Biernat: Grabowski na ministra finansów. Kluzik do MEN

Joanna Kluzik-Rostkowska do rządu, to dobra propozycja. To zdecydowana kobieta. Poradzi sobie. Lena Kolarska-Bobińska na stanowisko ministra nauki? Nie sądzę. W charakterze pani Leny nie leży zarządzanie - mówi członek zarządu PO Andrzej Biernat. Gość Kontrwywiadu radia RMF FM twierdzi, że "jest kolejka oczekujących na przyjęcia po Jacku Rostowskim resortu finansów", ale on "chętnie namówiłby do objęcia tego stanowiska Bogusława Grabowskiego. To dobra łódzka szkoła ekonomiczna. Gdyby Grabowski się zgodził, byłbym bardzo usatysfakcjonowany. Warto, żeby sprawdził w praktyce tezy, które udowadnia w mediach. On jest dobrze przygotowany - zapewnia gość RMF FM.

Konrad Piasecki: Gościmy dziś barona szefa łódzkiej Platformy Obywatelskiej i członka zarządu partii. Andrzej Biernat, dzień dobry!

Andrzej Biernat: Przewodniczącego regionu łódzkiego.

Reklama


Ale popularnie zwanego baronem.

 - Gwoli ścisłości.

Nie obraża się pan za to?

 - Nikt mnie baronem nie nazywa oprócz dziennikarzy. Nie wiem, dlaczego.

To może woli pan margrabię albo milorda.


 - O, już lepiej.

Kluzik do rządu?

 - Wydaje mi się, że to jest dobra propozycja, jeśli w ogóle rzeczywiście tak będzie.

Wreszcie jej się czerwony żakiet przyda.


 - No, czerwony podkreśla jakieś takie zdecydowanie. A Asia jest generalnie zdecydowaną kobietą, więc myślę, że poradzi sobie.

Widzi ją pan w komisji edukacji, bo jakoś tak się nigdy specjalnie edukacją nie zajmowała. Oprócz edukacją własnych dzieci.


 - Minister jest stanowiskiem politycznym. Trzeba doboru współpracowników rangi wiceministrów, dyrektorów departamentów i wszystko idzie jak po maśle, jeśli jest zdecydowany lider.

Czyli dobra kandydatura?

 - Wydaje mi się, że jeżeli, to jest prawda, to nie jest zła.

A Kolarska na ministra nauki?

 - Wydaje mi się, że to jest niemożliwe. W charakterze pani Leny nie leży zarządzanie, a bardziej jednak taka praca, którą w tej chwili wykonuje.

To będzie bardzo partyjna rekonstrukcja?

 - Chyba tak - z zapowiedzi pana premiera...

Wygląda, że sól platformianej ziemi idzie teraz do rządu.

 - Wygląda na to, że premier chce mieć oparcie polityczne w rządzie i w zdecydowanych zarządzających.

Bo eksperyment niepolityczny czy niepartyjny się nie sprawdził?


 - Nie, on był na czas budowania - tego okresu, kiedy rzeczywiście można było dużo zrobić i robiło się: budowało się Polskę. Nawet mieliśmy takie hasło swego czasu: "Buduje się". A teraz trzeba to ustabilizować i przygotować się do nowej perspektywy. Czyli takie planowanie bardziej pod nową perspektywę finansową.

Tylko problem z ministrem finansów, bo podobno nikt się nie rwie.

 - Tego nie wiem, mamy dobre szkoły ekonomiczne: i warszawską, i łódzką, to myślę...

Zwłaszcza łódzka, jak rozumiem, jest blisko pana sercu?

 - Łódzka zawsze. Tutaj jest armia ludzi dobrze wykształconych i przygotowanych do pełnienia...

To jak dobrze przygotowanych, to czas na Bogusława Grabowskiego.

 - Chętnie bym go namówił do tego ruchu, jeżeli by się zgodził, to byłbym niezwykle usatysfakcjonowany.

A nie martwi to pana, że do schedy po Janie Vincencie Rostowskim jakoś tak nikt nie za bardzo się rwie?

 - Obstawa ministerialnych stanowisk jest owiana tajemnicą.

Trochę wiemy, bo wiemy komu proponowano. Panu Borowskiemu, Morawieckiemu. I wszyscy powiedzieli...

  - Pan wie więcej ode mnie...

Jak to dziennikarz. Dziennikarze muszą wiedzieć więcej.

  -  Ja natomiast wiem, że zawsze, na każde stanowisko ministerialne jest kolejka oczekująca.

Na to też?

  - Myślę, że też.

A ten Grabowski? Myśli pan, że to poważna kandydatura?

  - Warto byłoby, żeby sprawdził tezy, które bardzo ładnie udowadnia w mediach, w praktyce, czyli jako minister tego rządu. Poza tym - jest  naprawdę dobrze przygotowany. ..

A czy może być tak, że Jan Vincent Rostowski zostanie w tym rządzie, czy pan uważa, że jego misja już się wyczerpała?

  - Nie mnie oceniać do końca działania ministra finansów, chociaż ja uważam, że akurat wykonał kawał dobrej roboty i gdyby może nie ta mała pomyłka...

Księgowa...

  - ... księgowa..

Budżetowa, mała?

  - ... byłoby zupełnie inaczej...

No zależy dla kogo jest mała, kilkanaście miliardów złotych...

  - Wie pan, czasami tak jak szacuje pan swoje przychody, nie mając do końca źródła.

A czy rekonstrukcja bez odejścia Rostowskiego ma sens?

  - Premier zapowiedział rekonstrukcję. Poważną, głęboką, na dwa lata, nową dynamikę. Myślę, że zmieści się w niej również Jan Vincent Rostowski, także nie gdybajmy.

Bo rekonstrukcja bez niego, to rekonstrukcyjka raczej...

  - To zależy jeszcze od tego, kto by poszedł - powiedzmy kolokwialnie - "pod nóż".  Także poczekamy na decyzję pana premiera.

A pan ma pecha. Miał pan zostać ministrem, a ministerstwa sportu nie będzie.

  - Ja miałem zostać ministrem sportu? Pierwszy raz słyszę.

Tak mówili pańscy przyjaciele i wrogowie.

  - To chyba bardziej wrogowie. Nic na ten temat nie wiem. Uważam, że ministerstwo sportu się obroni, bo przed nami dużo imprez rangi międzynarodowej, chociażby przyszłoroczne Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej, aplikacja do olimpiady zimowej, Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej. Jest tych imprez, którymi ktoś musi od strony rządowej zawiadywać.

Czyli nie będzie likwidacji ministerstwa sportu?

  - W tej dwulatce - nie wierzę w taki ruch.

Czy ono jest naprawdę potrzebne? Osobne ministerstwo? Przy takim sporcie jaki mamy dookoła?

  - No właśnie po to. Przez te 6 lat przebudowaliśmy dogłębnie infrastrukturę sportową i chcemy czy nie chcemy, mamy jedną z najnowocześniejszych na  świecie: i stadiony i hale sportowe i boiska, programy Orlik. Wszystko funkcjonuje jak należy i teraz czas, żeby wychować armię dobrych sportowców.



Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Biernat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje