Ludzie chcą pasów

Sześcioletniej Marcie nikt i nic nie wróci już życia. Teraz chodzi o to, by jej śmierć nie poszła na marne, by ocaliła inne życia. Tak mówią mieszkańcy podrawickiego Masłowa.

Marta zginęła 21 października 2008 roku kilkadziesiąt metrów za torami kolejowymi w podrawickim Masłowie. Była godzina 20.10. Dziewczynka wyszła wraz z mamą na spacer z psem, owczarkiem kaukaskim. Gdy przechodziły przez jezdnię, na środku drogi, dziecko zostało potrącone przez jadące od strony centrum mitsubishi. Marta nie miała szans, zmarła na miejscu zdarzenia.

Reklama

Kierowca mitsubishi, 26-letni rawiczanin, zeznał, że gdy mijał się z jadącymi z naprzeciwka busem i samochodem, nagle zza busa wyłoniła się kobieta z dzieckiem i psem. Jak tłumaczył, nie miał czasu na hamowanie, nie mógł nic zrobić. Najpierw myślał, że uderzył autem w psa. Kiedy wysiadł zobaczył jednak, że potrącił dziecko. Zadzwonił po pomoc, niestety - dziecka nie udało się uratować.

Jeszcze tego samego dnia okazało się, że w zeznaniu kierowcy były pewne nieścisłości. Mitsubishi, owszem, mijało się z białym mercedesem sprinterem, ale jeszcze na torach. Tak przynajmniej twierdzi kierowca busa. Tymczasem do wypadku doszło kilkadziesiąt metrów dalej. Po lewej stronie - patrząc od Rawicza - stoi market Dino. To tamtędy przechodziła Marta z mamą. Czy będący już na torach bus mógł je zasłonić? To tylko jedno z pytań stawianych w tej sprawie.

W miejscu, gdzie matka z dzieckiem przechodziły przez jezdnię, nie ma pasów. W internetowych komentarzach pod informacjami o wypadku pojawiają się i takie, które winą za zdarzenie obarczają mamę dziecka.

Masłowo to spora wieś łącząca się bezpośrednio z Rawiczem. Na pół przecina je ulica Śląska. To droga krajowa nr 36, jedna z najbardziej ruchliwych tras w regionie. Codziennie przejeżdżają nią przez Masłowo tysiące pojazdów. Tymczasem mieszkańcy liczącej 1200 osób miejscowości mają do dyspozycji... jedno przejście dla pieszych. I to niemal na końcu wsi, przy szkole. Kolejne oznakowane przejście dla pieszych jest już w Rawiczu, na ul. Piłsudskiego, czyli po drugiej stronie torów. Oba przejścia dzielą jakieś dwa kilometry.

- To którędy one miały przejść na drugą stronę ulicy? - pyta Ewelina Tomczak. Mieszka w Masłowie, sama ma dziecko i codziennie boi się o jego bezpieczeństwo. Wie, że przechodzenie przez jezdnie nie na pasach jest niebezpieczne, ale nie ma wyjścia, gdy mieszka się po jednej stronie drogi, a sklep, szkoła, czy przedszkole są po drugiej. Nikt nie pójdzie kilometr czy półtora do pasów.

Dlatego Ewelina Tomczak poprosiła o spotkanie z dziennikarzem Panoramy Leszczyńskiej. Umówili się na parkingu przy Dino, tuż obok miejsca wypadku. Przyszli tam też inni mieszkańcy Masłowa. W sumie 10 osób. Wszyscy znali Martę oraz jej rodzinę. To wielka tragedia - mówią i żądają, żeby ktoś wreszcie zadbał o ich bezpieczeństwo.

- Od dawna ślę pisma w sprawie braku przejść na tej drodze - mówi Grzegorz Kluczycki z rady sołeckiej. - Ale nikt się tym nie przejmuje.

Droga krajowa nr 36 zarządzana jest przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

- Budowa przejścia dla pieszych? To nie takie proste - mówi Jerzy Mołczyński z GDDKiA Zarząd Dróg w Lesznie. - Trzeba wszystko dokładnie policzyć i określić, w którym miejscu powinno ono powstać. Mieszkańcy powinni zwrócić się z wnioskiem do oddziału w Poznaniu.

- W sytuacji, gdy nie ma oznakowanych przejść dla pieszych, można przechodzić przez jezdnię i nie łamie się przepisów. Trzeba tylko zachować szczególną ostrożność - informuje młodszy aspirant Beata Jarczewska z KPP w Rawiczu.

W sprawie wypadku trwa śledztwo. Jak dotąd nikomu nie postawiono jeszcze żadnych zarzutów.

- Szukamy świadków zdarzenia - dodaje Beata Jarczewska. - Szczególnie zależy nam na jednym. To mężczyzna, który wychodził ze sklepu Dino z zakupami i prawdopodobnie widział wypadek. Ma około 40 lat, 180 centymetrów wzrostu, jest krótko ostrzyżony, był ubrany w granatową bluzę i ciemne spodnie. Bardzo prosimy go o kontakt - dodaje Jarczewska.

Babcia Marty, Halina Winniczek, jest oburzona niektórymi komentarzami, które pojawiły się w związku z wypadkiem w internecie.

- Tam niektórzy z mojej córki robią przestępcę - mówi ze łzami w oczach. - A to przecież jej zabito dziecko. Sam pan widzi, jak jest w Masłowie. Jak miała przejść na drugą stronę? To wina kierowcy, a nie jej. Jechał za szybko. Dziwne też, że policja nie może odnaleźć tego świadka.

- Są trzej kluczowi świadkowie - tłumaczy młodszy aspirant Jarczewska. - Dwaj to mężczyźni, którzy przejeżdżali samochodem i zobaczyli wypadek. Jeden z nich reanimował dziewczynkę, drugi pomagał i został ugryziony przez psa. Ich zeznania mamy. Szukamy trzeciego świadka, o którym już mówiłam. Robimy wszystko, by wyjaśnić przebieg zdarzenia. Dla nas ta sprawa ma wyjątkowe znaczenie, zginęło przecież dziecko. Teraz jest jednak za wcześnie, by przesądzać o czyjejkolwiek winie .

Jak udało się ustalić redakcji Panoramy Leszczyńskiej, 26-letni kierowca mitsubishi już raz brał udział w wypadku drogowym. Cztery lata temu potrącił samochodem młodego mężczyznę z Masłowa, który doznał obrażeń ciała. Sprawę wtedy umorzono, bo pieszy był nietrzeźwy i to on ponosił winę za to zdarzenie.

- Tych dwóch spraw nie można jednak łączyć - twierdzi Jarczewska.

Z policyjnego punktu widzenia nie jest to łatwa sprawa do wyjaśnienia. Na miejscu zdarzenia nie było śladów hamowania, trudno więc określić, z jaką prędkością jechało mitsubishi. A kwestia prędkości będzie miała zapewne kluczowe znaczenie. Policja zapowiada, że w miejscu wypadku przeprowadzi eksperyment procesowy, który powinien pomóc w ustaleniu, jak szybko jechało auto.

Arkadiusz Jakubowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje