W tym więzieniu siedzą dzieci

Przez białe firanki nie widać krat za oknem. Zamiast cel - kolorowe pokoje z dywanami i zabawkami. Nie widać samochodów, psów, ani ludzi pędzących z pracy na zakupy. Tu nie trąbią samochody, za to śpiewają ptaki i szumią drzewa. Po południu na placu zabaw biegają dzieci. Sielanka. Matka, która przebywa na wolności ma mieszane uczucia. Matka skazana - nie wyobraża sobie odsiadki bez dziecka.

- Synkowi mówię: mieszkamy u cioci Magdy. On niedługo skończy trzy lata. Pogodny jest i uśmiechnięty - opowiada kobieta w średnim wieku. Z więzienia wyjdzie za dwa lata.

Reklama

Akwarium można

Zakład Karny w Krzywańcu koło Zielonej Góry prowadzi oddziały dla mężczyzn i osobne dla kobiet. Działa tam też jeden z nielicznych w kraju domów matki i dziecka. To osobny pawilon dla 19 skazanych, w którym nawet w nocy otwarte są drzwi, a strażniczki chodzą w cywilnych ubraniach.

Kraty w oknach są dyskretne: białe, zasłonięte białymi firankami z wizerunkiem myszki Miki. W dwuosobowych pokojach drewniane łóżka zamiast metalowych, przy każdym stoi dziecięce łóżeczko z kolorową pościelą. Pełno tam pluszaków, plastikowych samochodów i lalek. Na parterze działa przedszkole, do którego zapisane są dzieci pracujących osadzonych matek. Jest też sala z kulkami i kilka akwariów.

- Przepisy nie zezwalają na trzymanie psów czy chomików. Rybek nikt nie zabrania. Akwaria są kolorowe, niosą namiastkę świata zwierząt. Dzieci je uwielbiają - mówi ppor. Magdalena Wawrzyk, wychowawca w domu matki i dziecka.

"Najważniejsze, że jesteśmy razem"

Ciężarna, która odbywa karę więzienia, korzysta ze specjalnej diety, może częściej robić zakupy i brać kąpiel. W siódmym miesiącu ciąży trafia do zakładu w Grudziądzu, gdzie na specjalnym oddziale rodzi i pół roku przebywa z dzieckiem. Jeśli zechce, za zgodą sądu dalszy wyrok może odbyć z dzieckiem w Krzywańcu. Dla wielu to szansa na godne warunki życia za kratkami.

- W Grudziądzu badano losy matek, które po porodzie traciły dziecko. Zanikał u nich instynkt macierzyński, a u dzieci pojawiała się choroba sieroca. Dlatego powstał taki oddział. Zrobiliśmy wszystko, by stworzyć jak najbardziej naturalne warunki - wyjaśnia ppor. Małgorzata Pachała, pełniąca obowiązki zastępcy kierownika działu penitencjarnego.

Maluchy mogą przebywać w więzieniu do ukończenia 3. roku życia, a maksymalnie do ukończenia czwartego roku. Gdy matka nie otrzyma warunkowego zwolnienia, trafiają do dziadków, domów dziecka lub rodzin zastępczych.

Wiele dzieci za kratkami ma lepiej, niż w domu. Pięć razy dziennie dostają posiłki, nad którymi czuwa dietetyczka. Pościel zmienia się co tydzień, działa punkt szczepień. Bez ograniczeń można korzystać z ciepłej wody. Gdy maluch potrzebuje wizyty u specjalisty - nieoznakowany radiowóz dowozi go wprost pod drzwi przychodni.

Bez ograniczeń może widywać się z tatą, kilka godzin dziennie może spędzać na placu zabaw. W pracowni edukacji psycholog uczy osadzone, jakie zabawy rozwijają i bawią. Bo mamy są tu różne: bogate i ubogie, recydywistki i pierwszy raz karane, innej narodowości i mentalności, z patologii i dobrych domów.

Żadna nie narzeka, że świat tu stworzony jest trochę sztuczny. Że nie słychać samochodów, psów czy ulicznej wrzawy.

- Moja półtoraroczna córeczka uwielbia chodzić na kulki - cieszy się jedna z mam. - Nie wyobrażam sobie, żebym miała siedzieć bez niej. To moje pierwsze dziecko. Dla niej nie ma różnicy, gdzie spędza czas. Najważniejsze, że jesteśmy razem.

Najgorsza jest tęsknota

Violetta* z Legnicy dostała 12 lat. To wyrok za pozbawienie życia bliskiej osoby. I nie dowiemy się więcej. Szczupła, zadbana brunetka. Siedzi na oddziale otwartym, połowę kary już ma za sobą. Może wyjdzie za 3 lata. Zrobiła kurs gastronomiczny i obsługi kasy fiskalnej. Codziennie jeździ do pracy poza zakładem. Nikt jej nie dozoruje.

- Najtrudniejszy jest brak bliskich i widzeń. Im dłużej się siedzi, tym bardziej się tęskni - opowiada reporterom "Panoramy Leszczyńskiej". - Trzeba w sobie wypracować zgodę na takie warunki. Ja jestem zdyscyplinowana i wiem, że głową muru nie przebiję.

Spośród około trzystu kobiet osadzonych w Krzywańcu, pracuje blisko dwieście. Są zatrudnione w kuchni, w pralni, przy sprzątaniu. Część pracuje poza więzieniem - w fabryce gąbek do samochodów, w domu pomocy społecznej, w ubojni drobiu czy na rzecz okolicznych gmin. Zarabiają najniższą krajową, z czego część trafia do "żelaznej kasy" (fundusz na wyjście), część na zajęcia komornicze czy alimenty, a część można wydać na zakupy w kantynie.

Z papieżem na ścianie

Kobiety z założenia odbywają karę więzienia w zakładach typu otwartego i półotwartego. Więcej tam przywilejów, niż w zakładzie zamkniętym. Paniom przysługują wtedy niekontrolowane rozmowy telefoniczne, otwarte cele, można pracować i uczyć się poza murami, chodzić w swoich ubraniach.

W Krzywańcu najwięcej jest właśnie takich cel. Różnią się od męskich, choć też na osobę przypadają 3 m2. Damskie cele są przytulniejsze, kolorowe. Jak są odrapane ściany, to chociaż łóżko ozdabia dookoła firanka. Na stole obowiązkowo obrus i wazonik ze sztucznymi kwiatami. Drzwi szafek oklejone są papierowymi kwiatami. Na ścianie wisi kalendarz z papieżem Benedyktem XVI, półka z przyprawami i chochla do zupy.

- Na każdym oddziale jest kuchenka do dyspozycji osadzonych. Panie robią zakupy w kantynie i mogą tu gotować - mówi ppor. Magdalena Wawrzyk.

W piątek na korytarzu oddziału V unosił się zapach tostów. Przepis jest prosty: posmarowane masłem kromki chleba smaży się na patelni, rondlu, w garnku. Na czym kto ma.

Łaźnia jest piętro niżej. Grafik jest taki: we wtorki i piątki kąpie się oddział V, w środy i niedziele - oddział IV. Kobietom przysługuje kąpiel dwa razy w tygodniu. Pracujące mogą brać prysznic codziennie.

- Kobietom przysługuje taka sama ilość środków czystości, co mężczyznom. Jak komuś to nie wystarcza, robi zakupy w kantynie. Gdy wpadną tam panie, to wykupują, jakby miało zabraknąć: balsamy do ciała, żele pod prysznic - relacjonuje ppor. Małgorzata Pachała.

Zapewniają rozrywkę

- Zawsze lubiłam długo spać, a tu muszę wstawać o szóstej rano. Ciężko było się przestawić - opowiada Sylwia* ze Szczecina.

W listopadzie kończy 2,5-letni wyrok za kradzieże. Jest po terapii alkoholowej, chodzi na mitingi. Długo nie mogła się pogodzić z tym, że trafiła do więzienia. Nikt jej tu nie odwiedza. Jak już wyjdzie, wróci do mamy, zgłosi się w urzędzie pracy.

Rozmawiamy w świetlicy. Jest telewizor, krzesła, kraty. Na ścianie spora biblioteczka. Znajdujemy "Przeminęło z wiatrem", "Noce i dnie", "Ogniem i mieczem", ale i spory zbiór harlequinów. Wychowawcy dbają, by więźniarkom nie brakowało rozrywek.

Na miejscu organizowane są występy, dni kultury romskiej (w ramach integracji z osadzonymi Romkami), działa wyróżniany na przeglądach "Teatr za kratą". Niedawno panie wystawiły w pawilonie męskim "Pod mocnym aniołem" Jerzego Pilcha, wcześniej pokazały "Romeo i Julię", same były na spektaklu w teatrze w Zielonej Górze. Występują też w szkołach, domach pomocy społecznej.

- Panie, które chcą dobrze wykorzystać czas w więzieniu, muszą włożyć sporo pracy we własny rozwój. Po terapii alkoholowej czy narkotykowej borykają się z abstynencją, a jednocześnie z izolacją. Jeśli mają efekty, otrzymują w nagrodę częstsze przepustki i widzenia - podkreśla kpt. Aleksandra Hadrych, wychowawca oddziału V.

Zbuntowana Julia

Zakład mieści się z dala od głównej drogi, w głębi lasu. Choć jest dobrze strzeżony, w maju udało się zbiec 23-letniej więźniarce, która pokonała wszystkie zabezpieczenia. Szybko jednak została zatrzymana.

Kamila*, tytułowa Julia ze spektaklu, dostała 11 lat za usiłowanie zabójstwa. Buntowała się przez pierwsze cztery lata. Gdyby mogła, wtedy też pewnie spróbowałaby ucieczki. Wyładowywała złość, na kim i na czym się dało. Zmieniła się po terapii narkotykowej.

- Zrozumiałam jaka jestem, wiele się o sobie dowiedziałam. Dotarło do mnie, że robienie na złość nic nie da. Przecież my tu jesteśmy na własne życzenie, nikt nas do kryminału nie pchał - opowiada Kamila.

Po terapii zaczęła grać w teatrze, dostała pracę poza zakładem. Odsiedziała już 9 lat, ale dopiero 2 lata temu pojechała na pierwszą przepustkę. Dobrym zachowaniem doszła do maksymalnej liczby wolnych dni - 28 w roku. Odsiadkę kończy za 2 lata. Gdy wróci, syn będzie już pełnoletni, córka skończy 16 lat. Odwiedzają ją, nie zerwali kontaktu.

- Jak wyjdę, zamieszkam z mamą, wyremontuję mieszkanie dla dzieci i dla mnie, odzyskam w sądzie prawa rodzicielskie. Poszukam pracy, pójdę na terapię narkotykową - planuje.

Naprzeciw domu matki i dziecka stoi pawilon dla tymczasowo aresztowanych oraz cele dla kobiet skazanych na pobyt w zakładzie zamkniętym. W tej części panuje prawdziwie więzienny rygor.

Marta Krzyżanowska-Sołtysiak

*Imiona osadzonych kobiet zostały zmienione.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje