Złodziej nie puka

Kiedy złodziej wszedł do otwartego mieszkania i wyniósł pół dobytku, Krzysztof Golusiński spał w najlepsze. W innym mieszkaniu okradana kobieta krzątała się w kuchni. Czy przestępcy w Poznaniu zrobili się bardziej zuchwali?

W ciągu niespełna jednego styczniowego tygodnia poznańscy jeżyccy policjanci odnotowali dwa przypadki kradzieży w mieszkaniach. Jednak nie są to kradzieże pod osłoną nocy ani też włamania do domów. - Złodziej włamujący się do mieszkania nocą to już mit. Teraz pomysły przestępców pochodzą rodem z amerykańskich filmów - mówią funkcjonariusze prowadzący postępowanie.

Reklama

Nie śpij, bo cię okradną

Krzysztof Golusiński pracował tego dnia na nocną zmianę. Wrócił do domu ok. godz. 9.30. Żona akurat wychodziła do pracy. Mężczyzna, nieświadomy tego, że żona nie zamknęła drzwi wejściowych, o godzinie 10 położył się spokojnie do łóżka i zasnął. Kiedy po niespełna 40 minutach otworzył oczy, zorientował się, że mieszkanie zostało splądrowane - relacjonuje Mirosław Żabiński, komendant komisariatu na Jeżycach.

- Strzeżone osiedle, monitoring - facet był pewien, że nic mu nie grozi. A tu taka niespodzianka - dodaje. Zginął drogi laptop, portfel z ponad tysiącem złotych, karty kredytowe, prawo jazdy i wszystkie dokumenty. Złodziej ewidentnie działał w pośpiechu. Prawdopodobnie obserwował budynek. Być może zadzwonił domofonem i powiedział, że jest z poczty.

- Mieszkańcy przeważnie wpuszczają instynktownie listonosza, choć nie wiedzą, czy to na pewno on - zauważa Anita Maciejewska, policjantka z jeżyckiego komisariatu. Złodziej musiał sprawdzać, naciskając klamki, czy jakieś mieszkanie jest otwarte. Ale okazuje się, że nie był to odosobniony przypadek.

Kradzież w kąpieli

Kilka ulic dalej Joanna Letarg wraz ze swoim narzeczonym przygotowywała się do wyjścia do pracy. - Była godz. 7.40. Joanna robiła w kuchni kanapki. Mariusz Pokora kąpał się w łazience - opowiada historię drugiej kradzieży funkcjonariusz prowadzący postępowanie. Złodziej wszedł niepostrzeżenie przez otwarte drzwi do korytarza i pokoju.

- Wiedział, że nie ma wiele czasu. Dlatego wziął szybko to, co było w zasięgu jego wzroku: torebkę i to, co leżało koło niej - uściśla Dariusz Nowak, kierownik referatu prewencji komisariatu policji na ul. Kochanowskiego. Zniknęły m.in. perfumy, które były warte aż 600 zł! Złodziej wiedział, co bierze. - Obie kradzieże miały miejsce nie na Strzeszynie czy Podolanach, które uznaje się za sypialnie miasta.

Strzeżonego Pan Bóg strzeże

Złodzieje pokazali się w rejonie tzw. starych Jeżyc, na strzeżonych osiedlach, których mieszkańcy mają złudne wrażenie stuprocentowego bezpieczeństwa - wyjaśnia sprawę Nowak. - W obu przypadkach drzwi do mieszkań były otwarte. Poszkodowani tłumaczyli, że nie spodziewali się, by ktokolwiek mógł próbować wejść do ich domów po prostu przez otwarte drzwi.

- Takich przypadków może być więcej. Pamiętajmy, by zamykać drzwi, nawet gdy jesteśmy w mieszkaniu. Dobrze też obserwować, czy na korytarzu bloku nie kręci się ktoś podejrzany - alarmują jeżyccy policjanci.

Lidia Mamys

lidia.mamys@echomiasta.pl

* imiona i nazwiska poszkodowanych zostały zmienione ze względu na prowadzone postępowanie policji

Statystyki

W styczniu tego roku na samych Jeżycach zdarzyło się już 19 kradzieży do mieszkań i firm. W styczniu zeszłego roku były tylko 3.

- Widać, że złodzieje zrobili się bardziej zuchwali. I to w całym Poznaniu. Mieliśmy np. sygnał od kolegów z Wildy, że ktoś chodził od drzwi do drzwi jednej z kamienic i sprawdzał, czy ktoś zapomniał

ich zamknąć - mówi Małgorzata Trzybińska z komisariatu Jeżyce. - W najbliższych dniach mieszkańcy Jeżyc mogą spodziewać się wizyt policjantów, którzy będą mówić o zagrożeniu kradzieżami. W planach jest też spotkanie z radą osiedla - dodaje policjantka.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje