Miłosław huczy od plotek na temat ośrodka zdrowia

Śmichy-chichy, a temat poważny. Stanisław Hirszfeld, kierownik miłosławskiego ośrodka zdrowia "Hikomed" denerwuje się, ponieważ ktoś rozpowiada kłamstwa na temat pracy ośrodka. Od tygodni po miasteczku krąży wieść, jakoby pacjentów w przychodni przyjmował... Chińczyk.

Ta informacja wywoła istny rechot wśród rajców i zaproszonych gości. S. Hirszfeld swoimi "rewelacjami" dzielił się podczas wtorkowej sesji rady miejskiej.

Reklama

- Jestem w szoku, że ktoś rozgłasza takie niedorzeczności. Nie wiem, komu na tym zależy - zastanawia się. - Efekt jest taki, że do ośrodka zgłaszają się osoby z zapytaniem, jak się porozumieć z Chińczykiem. To jakiś absurd.

Żeby uciąć wszelkie plotki, wyjaśniamy. Od kilku tygodni w "Hikomedzie" pacjentów przyjmuje Milukow Stępień, lekarz pochodzący z Białorusi (z polskiej rodziny). W naszym kraju mieszka od dziewięciu lat. Do końca roku przyjmuje tylko dwa razy w tygodniu, ale od nowego będzie to już pięć dni. - Chciałbym przeprosić za niedogodności, które są obecnie w ośrodku. Jedna pani doktor (Emilia Olejniczak - przyp. red.) od nas odeszła i jest tylko dwóch lekarzy - tłumaczy S. Hirszfeld. - Tymczasem dziennie przyjmujemy nawet 250 osób.

Lekarz podzielił się też z rajcami refleksjami na temat... życia seksualnego mieszkańców. Zauważył w tym temacie znaczną poprawę. - W końcu ono ruszyło - orzekł. - W tym roku będziemy mieli przewagę urodzeń nad zgonami. Urodzeń będzie ponad sto. Przypuszczam, że zgonów do końca roku będzie natomiast... 69.

Radni po raz kolejny nie wytrzymali i parsknęli śmiechem. - Nie byłem u proboszcza. Taka wychodzi średnia - tłumaczył rozbawionym rajcom S. Hirszfeld. W dalszej części swojego wystąpienia skarżył się na zachowanie mieszkańców, którzy - jego zdaniem - nie chcą korzystać z bezpłatnych badań profilaktycznych.

- Na badanie serca przyszło tylko 180 z 890 uprawnionych. A potem przychodzą i mówią, że się źle czują, i chcą takie badanie. Ale wtedy muszą już zapłacić.

Pochwalił jednak mężczyzn, którzy nie wstydzą się już badania raka prostaty.

- Został on wykryty u 25 panów. Wszyscy żyją. Teraz mężczyźni na badania walą drzwiami i oknami. Przebadaliśmy w tym roku 250 osób. Niestety, rzecz ma się gorzej co do kobiet, które nie przychodzą na badania mammograficzne - ubolewa.

Łukasz Różański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy