Bocheński: baliśmy się ataku chemicznego

Bartosz Bocheński służy w 1. Batalionie Czołgów Piechoty Morskiej USA, jest Polakiem z pochodzenia. Specjalni wysłannicy RMF spotkali go w Bagdadzie.

Jan Mikruta i Przemysław Marzec: Jak wyglądał ten pierwszy dzień twojej wojny?

Reklama

Bartosz Bocheński: W pierwszym dniu wojny nie wiedzieliśmy co się stanie, jaki będzie Irak, tamtejsi żołnierze, jaki będą mieli kontakt z nami, czy będzie ciężki czy nie.

RMF: Wasi dowódcy mówili wam, że będziecie witani kwiatami?

Bartosz Bocheński: Nie mówili, że będziemy witani kwiatami. Nikt nie wiedział jak będzie, czy cywile będą dla nas kolegami czy nie. Na pierwszej akcji, na której byliśmy wojsko strzelało, mieli czołgi a myśmy akcję zrobili w ciągu dwóch godzin.

RMF: A potem jakieś ciężkie walki na drodze do Bagdadu?

Bartosz Bocheński: Na drodze do Bagdadu czekała nas zasadzka. Było dużo strzelania, ale też dobra organizacja z naszej strony. Mamy dużo czołgów, mamy dużo piechoty morskiej. To była jedna z naszych większych walk.

RMF: Jaki był najcięższy moment w czasie tej wojny?

Bartosz Bocheński: Do tego czasu najciężej jest, kiedy nie wiadomo skąd oni wyjdą, skąd będą strzelać. Oni nie walczą grupą, tylko się chowają w małych grupach - czterech do siedmiu i mogą strzelać z okien i domów.

RMF: Spodziewaliście się, albo baliście się ataku chemicznego podczas tej drogi do Bagdadu?

Bartosz Bocheński: Baliśmy się tego. Każdy był ubrany w kombinezon przeciw broni nuklearnej czy biologicznej. Dwa dni temu ściągnęliśmy te mundury.

RMF: Wjechaliście do Bagdadu jako jedni z pierwszych. Jak wyglądał ten wjazd do Bagdadu? Jak was witano? Czy były walki?

Bartosz Bocheński: Ludzie witali nas z uśmiechem, kobiety z dziećmi płakały, machały nam i ja sam się cieszyłem, że teraz może faktycznie zmieni się tutaj. Nie będzie morderstw. Wierzę w to o co walczę tutaj.

RMF: Jaki opór stawiała iracka armia?

Bartosz Bocheński: Nie powiedziałbym, że siła irackiej armii jest duża. Nie mają dobrej taktyki. Nie było bardzo źle. Martwię się tylko, żeby nie wyskoczyli z jakiegoś okna i nie zaczęli strzelać. Są jak cienie.

RMF: Długo zostaniesz w Bagdadzie? Jakie masz rozkazy?

Bartosz Bocheński: Z tego co wiem to w Bagdadzie będziemy przez następne dwa tygodnie. Będziemy wysyłać patrole żołnierzy, które będą chodzić po budynkach a po tych dwóch tygodniach przyjdą tutaj może Anglicy.

RMF: Dużo jest w tej chwili wojska amerykańskiego wokół Bagdadu?

Bartosz Bocheński: Wojska jest dość dużo i dalej nadjeżdżają.

RMF: Co wiedziałeś o Iraku zanim rozpoczęła się wojna?

Bartosz Bocheński: Ja myślałem o wszystkich ludziach, że to terroryści - z tego co widziałem w dziennikach. Teraz dla mnie perspektywa się zmieniła. Ci ludzie naprawdę potrzebują pomocy i tutaj wszystko się może zmienić na dobre.

RMF: Było parę zamachów samobójczych. Tego też pewnie baliście się. Czy dalej żołnierze są bardzo nerwowi, kiedy ktoś do nich się zbliża?

Bartosz Bocheński: Do tego czasu jak najeżdża samochód na czołg to strzelamy w ziemię, żeby stanął. Jak będzie jechał dalej to będziemy strzelać w samochód. Takie są rozkazy, dlatego że było kilka samochodów z bombami.

RMF: Czy kiedy poruszaliście się przez Irak wasza kolumna czołgów, wasz oddział miał tłumacza na język arabski, czy mogliście się kontaktować się z Irakijczykami?

Bartosz Bocheński: Przed wyjazdem rozdzielili nam książki, które miały słowa przetłumaczone z angielskiego na język używany w Iraku. Mamy też tłumaczy, którzy jeżdżą z nami samochodem.

Dowiedz się więcej na temat: atak | RMF

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje