". A kto się upomni o prawo tego dziecka, nienarodzonego dziecka?

Z jednej strony jest tak, że małżonkowie mają prawo do tego daru, jakim jest dziecko, do tego dobra, które ich spotyka, ale z drugiej strony nie wolno czynić dobra kosztem czyjejś krzywdy. To co Kościół proponuje małżeństwom katolickim, które uznają naukę Kościoła w tej kwestii, ale chcą mieć dzieci?

Małżonkowie powinni w takiej sytuacji rozeznać we własnym sumieniu, do czego Pan Bóg ich wzywa. Może perspektywa adopcji dziecka będzie dla nich właściwym powołaniem? Ile jest przecież dzieci porzuconych, niechcianych, czekających na swoich rodziców. To jest jakieś szczególne wezwanie...

Tomasz Małecki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje