Zakazy i nakazy kuszą

Dowcipnisie poprzestawiali znaki drogowe w całym Poznaniu. Są też tacy mieszkańcy, którzy kolekcjonują najbardziej bzdurne tabliczki z zakazami - odkręcają je lub tylko fotografują. Miasto wydaje dużo pieniądzy na odtwarzanie znaków.

Którejś nocy jakiś żartowniś poprzestawiał znaki od ul. Jana Pawła II do ul. Podgórnej. Znaki wzajemnie się wykluczały, a jadący tamtędy kierowcy byli ogłupieni. Rano wszystko zostało uporządkowane. Tego typu dowcipy nie należą jednak do bezpiecznych. Podobnie jak kradzieże znaków drogowych i tabliczek z nazwami ulic oraz ich dewastacja. Jednak wielu młodych ludzi kolekcjonuje znaki i wiesza je później w mieszkaniu jako ozdobę.

Reklama

Drogie żarty

Najczęściej młodzi ludzie dla dowcipu, np. po zakrapianej imprezie, chcą się zabawić, robią zakłady i przestawiają znaki lub je ściągają i zabierają do domu. Ale to kosztuje budżet miasta. Zarząd Dróg Miejskich przeprowadza, zgodnie z prawem o zamówieniach publicznych, przetargi na dostawę znaków drogowych. W tym roku wartość całorocznego zamówienia opiewa na kwotę aż 260 tys. złotych!

- Od początku roku ZDM zamontował 1600 nowych znaków drogowych. Z tej liczby 600 znaków zostało zamontowanych w miejsce starych, zniszczonych lub uszkodzonych. Najczęściej mamy do czynienia z uszkodzeniami mechanicznymi. Kradzieże znaków drogowych w ostatnim czasie są zjawiskiem sporadycznym - wyjaśnia Tomasz Libich, specjalista ds. informacji publicznej Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu.Choć kradzież znaków drogowych czy ich zniszczenie podlega karze, w Poznaniu do takich incydentów dochodzi bardzo często.

Absurd na każdym kroku

Wiele spółdzielni mieszkaniowych wywiesza przed blokami absurdalne tablice z zakazami lub nakazami oraz dziwaczne ogłoszenia. Do tabliczek z bardziej kuriozalnymi napisami niewątpliwie należy ta z bloku na os. Powstańców Warszawy.

- Aż dziw, że do tej pory nie znalazł jej kolekcjoner amator - śmieją się mieszkańcy. Widnieje na niej wykaligrafowane wezwanie: "Zakaz wyprowadzania psów". Wystarczy przespacerować się chwilę po osiedlu, by przekonać się, że na szczęście psy są wyprowadzane i nikt nie zamierza stosować się do powyższej odezwy. Psy należą zresztą do najbardziej prześladowanej różnymi zakazami grupy, a tablice z różnymi "psimi "zakazami stanowią miejską codzienność. Posiadacze psów jednak się buntują, gdyż uważają, że płacąc za swoje czworonogi podatki, też powinni mieć jakieś prawa - oprócz prawa do posiadania psa.

Paulina Wiśniewska,

paulina.wisniewska@echomiasta.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje