Mieszkańcy Kościelnej Wsi: Kto odpowie za strzelanie do rolników 15 lat temu?

Kto rozliczy byłego ministra rolnictwa Jarosława Kalinowskiego za strzelanie do protestujących rolników w Marchwaczu i Cieni Drugiej? - pytali mieszkańcy Kościelnej Wsi podczas poniedziałkowego spotkania parlamentarzystów PiS z okręgu kalisko-leszczyńskigo.

15 lat temu w powiecie kaliskim miały miejsce protesty rolnicze. 12 lutego 2003 roku w Marchwaczu i Cieni Drugiej doszło do starć między demonstrującymi rolnikami a policją, w czasie których użyto broni gładkolufowej. Kilka osób zostało rannych, a jeden z protestujących rolników stracił oko.

Reklama

Rolnicy domagali się wówczas zwiększenia ceny skupu żywca wieprzowego do poziomu gwarantującego ich zdaniem opłacalność hodowli. Mówili o minimalnej stawce 3,6 zł za kilogram. Tymczasem ówczesny rząd zaproponował podniesienie ceny skupu do 3,1-3,3 zł. Ministrem rolnictwa i rozwoju wsi był wtedy Jarosław Kalinowski z PSL, obecnie eurodeputowany do Parlamentu Europejskiego. Organizująca blokady Samoobrona nasiliła protesty. W Cieni Drugiej rolnicy starli się z policją. W trakcie trwającej kilkanaście minut bitwy funkcjonariusze użyli strzelb i gumowych pocisków, a rolnicy - kamieni.

Uczestnicy rolniczego protestu do dzisiaj zastanawiają się, dlaczego strzelano i dlaczego policjanci nie mieli armatek wodnych czy gazów łzawiących, a także chcą wiedzieć, kto podjął decyzję o użyciu broni.

Temat wrócił w poniedziałek podczas spotkania parlamentarzystów PiS z mieszkańcami Kościelnej Wsi koło Kalisza. "Kto rozliczy pana Kalinowskiego za strzelanie do protestujących rolników w Marchwaczu i Cieni Drugiej?" - zapytał jeden z mieszkańców.

Jan Mosiński: Ubolewam, nie było powodu

"Deklarację w sprawie wyjaśnienia zajść składaliśmy dwa lata temu. Chcieliśmy wyjaśnić kulisy decyzji, jakie podjęto wówczas, kiedy otwarto ogień z broni gładkolufowej do protestujących rolników" - odpowiedział poseł Jan Mosiński.

Wyjaśnił, że z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości otrzymali informację, że nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące komunikowania się i wydania poleceń dowódcy plutonu, który dała rozkaz otworzyć ogień do protestujących rolników.

"Ubolewam, bo nie było powodu, żeby tak reagować w stosunku do rolników, którzy protestowali w słusznej sprawie" - oświadczył Jan Mosiński.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje