Pół roku "pod ostrzałem"

Stada gołębi od pół roku bezkarnie zanieczyszczają odchodami wyremontowaną niedawno kamienicę z przychodnią w centrum Poznania. Choć urzędnicy już wiele miesięcy temu obiecywali załatwienie problemu, to pacjenci przychodni przy placu Kolegiackim nadal przeklinają ptasich "wandali".

Kamienica przy pl. Kolegiackim należy do miasta, a opiekę nad nią sprawuje Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych. W zeszłym roku znalazły się pieniądze na kompleksowy remont budynku. Gdy robotnicy weszli na strych, dokonali przerażającego odkrycia - na poddaszu znaleźli kilka ton ptasich odchodów oraz martwe ptaki. Znalezisko usunięto, a zakończony pod koniec zeszłego roku remont zmienił budynek nie do poznania. Jasna i czysta elewacja z daleka przyciągała wzrok poznaniaków. Okazało się jednak, że przyciąga także gołębie...

Reklama

W czasie remontu nie zadbano bowiem o umieszczenie na parapetach i gzymsach urządzeń odstraszających ptaki - kolców lub specjalnych drutów w ościeżnicach, które oprócz tego, że uniemożliwiają siadanie gołębi na parapetach, to pozwalają na łatwe utrzymanie czystości. Przesiadujące na parapetach i gzymsach ptaki zanieczyszczają świeżo wykonaną elewację, ale także - co jest bardziej uciążliwe - chodnik wokół przychodni, stanowiąc zagrożenie dla pacjentów.

O sprawie napisaliśmy po raz pierwszy w lutym tego roku. Po naszej interwencji wydawało się, że problem szybko zniknie. - Zabezpieczenia przeciwko gołębiom pojawią się w najbliższym czasie - obiecywali wtedy urzędnicy z ZKZL. Dlaczego zabezpieczeń przeciwko gołębi nie wykonano już podczas jesiennego remontu? - W pierwszym etapie prac remontowych problem gołębi nie wydawał się tak palący, ale teraz widać, że takie zabezpieczenia są niezbędne - mówiła nam wówczas Magdalena Gościńska, rzecznik ZKZL.

Uspokojeni deklaracją ze zdziwieniem po miesiącu dostaliśmy sygnał od naszych Czytelników, że w sprawie gołębi "bombardujących" pacjentów przychodni przy pl. Kolegiackim nic się nie zmieniło (no, może oprócz grubszej warstwy ptasich odchodów zalegających na parapetach...). Sprawdziliśmy więc, na jakim etapie jest załatwienie kwestii zabezpieczeń...

Okazało się, że budynek przychodni jest pod nadzorem Miejskiego Konserwatora Zabytków. Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych wystąpił do niego z wnioskiem o zatwierdzenie projektu wykonania zabezpieczeń przeciwko ptakom. Jak się dowiedzieliśmy, uzgodnienia są już zakończone, potrzeba tylko potwierdzenia na piśmie. - Jak tylko otrzymamy z biura konserwatora decyzję na papierze, natychmiast zlecimy wykonanie zabezpieczeń - zapewniała Magdalena Gościńska, rzecznik ZKZL.

Minęło kilka miesięcy, a gołębie wciąż bezkarnie przechadzają się (i nie tylko) po gzymsach i parapetach odnowionej niedawno kamienicy i przyglądają się pacjentom przychodni. Dlaczego zabezpieczeń jeszcze nie ma? Okazuje się, że na przeszkodzie stanęły "problemy techniczne i proceduralne". - Rzeczywiście trwało to długo, ale wszelkie formalności są już załatwione. Mamy już podpisaną umowę z wykonawcą - zapewnia Gościńska. Jak deklaruje, zlecenie obejmuje nie tylko montaż zabezpieczeń, ale także usunięcie wszelkich szkód spowodowanych przez gołębie. Kiedy budynek przychodni stanie się wolny od ptasiego kłopotu - Najdalej do końca lipca. Na 100 procent - obiecuje Gościńska.

Gdy dowiedziały się o tym gołębie, nie wyglądały się na przejęte. Może nie dowierzają?

Maciek Morze

Tekst pochodzi z portalu:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy