Borowczak: Po co zgłaszać takie projekty? Będą się z nas śmiać

- Nie ma sensu, by posłowie PO składali projekty ustaw takich, jak ta o jednomandatowych okręgach wyborczych. Po co takie projekty zgłaszać? PiS nie poprze, PSL nie poprze… Po co je składać? Żeby potem się z nas naśmiewali, że złożyliśmy i nie przeszło? - mówi legenda "Solidarności", dziś poseł PO, Jerzy Borowczak w Kontrwywiadzie RMF FM. - Do tego pieca nie będziemy dokładać – dodaje. - Ze zrozumieniem patrzę na inicjatywę Piotra Dudy. "Oburzeni" mają poważne problemy. Dobrze, że takie spotkanie się odbyło, ale Platforma Oburzonych to ludzie sfrustrowani, z tego nie da się zrobić AWS-bis - mówi o sobotnim kongresie Platformy Oburzonych gość RMF FM.

Konrad Piasecki: Pan widzi w "oburzonych" swoich następców?

Jerzy Borowczak: - Nie ten czas, nie ten ustrój. Teraz w Polsce jest demokracja...

Reklama

Ale już Paweł Kukiz raduje się, że "S" z "Solidarności" zaczyna być prawdziwe jak to z 1980 roku.

- Wie pan, można porównywać do roku 1980, każdemu wolno, ale wszyscy chyba widzimy, że to nie ten czas, nie ten ustrój.

A widząc ich w sali BHP myśli pan sobie: "Szargają świętości"?

- Trochę bym ich chyba skrzywdził, gdybym tak powiedział, bo miałem podobne działania już w demokratycznej Polsce, kiedy powoływaliśmy BBWR przy Lechu Wałęsie, więc też w takim ruchu oburzonych uczestniczyłem, ale to się nie sprawdziło i tylko po każdym takim spotkaniu w sali BHP, gdzie zaczynała się jakaś organizacja - czy to partyjna, czy jakiś ruch, to coraz gorzej było z "Solidarnością". Tak też było po AWS.

Ale słysząc argumenty Platformy Oburzonych widzi pan w nich raczej wrogów, czy traktuje ich pan z sympatią i zrozumieniem?

- Na pewno ze zrozumieniem. Trudno mi mówić o sympatii, ale ze zrozumieniem, dlatego że też nie żyję na Księżycu. Jestem tu w Gdańsku, moje biuro poselskie jest blok przy budynku, w którym mieszka 5 tys. ludzi, więc na co dzień spotykam się z "oburzonymi". Oni mają poważne problemy i oczywiście dobrze, że takie spotkanie w sali BHP się odbyło i ludzie mogli o tych problemach porozmawiać. Oczywiście nie wszyscy mówili na temat i nie wszyscy tam przyszli po to, żeby się wypowiedzieć, ale niektórzy przyszli z własnym scenariuszem, z własnymi żądaniami i z własnymi problemami.

Ale uważa pan, że to jest scenariusz również polityczny, również na zaistnienie w takiej rzeczywistości partyjnej, parlamentarnej?

- Myślę, że tam byli ludzie, którzy sympatyzują albo są wręcz członkami różnych partii politycznych, choćby PiS i myślę, że z tego się nic nie urodzi, dlatego że ci ludzie kandydowali z list PiS do parlamentu i społeczeństwo nie zaakceptowało tych osób. Może są troszeczkę sfrustrowani i myślę, że z tego nie da się zrobić AWS-bis.

W tej ich diagnozie jest klincz. "Kaczor z Donaldem targają się za dzioby" - przyzna pan, że może zanadto obrazowo wyrażone, ale coś w tym jest.

- No cóż, jest to powiedzenie Pawła Kukiza. Mówi, że nie wejdzie do polityki, chociaż mu parę partii proponowało. Ale to, co robi, to, co mówi, świadczy wybitnie, że chciałby się w tę politykę zaangażować. Myślę, że jej nie zna w ogóle. Zna ją może z opowiadań, nie uczestniczył. Myślę, że powinien poprosić swojego kolegę po fachu Cugowskiego, by mu powiedział, na czym polega praca w parlamencie.

Panie pośle, ale nie jest tak, że w tych postulatach "oburzonych" jest jednak naturalny, zdrowy bunt przeciwko takiej zatęchłej rzeczywistości politycznej?

- Zgadzam się, ale trudno powiedzieć o zatęchłej, bo wybory mieliśmy niespełna dwa lata temu.

Ale to cały czas są te same partie finansowane z budżetu, finansowane z pieniędzy podatników. Nie sposób się dzisiaj przebić przez ten system finansowania partii.

- Palikot się przebił, więc tutaj mamy dowód.

Ale z milionami, a "oburzeni" milionów nie mają.

- Nie wiem, czy Palikot miał miliony. Trzeba by zapytać Państwową Komisję Wyborczą, ale mamy dość duży podział, jeśli chodzi o sam PiS - mamy PJN, teraz partia Zbigniewa Ziobry, więc są takie próby zaproponowania czegoś nowego. Ale tutaj - jeśli chodzi o partie polityczne i finansowanie - to zawsze uważaliśmy, że wszystkie organizacje powinny być opłacane ze swoich składek i to próbowaliśmy w parlamencie przeprowadzić. Udało się porozumieć z PiS, aby ograniczyć to finansowanie partii, ale myślę, że dopóki nie będzie większości, to nie uda się zlikwidować finansowania partii politycznych.

Tylko to też jest tak, że jak pan spojrzy na swoją własną partię, Platforma Obywatelska z nazwy gdzieś zapomniała o swoich wielu obywatelskich pomysłach, choćby jednomandatowych okręgach wyborczych.

- No, ale niech pan powie, jak mamy to zrobić? Od dawna mówimy, że jesteśmy za jednomandatowymi okręgami wyborczymi...

Projekt chociaż zgłoście... Wy mówicie, mówicie, a projektów nie zgłaszacie.

- Możemy zgłaszać, ale znów będą leżeć w, że tak powiem, w zamrażarce, bo warto coś zgłosić... To PiS tak robi, wrzuca, to Palikot wrzuca i potem mówią: "Tyle naszych projektów leży w zamrażarce". My jesteśmy konstruktywni, jeśli próbujemy rozmawiać i widzimy otwarcie, że PiS tego nie poprze, PSL tego nie poprze, to nie ma sensu dokładać do tego pieca i mówić, żebyśmy złożyli, ale nie mamy poparcia. Nie, my tak nie działamy. My działamy, próbujemy się porozumieć. Próbowaliśmy robić to ze związkami partnerskimi i nie udało się. Myślę, że następnym razem się uda. Już tak drugi raz nie zrobimy, że coś zgłosimy i to nie będzie miało poparcia w parlamencie i znów wyjdą tacy i będą z nas się naśmiewać, że: "Zobaczcie, no złożyli, a po to tylko złożyli, żeby wiedzieć, że to nie przejdzie". Bo wie pan, że tak mówi opozycja, tak? Przynajmniej Palikot, że Platforma celowo tak powiedziała, tutaj chce pokazać jaka jest liberalna, złożyła projekt, a nawet jej posłowie tego nie poparli.

Panie pośle, a widzi pan w Piotrze Dudzie takiego lidera na miarę Wałęsy naszych czasów?

- Trudno go tu porównać do Wałęsy, dlatego że to był inny ustrój.

Ale ma papiery na charyzmatycznego lidera związkowego?

- Na pewno jest bardzo dobrze do tego przygotowany, jak już mówiłem, służyliśmy w tej samej jednostce, na Bliskim Wschodzie, na Wzgórzach Golan. Jest sprawnym organizatorem, więc ja bardzo, bardzo się cieszyłem, że Piotr wygrał te wybory. Natomiast muszę też powiedzieć, jako członek związku, dalej jestem członkiem związku "Solidarność", że niepotrzebne są te konferencje z Jarosławem Kaczyńskim, bo co by nie mówił to i tak to wygląda bardzo politycznie.

Ale będzie coś z tego Dudy, pańskim zdaniem, w polityce?

- On zarzeka się, że nie, ale ja już znałem i Lecha Wałęsę, i Mariana Krzaklewskiego, i Janusza Śniadka. Też się zarzekali i zarzekała się żaba błota, także absolutnie w takie zapewnienia nie wierzę, dlatego że to sytuacja, w którymś momencie zmusza do tego. W moim przypadku było tak, kiedy zakończyłem karierę, bo można powiedzieć, że jestem członkiem-założycielem Platformy, ale członkiem Platformy zostałem, kiedy zrezygnowałem, przestałem kandydować do jakichkolwiek struktur związku. Dopiero wtedy wstąpiłem do Platformy.

To kim będzie Duda? Liderem PiS, liderem Nowej Prawicy, czy może liderem jakiejś takiej lewicy zamiast Kwaśniewskiego, takiej prawdziwej społecznej i socjalnej?

- Nie, ja myślę jednak, że Piotr będzie próbował być liderem związku zawodowego. Myślę, że to co robi, to z takim pomysłem, żeby związek "Solidarność" nie liczył czterystu tysięcy, ale żeby był koło miliona. Myślę, że tutaj będzie zabiegał o pracowników najemnych, którzy mogą zasilić związek zawodowy "Solidarność". Dlatego tak mówił, że "walczyliśmy z 67, ilu nas było pod Sejmem". On jest z tego niezadowolony, że wychodzi, planuje pewne rozwiązania, ale nie ma poparcia. Dlatego był strasznie niezadowolony, że pod Sejmem było tak mało ludzi.


Dowiedz się więcej na temat: NSZZ "Solidarność"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje