Jedyny taki rower na świecie

Niedziela, 9 października 2011 (05:26)

Rower to cudowny wynalazek, ale ma jedną wadę. Kiedy na nim jedziesz, pracują tylko mięśnie nóg, natomiast górne partie ciała odpoczywają. No chyba, że jedziesz rowerem skonstruowanym przez Władysława Pisarka z Leszna.

Zdjęcie

Birower autorstwa pana Władysława/fot. archiwum konstruktora
Birower autorstwa pana Władysława/fot. archiwum konstruktora
- Nazwałem go birowerem, bo to rower o naprzemiennym napędzie nożnym i ręcznym - mówi konstruktor.

Pracują nogi, pracują ręce

Reklama

Jakkolwiek skomplikowanie to brzmi, zasada jest prosta. Rower autorstwa pana Władysława ma dwa napędy. Tylny, to zupełnie tradycyjny napęd pedałami. Kręcisz - jedziesz, nie kręcisz - stoisz. Ale w birowerze jest jeszcze napęd przedni, na przednie koło. Jest na nim, tak jak na tylnym, zębatka, jest łańcuch i kilka zupełnie niespotykanych w rowerach elementów (np. korbowód)) i są jeszcze zamiast pedałów dźwignie. Siedząc na siodełku poruszamy dźwignie rękoma i... jedziemy rowerem do przodu. Kombinacje są różne:

- Możemy napędzać rower tylko pedałami, możemy napędzać tylko dźwigniami, ale pracować i jednym, i drugim jednocześnie - mówi konstruktor. - A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że człowiek zażywa przyjemności z przejażdżki rowerowej, a pracują przy tym chyba wszystkie nasze mięśnie.

To taka rowerowa wersja orbitreka, modnego urządzenia do ćwiczeń, imitującego w pewnym stopniu bieg na nartach biegowych z kijkami.

- To idealne urządzenie do ćwiczeń dla osób mających kłopoty ze stawami lub z nadwagą, bo nie obciąża stawów - twierdzi Adam Matuszewski, instruktor z siłowni ERS w Lesznie. - Angażuje wiele mięśni, między innymi mięśnie nóg, brzucha, triceps, biceps i mięśnie szerokie grzbietu, w tym mięśnie na odcinku lędźwiowy, które trzymają nasz kręgosłup.

Korbowodem na zębatkę

- Już 20 lat temu miałem w głowie ten birower, ale nie było czasu za to się wziąć - przyznaje Władysław Pisarek.

Z zawodu jest technikiem mechanikiem, całe życie przepracował w ślusarstwie. Od 33 lat jest współwłaścicielem firmy Techkram i nieraz przychodziło mu rozwiązywać techniczne problemy. Dla niego to nie był żaden kłopot. Kocha takie wyzwania, a im bardziej skomplikowana sprawa, tym lepiej. Od pewnego czasu firma, teraz handlowa nie produkcyjna, nie zajmuje mu już tyle czasu, może więc poświęcić się swojej prawdziwej pasji: konstruowaniu.

Na koncie ma siedem patentów. Najbardziej dumy jest z patentu na zamek szczelny pierścieni tłokowych, który rozwiązuje odwieczny problem z wyciekami oleju na łączeniach. Ostatnie kilka lat głowę pana Władysława zaprzątają jednak głównie rowery.

- Po operacji kręgosłupa mam osłabioną nogę i postanowiłem w końcu wcielić w życie pomysł na birower - opowiada. - Przez rok się głowiłem nad rozwiązaniami technicznymi. Najpierw myślałem, że napędy muszą być zsynchronizowane, ale potem doszedłem, że nie ma takiej potrzeby. Napęd tylny jest więc tradycyjny, a w przednim dźwignie korbowe za pomocą korbowodu przenoszą energię na łańcuch, zębatkę i na koło.

Jeździć trzeba się nauczyć

Birower został opatentowany. Urząd Patentowy RP sprawdził, że na świecie nie ma drugiego takiego pojazdu.

- Jeżdżę nim codziennie, po 10-kilometrowej przejażdżce czuję i nogi i ręce - mówi W. Pisarek. - Na zwykły rower już nie wsiadam. Faktem jest, że jazdy na birowerze trzeba się nauczyć. Spróbowałem i za pierwszym razem udało mi się jechać trzymając jedną rękę na zwykłej kierownicy, a drugą na dźwigniach. Aby operować obiema rękoma na dźwigniach i kierować rowerem trzeba nabrać wprawy. Ale z nauką nie powinno być problemu.

Na leszczyńskim Zatorzu rower pana Władysława nie wzbudza już wielkiej sensacji, bo sąsiedzi zdążyli już przywyknąć do jego widoku. Inaczej jest, gdy wyruszy gdzieś na rajd. Reakcje są zawsze takie same: najpierw uśmiechy i komentarze z przymrużeniem oka, a potem szeroko otwarte usta i autentyczne zainteresowanie.

Dwa lata temu w Poznaniu podczas rajdu z okazji Tygodnia Zrównoważonego Transportu birower pana Władysława z Leszna zdobył dyplom i tytuł najbardziej stylowego pojazdu. A w jury zasiadali między innymi zawodowy kolarz Marcin Sapa, redaktor naczelna branżowego miesięcznika Rower Tour oraz Igor i Lucyna Czajkowscy, właściciele dużego sklepu rowerowego w Poznaniu.

- Uważam, że to po prostu ciekawostka, która nie ma jednak przyszłości - mówi Igor Czajkowski. - Ale fajnie, że są osoby, które takie rzeczy wymyślają i zarażają innych kreatywnością.

Dla przyjemności, a nie wyścigów

Robert Janik, organizator i uczestnik najdłuższego maratonu rowerowego w Polsce Bałtyk - Bieszczady Tour 1008 km, uważa jednak, że birower może znaleźć miejsce na rynku:

- Na pewno jest to świetne urządzenie do indywidualnego ćwiczenia aerobowego w równym terenie na świeżym powietrzu - ocenia Janik. - W ogóle pomysł jest fajny. Ale do wyścigów i bardzo intensywnej jazdy raczej się nie nadaje. Co na przykład z gwałtownym hamowaniem w momencie, gdy rowerzysta trzyma ręce na dźwigniach? Przy większej prędkości rzędu 30-40 km/h nie da się też "pedałować" rękoma na zakręcie.

- Napędy są niezależne, więc przy większych prędkościach można pedałować tylko nogami - odpowiada konstruktor i dodaje: - Głównym przeznaczeniem biroweru jest rekreacja. To też świetny pojazd dla osób, które mają słabe nogi, bo mogą wspomagać się pracą rąk.

A z biroweru w wersji trójkołowej (taki też powstał) korzystać mogą osoby z niepełnosprawnością nóg. Kolejną wersją biroweru jest... treningowy rower stacjonarny z dodatkowym napędem na ręce.

Arkadiusz Jakubowski

Artykuł pochodzi z kategorii: WIADOMOŚCI LOKALNE

Panorama Leszczyńska