Na dyszę, na miłość, na wnuczka

Telefon w jednym z domów. Odbiera blisko 80-letnia staruszka. Jest sama. - Dzień dobry, ciociu, to ja, twój chrześniak Marcin - pokrzykuje głos w słuchawce.

- Jestem w okolicy, bym wpadł i ciocię odwiedził... Tak złodzieje okradają w Poznaniu staruszki.

Reklama

Starsza pani wykazuje dużą dozę zdrowego rozsądku.

- Nie, Marcinku, przyjdź po południu, kiedy wszyscy będą. Ja teraz jestem sama i chyba już bym cię nawet nie poznała - odpowiada od razu. Staruszka pozostała stanowcza, mimo nalegań rzekomego siostrzeńca, który po chwili wyłożył karty na stół.

- Bo ja wpadłem w kłopoty i potrzebuję pieniędzy, choćby dwa tysiące. Przyjdę albo poślę koleżankę - przymilał się mężczyzna. - Nie pożyczę nawet złotówki, bo nie mam w domu - staruszka odłożyła słuchawkę.

Po południu staruszka opowiedziała rodzinie o zajściu. Sprawdzili wszystko. Babcia rzeczywiście miała chrześniaka Marcina. Ale ten prawdziwy do ciotki w ogóle nie dzwonił. Następnego dnia zadzwoniła obca kobieta, pytając, czy może odebrać tę gotówkę dla chrześniaka w tarapatach. Rodzina nie zgłosiła się na policję, bo obawiała się przesłuchań.

Zgłaszać koniecznie!

Anna Furmanowska z poznańskiej policji apeluje, by zgłaszać każdy taki przypadek. - Policja złapała grupę złodziei wyłudzających pieniądze właśnie metodą "na wnuczka". Także złodziej, który po ogłoszeniach w gazecie ustalał, jaka rodzina jedzie na pogrzeb - i okradał ich z biżuterii i kosztowności. Też został ujęty - przypomina Anna Furmanowska z KMP.

Starszych członków rodziny trzeba ostrzegać przed takimi zagrożeniami. I nie wahać się przed zgłaszaniem każdej takiej sprawy policji - dzięki temu zwiększa się szansa na złapanie oszustów i to może uchronić innych przed przykrymi zdarzeniami.

Przykładów nie brakuje

Oszuści i złodzieje nie przepuszczą żadnej okazji do zdobycia "lewej" gotówki. W Poznaniu trwa wymiana dysz w kuchenkach gazowych. Usługa jest bezpłatna, o czym nie wszyscy wiedzą, mimo akcji informacyjnej. 90-letnia mieszkanka Śródmieścia z domu wychodzi rzadko, a ogłoszeń nie czyta, bo niedowidzi.

Gdy przyszedł instalator z gazowni, ufnie go wpuściła. Kazał dać 20 złotych. A kiedy kobieta sprawdzała nowe dysze, zniknęło 700 złotych z szuflady. Zaginął też ślad po oszuście.

Starsze panie nabierają się również na miłość internetową. Poznają amanta on-line, a potem przesyłają mu pieniądze, gdy ich wybranek błaga o wsparcie, bo wpadł w kłopoty. Taki gang działa teraz w Europie Zachodniej i niewykluczone, że wkrótce dotrze do Poznania.

Metoda "na wnuczka" wciąż żywa.

Paulina Wiśniewska,

paulina.wisniewska@echomiasta.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje