​Poznań: Pierwsze w tym roku oparzenie barszczem Sosnowskiego

Na pierwszy rzut oka roślina w żaden sposób nie wygląda groźnie, szczególnie w pierwszej fazie rozwoju. Jej krzaki mogą jednak przybierać imponujące rozmiary - nawet do trzech metrów wysokości. Występuje nie tylko na nieużytkach czy łąkach poza miastem, ale coraz częściej także bardzo blisko skupisk ludzkich. Tak jak w Poznaniu, dosłownie kilka metrów od murów kamienicy przy ulicy Wspólnej na Wildzie - pisze Mateusz Chłystun z RMF FM.

O szkodliwości barszczu Sosnowskiego przekonał się siedmioletni Filip, który na podwórku w Poznaniu bawił się z kolegą w chowanego. Krótko po kontakcie z rośliną na jego ciele zaczęły pojawiać się bąble.

Reklama

"Przebiegłem tam, nie wiedziałem, że to istnieje i przeszedłem tamtędy i się poparzyłem" - relacjonował chłopiec przed kamerą lokalnej telewizji WTK, która jako pierwsza poinformowała o sprawie.

Rodzice chłopca natychmiast zawieźli go do szpitala. Medycy nie mieli wątpliwości, że bąble na jego nodze to efekt kontaktu z toksyczną rośliną. Historia dzięki szybkiej reakcji skończyła się szczęśliwie. W przypadku oparzeń na większej powierzchni ciała możemy jednak mieć do czynienia z śmiertelnym zagrożeniem.

Straż miejska: Wiemy o pięciu miejscach występowania rośliny

"Lawinę zgłoszeń o barszczu mieliśmy tak naprawdę kilka lat temu, kiedy odnotowaliśmy przypadek śmiertelny po kontakcie z tą rośliną. Poparzona wtedy kobieta była uczulona" - mówi rzecznik poznańskiej straży miejskiej Przemysław Piwecki.

W ostatnim czasie liczba zgłoszeń o skupiskach toksycznej rośliny w stolicy Wielkopolski spadła. Strażnicy miejscy zapewniają, że w pełni kontrolują sytuację. Wiedzą o przynajmniej pięciu miejscach występowania tej rośliny. Jej skupisko na Wildzie to szóste tego typu miejsce. Wszystkie są pod stałą kontrolą, ale nie we wszystkich przypadkach straż miejska ma możliwość jej usunięcia.

Z formalnego punktu widzenia za pozbycie się chwastu odpowiada zarządca danego terenu.

"My przede wszystkim zabezpieczamy teren, informujemy Wydział Zarządzania Kryzysowego, weryfikujemy, konsultując się z biologiem, z którym współpracujemy, czy to na pewno barszcz Sosnowskiego, a potem namierzamy i informujemy o sprawie zarządcę, mówiąc mu o jego obowiązkach" - dodaje Przemysław Piwecki.

Nie usuwaj na własną rękę!

Strażnicy apelują też, by nie próbować usuwać toksycznej rośliny na własną rękę. Może to grozić nie tylko oparzeniami, ale także infekcją dróg oddechowych i oczu, szczególnie w okresie pylenia rośliny. 

Co należy zatem robić? Każde podejrzenie o tym, że dana roślina to właśnie trujący barszcz Sosnowskiego - zgłaszać straży miejskiej lub gminnej.

Mateusz Chłystun

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje