Bielan: Imperium kontratakuje. PO się boi

- Sprawę senatora Biereckiego Platforma chce wykorzystać w kampanii wyborczej. Boi się porażki wyborczej i imperium kontratakuje – mówi w Kontrwywiadzie RMF FM polityk Polski Razem Adam Bielan.


Reklama

Konrad Piasecki: Dla kogo historia senatora Biereckiego i jego SKOK-ów jest dziś największym problemem i obciążeniem?

Adam Bielan: - Z całą pewnością wiemy, kto chce ją wykorzystać w kampanii wyborczej. Jest to Platforma Obywatelska. Politycy Platformy nieoficjalnie zapowiadali od tygodni, że będą chcieli tę sprawę ruszyć w trakcie kampanii wyborczej. I tak się stało.

Którzy politycy?

- Mamy teksty prasowe publikowane w rozmaitych...

Pisali i mówili, że tak, że to jest dobry pomysł na kampanię wyborczą?

- Anonimowi politycy Platformy.

Myślałem, że pan rozmawiał z mniej anonimowymi...

- W większości związani z panią premier Kopacz, z obozem pani premier Kopacz, zresztą stamtąd nastąpił wyciek listu prezesa KNF.

Wyciek pewnie tak, z tym że trudno uznać, że Komisja Nadzoru Finansowego działa na zlecenie polityczne Platformy Obywatelskiej i kampanii prezydenckiej.

- Komisja Nadzoru Finansowego, jak prawie wszystkie instytucje w Polsce, jest dzisiaj kontrolowana przez Platformę, bo jej prezes był powołany za rządów Platformy Obywatelskiej.

Wierzy pan, że uruchamiają akcję dotyczącą senatora Biereckiego i SKOK-ów tylko i wyłącznie dlatego, że jest kampania prezydencka?

- Wierzę, że Platforma Obywatelska boi się porażki wyborczej i imperium kontratakuje.

I uderza akurat w Biereckiego?

- Uderza w senatora Biereckiego, bo on był senatorem do wczoraj czy przedwczoraj Prawa i Sprawiedliwości. Więc Platforma chce wykorzystać okazję, żeby uderzyć w PiS.

Czyli pan, jak Hofman, mówi, że to brudna prowokacja albo tak jak Bierecki, że to brudna kampania wyborcza.

- Inna sprawa, że PiS zachował się w tej sprawie niezwykle pryncypialnie, jak mało która partia, zawiesił swojego członka zanim senatorowi Biereckiemu postawiono jakiekolwiek zarzuty prawne. Poinformujmy naszych słuchaczy, że senator Bierecki nie stoi pod jakimikolwiek zarzutami karnymi w tej sprawie.

A pan uważa, że ta historia ma duży potencjał rażenia Prawa i Sprawiedliwości, czy PiS jest w tej sprawie czysty i niewinny?

- Zobaczymy, co z tym zrobi Platforma, zobaczymy, co z tym zrobią media. Platforma już zapowiada, że możliwa jest w tej sprawie komisja śledcza, chociaż w sprawie dużo większych afer, bardziej dotykających ludzi, jak na przykład Amber Gold...

Platforma do tej pory niespecjalnie przepadała za komisjami śledczymi, w tej jakoś zaczęła bardziej?

- Pół roku temu nam mówiono, że jest za mało czasu w tej kadencji, żeby przeprowadzić jakąkolwiek komisję śledczą.

Wszystko zgoda, ale ja bardziej chciałbym spojrzeć na to oczyma byłego polityka Prawa i Sprawiedliwości, czy rzeczywiście sprawa Biereckiego to jest sprawa kłopotliwa dla PiS-u?

- Powtarzam, zobaczymy jak to będzie rozgrywane w kampanii.

Jakie ma pan poczucie, a nie jak będzie rozgrywana?

- Można oczywiście na przykład porównywać to do sprawy tzw. trójki madryckiej. W tamtej sprawie PiS zachował się szybko, pryncypialnie i wydaje mi się, że ona zaszkodziła w wyborach samorządowych, niewątpliwe postępowanie tych trzech posłów zaszkodziło naszym wspólnym listom, bo tu już startowaliśmy jako Zjednoczona Prawica. Natomiast te szkody były mniejsze, niż gdyby PiS zwlekał z decyzją.

Pytanie też jest takie, czy miłość PiS-u do Biereckiego jest miłością czystą i bezinteresowną?

- A co pan sugeruje, panie redaktorze?

Pytam.

- Myślę, że prawica od wielu lat wspierała SKOK-i ze względu na sytuację w sektorze bankowym, który - przypomnijmy - jest w zdecydowanej większości w rękach kapitału zagranicznego.

Czyli przekonuje mnie pan, że to była miłość czysta i bezinteresowna.

- Bierecki i generalnie wszystkie osoby, które były zaangażowane w SKOK-i, starały się zbudować polski kapitał na tym rynku i w tym sensie PiS temu sprzyjał, bo takie hasła głosi.

Tylko polski kapitał, obracający miliardami, może też odwdzięczyć się tym, którzy wspierają jego powstawanie.

- To są już poważne zarzuty, jeżeli one znajdą potwierdzenie w faktach, to trzeba będzie z tego wyciągać wnioski. Ja nie wiem o żadnych tego rodzaju korupcyjnych powiązaniach. Osobiście - to od razu zaznaczę - nigdy pana senatora Biereckiego, mimo że byłem przez 10 lat rzecznikiem PiS-u - osobiście go nigdy nie poznałem.

Pański następca w roli rzecznika PiS-u chyba bardziej go zna, bo Adam Hofman mówi, że PiS zostawia Biereckiego niczym żołnierza na placu boju.

- To już trzeba pytać Adama Hofmana.

Są jakieś silne związki między Hofmanem a Biereckim?

- Nie wiem, panowie być może się znają, ale w tym nie ma niczego złego.

Komorowski przyspieszył, Duda zniknął.

- Prezydent Komorowski przeprowadził tzw. restart swojej kampanii, który zapowiadał od tygodni...

... i całkiem dobrze mu ten restart poszedł, przyzna pan...

- ... ale ten restart był mu potrzebny, dlatego że przez wiele tygodni spał, nie tylko w tej kampanii, ale także praktycznie przez całą swoją kadencję.

Ale dziś to wygląda tak, że kiedy machina urzędującego prezydenta idzie w ruch, to nagle pretendenci zaczynają mieć mocno pod górkę.

- To są zalety pełnienia urzędu prezydenta, natomiast ja zgadzam się z tutaj z Donaldem Tuskiem, który zapowiada, że będzie druga tura. W drugiej turze wszystko jest możliwe.

Tylko pytanie, czy do tej drugiej tury nie wejdą główni kontrkandydaci z różnicą w sondażach rzędu dwudziestu paru procent - bo taki dystans bardzo trudno zredukować.

- Ten dystans się zmniejsza z tygodnia na tydzień i stąd chyba też pewien poziom zdenerwowania, wręcz popłochu w sztabie Bronisława Komorowskiego. W styczniu to było 62 do 17 bodaj czy do 18, a dzisiaj jest to przewaga kilkunastu punktów procentowych.

Ale nie ma pan takiego wrażenia, że walka z urzędującym prezydentem, w dodatku z prezydentem, który jest liderem rankingu zaufania, jest trochę jak walenie głową w mur?

- To jest pojedynek trudny i tym bardziej chwała Andrzejowi Dudzie za to, że się na to zdecydował. Jest niewątpliwie człowiekiem odważnym.

Spodziewał się pan w nim takie potencjału prezydenckiego?

- Ale żeby być głową państwa w Polsce w tak trudnych czasach, w jakich żyjemy, trzeba mieć odwagę.

A spodziewał się pan, że on ma taki potencjał kampanijny? Bo znał go pan od lat.

- Znałem i obserwowałem Andrzeja Dudę od lat, jednak nie sądziłem, że ma choćby tak fantastyczny dar przemawiania publicznie, jaki pokazał na obu konwencjach.

Czyli pozytywnie zaskoczył?

- Pozytywnie mnie zaskoczył. 

Ale widzi pan w nim przyszłego lidera prawicy?

- Widzę w nim polityka, który ma zadatki, żeby być kiedyś bardzo ważną postacią na prawicy.

Ale tak ważną, jak dzisiaj Jarosław Kaczyński, czy tak ważnej to już nigdy w dziejach polskiej prawicy nie będzie?


- To trudno porównywać, dlatego, że Jarosław Kaczyński - poza dużą sprawnością polityczną, którą wielokrotnie pokazywał - jest też osobą bardzo ważną na takim poziomie metapolitycznym i będzie trudno komukolwiek łączyć te dwie role.

Jak pan mówi o poziomie metapolitycznym, to co pan ma na myśli?

- Jest również ideologiem, był przez lata głównym adwersarzem choćby obozu Adama Michnika osobiście, więc po nim jego następcy będą raczej politykami już sensu stricto.

A myśli pan - przy zachowaniu wszystkich proporcji - że Jarosław Kaczyński mógłby dla obozu PIS-u być kimś takim jak Józef Piłsudski dla obozu piłsudczyków? Czy że być z tyłu w...

- ... w Sulejówku.

Nie, nie Sulejówek to są lata 20. Ale w latach 30. Józef Piłsudski nie pełnił formalnie żadnej funkcji poza głównym inspektorem sił zbrojnych, a mimo wszystko było wiadomo, kto jest najważniejszy.

- Panie redaktorze, w połowie zeszłego roku Jarosław Kaczyński skutecznie ponownie zjednoczył cały obóz prawicowy. Wystartowaliśmy w wyborach samorządowych i po raz pierwszy od 2005 roku prawica wygrała wybory. Jestem przekonany, że idziemy do tych wyborów parlamentarnych z olbrzymią szansą na sukces, czyli na przejęcie władzy.

A jest pan przekonany, że kandydatem zjednoczonej prawicy na premiera będzie Jarosław Kaczyński?

- Tak. Jarosław Kaczyński już jest kandydatem...

... a nie będzie tak, że po wyborach prezydenckich - jednak przegranych przez Dudę bądźmy realistami - Kaczyński powie: to niech Duda.

- Ja wierzę w wygraną Andrzeja Dudy, a konstytucja zabrania łączenia funkcji prezydenta i premiera.

Nie wierzy pan, tylko ma pan nadzieję raczej.

- Wierzę w zwycięstwo Andrzeja Dudy.

Czyli, Duda na premiera nie? Nawet jeżeli ta pańska wiara się nie spełni.

- Nie można być prezydentem i premierem.

Duda będzie bohaterem jednej akcji? Kampanii prezydenckiej?

- Będzie później głową państwa.

Tak, tak. A pan w tej "operacji Duda" jest kibicem, czy kreatorem?

- Jestem politykiem Polski Razem, która formalnie i praktycznie wspiera Andrzeja Dudę.

Ale tak praktycznie, że pan te konwencje organizuje?

- Nie jestem członkiem sztabu.

Formalnym to wiemy, że nie. A nieformalnym?

- Jak ktoś ze sztabu chce mnie zapytać o jakąś radę to oczywiście zawsze służę.

A pyta?

- Czasem tak, ale nie będę opowiadać o prywatnych spotkaniach.

Jak tak patrzę na kampanię prezydencką, to mam takie poczucie, że nie ma Bielana, nie ma Kamińskiego, nie ma Kurskiego, nie ma Hofmana, a PiS sobie jakoś radzi.

- To prawda. Ja tylko się z tego cieszę.

Nie ma ludzi niezastąpionych.

- Ja się cieszę z tego, bo wynik wyborów prezydenckich będzie bardzo ważny dla kampanii parlamentarnej. A w tej kampanii chcemy odnieść zwycięstwo. Im lepiej idzie Andrzejowi Dudzie tym lepiej dla nas w wyborach parlamentarnych.

A in-vitro mocno zaszkodzi jego kampanii?

- Nie wiem. To by oznaczało, że ma mu zaszkodzić jasne przedstawienie swoich poglądów w tej sprawie. To jest kwestia trudna, dzieląca Polaków, natomiast Andrzej Duda w przeciwieństwie do swoich konkurentów nie kluczy w tej sprawie, tylko jasno powiedział jakie jest jego stanowisko.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy