Parafialna awantura o... stół do ping-ponga

Tym razem poszło o stół do ping-ponga - własność parafii na Sławnie we Wrześni - który ostatnio stał w korytarzu domu parafialnego. Jak mówi Kazimierz Meller, jeden z korzystających z gry w budynku parafialnym, był to sposób na spędzenie wolnego czasu dla młodzieży, głównie ministrantów, a także osób starszych. Był, bo trzy tygodnie temu stół zniknął.

- Żadnemu proboszczowi stół nie przeszkadzał przez tyle lat, aż któregoś razu przyszliśmy z rakietkami, aby pograć, a stołu nie ma. Został wyniesiony. A my? Mamy teraz chodzić do baru na piwo, papierosy? - pyta K. Meller. - Osobiście zaczynam w ten katolicyzm nie wierzyć. Katolik katolika utopiłby w łyżce wody - dodaje, nie kryjąc oburzenia.

Reklama

Według przypuszczeń K. Mellera za wyniesienie stołu odpowiadają osoby działające w Zespole Charytatywnym Caritas, który od lat funkcjonuje przy parafii na Sławnie. Skontaktowaliśmy się z Ireną Kowalewską, działającą w zespole. Odmówiła komentarza, stwierdzając, że jakiekolwiek stanowisko do gazety wymaga spotkania i omówienia z całym zarządem zespołu.

Ks. Dariusz Kozłowski, proboszcz parafii pw. św. Kazimierza Królewicza, słyszał o problemie ze stołem, ale... odbija piłeczkę:

- Jestem tutaj od 1 października, a stół ponoć zniknął już wcześniej - mówi proboszcz. - Dlatego trudno mi się wypowiadać w tej sprawie. Ponoć stół przeszkadzał w pracy biura parafialnego (stał przy drzwiach do biura - przyp. red.). Tak słyszałem.

Proboszcz zaznacza, że K. Meller nie kontaktował się z nim. Wprawdzie był w zakrystii, ale nie doszło do konkretnej rozmowy.

K. Meller broni swoich racji. Zaznacza, że nie chce, by grający komukolwiek przeszkadzali. Kiedy w biurze byli parafianie i rozmawiali z księdzem, gra była przerywana. Jednocześnie z rozgrywkami w tenisa, w sąsiednim pomieszczeniu, odbywały się próby chóru i - jak twierdzi K. Meller - nikt nie miał zastrzeżeń. - Przy muzyce to nawet lepiej się grało - dodaje. - A czasem to nawet ks. Głowski z nami grał...

Były proboszcz nie chce się wypowiadać. Ks. Kozłowski, obecny pleban, podchodzi do sprawy ze spokojem. Jak mówi, wszystko musi mieć swój czas. Nie wyklucza, że znajdzie się miejsce na ustawienie stołu i problem zostanie rozwiązany. Do sprawy podchodzi z dystansem.

- To smutne i śmieszne - kwituje.

Marzena Zbierska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy