Brudziński: Ci, którzy chcą iść za Kurskim i Ziobrą, powinni pójść po rozum do głowy

Bruksela nie wpływa najlepiej na zdrowy rozsądek. Ziobro, Kurski i Cymański podjęli odważną ale głupią decyzję - powiedział w Przesłuchaniu RMF FM Joachim Brudziński z PiS.

Agnieszka Burzyńska: Zadrżała panu ręka wczoraj podczas głosowania?

Reklama

Joachim Brudziński: Kłamałbym gdybym stwierdził, że nie było mi przykro. Było mi przykro, gdy musieliśmy pożegnać się z Tadeuszem Cymańskim, Jackiem Kurskim, Zbigniewem Ziobro. Oczywistym jest, że usunięcie tych trzech ważnych, sprawnych polityków - jedyne możliwe racjonalne wyjście z tej sytuacji - jest dla Prawa i Sprawiedliwości czymś niedobrym w tym sensie, że jednak odchodzą od nas, zostali usunięci...

A gdzie tu ten racjonalizm, bo wyrzucać trzeba mieć za co? Oni mówią, że nie rozumieją za co zostali wyrzuceni.

Proszę pani, rozumieją to znakomicie. Podjęli tę grę w sposób bardzo świadomy, podjęli tę grę, której celem - wszystko na to wskazuje...

Chcieli dyskusji, chcieli wygrywać wybory.

Zapewniam panią, że dyskusja z udziałem i argumentami przedstawionymi przez pana Zbigniewa Ziobro, Jacka Kurskiego, Tadeusza Cymańskiego, odbywała się wielokrotnie. Ostatnie Komitety Polityczne były poświęcone tylko i wyłącznie rozmowom nad tymi tezami, które panowie postawili.

To czego chcieli? Przejęcia władzy w PiS-ie?

Jeżeli pani pozwoli, abstrahując od tego, że rzeczywiście dyskusja nad stanem partii jest konieczna i będzie prowadzona i zmiany w partii w sposób oczywisty muszą nastąpić, bo przecież musimy wyciągnąć wnioski z tych wyborów i z tej sytuacji, która miała miejsce...

Gdzie jest ich błąd?

Błąd pani redaktor polegał na tym, że jeżeli wczoraj, w jednym z tabloidów, legenda polskiej niepodległości, jaką jest Lech Wałęsa, wyzywa premiera Donalda Tuska od leni i goni go do roboty, to mimo wszystko to się nie przebija. Nie przebija się też, że od dwóch miesięcy rząd prawie nie rządzi, że nie mamy rządu nie mamy premiera. A dywagacje...

Ale zostawmy...

No właśnie, pani redaktor mówi: Zostawmy Tuska, zostawmy rząd, zajmujmy się Prawem i Sprawiedliwością.

Nie, nie, nie. O Tusku rozmawiamy z politykami PO. Wczoraj Konrad pytał też, gdzie jest premier. Oprócz tego, że udzielali wywiadów, gdzie tkwił ten błąd, bo nie w wywiadach tu jest problem.

Pani redaktor, też w wywiadach. Chociażby dlatego, że na coś się umówiliśmy podczas posiedzenia Komitetu Politycznego tego wyjazdowego, gdzie po raz pierwszy te tezy zostały przez panów sformułowane, tezy krytyczne wobec Jarosława Kaczyńskiego, wobec sztabu wyborczego, wobec PiS, wobec naszych koleżanek i kolegów, którzy ciężko prowadzili kampanię na poziomie powiatów, gmin.

Ale pani mówi, że oni realizowali jakiś scenariusz. Do czego miał prowadzić ten scenariusz?

Właśnie na tym Komitecie, który zakończył się o 2 w nocy, bardzo konstruktywne, chociaż się tam nieźle pokłóciliśmy, ale umówiliśmy się na jedno i pacta sunt servanda. Tutaj również w sytuacjach wewnątrzpartyjnych umów trzeba dotrzymywać. Umówiliśmy się, że spotykamy się na kolejnym posiedzeniu komitetu, będziemy kontynuować dyskusje, wyciągniemy wnioski, podejmiemy pracę nad reformą partii, uwzględnimy racjonalne niejednokrotnie uwagi zgłoszone przez pana Zbigniewa Ziobro, po czym dwa dni później na łamach "Uważam Rze" i "Naszego Dziennika" pojawia się wywiad z panem Ziobro, w którym to wywiadzie Zbigniew Ziobro sugeruje możliwość powołania konkurencyjnej partii wobec Prawa i Sprawiedliwości.

No nie, powiedział to bardzo delikatnie i powiedział, że nie chce nawet takiego scenariusza rozważać.

Pani redaktor, powiedział to pomimo tego, że dwa dni wcześniej na komitecie politycznym umówiliśmy się inaczej.

To dlaczego to powiedział?

Proszę pani, dlatego - teraz wracam do tej swojej tezy i do swojej przyznaje się naiwności, która polegała na tym, że ja przyjmowałem za dobrą monetę, że my się dogadamy, pokłócimy się, bo spór również wewnątrz partii bywa ożywczy, ale się nie podzielimy. Natomiast panowie przyjechali z Brukseli, tam być może nad tym garnkiem muli, o których Jacek Kurski wspominał w swoich wywiadach i nad szklanicami pełnego, zacnego i dobrego wina, wymyślili, że podzielą PiS i powołają własny ruch polityczny. Ja im mogę dzisiaj powiedzieć tylko tyle - powodzenia panowie, rozwińcie skrzydła.

Oni chcieli zostać w partii, pytanie, czy chcieli zostać w partii, pytanie, czy chcieli przejąć władzę i pytanie, czy mogliby ją przejąć?

Proszę pani, oni chcieli toczyć tą opowieść i tą narrację, bo nawet wczoraj po wyjściu z komitetu politycznego oni nie komunikowali się z nami, z Karolem Karskim rzecznikiem dyscyplinarnym, z koleżankami, kolegami, członkami komitetu politycznego. Komunikowali się z wyborcami, również z wyborcami Prawa i Sprawiedliwości. Jest pani zbyt doświadczonym dziennikarzem i ci, którzy obserwują scenę polityczną, wiedzą doskonale, że to o czym dzisiaj mówi Zbigniew Ziobro, czy Jacek Kurski, zresztą Jacek Kurski nawet się do tego przyznał, mówiąc, że odwołają się od tej decyzji. Bo PiS wbrew temu, co uważa pan profesor Markowski, czy pan profesor Kik jest partią demokratyczną.

Odwoływanie się nie ma sensu.

Ale po co się odwołuje? Bo Jacek Kurski powiedział to wprost, expressis verbis, w rozmowie...

...że chce pokazać, że zrobili...

Że chce pokazać wyborcom Prawa i Sprawiedliwości, że to nie oni są winni i że oni są nadal atrakcyjnym towarem dla prawicowego elektoratu. Otóż pani redaktor, podjęli z jednej strony bardzo odważną decyzję, przyznaję to, a z drugiej strony nieracjonalną politycznie, żeby nie powiedzieć głupią. I głupio się ta inicjatywa zakończy, dlatego, że dzisiaj na polskiej scenie politycznej reformowanie prawicy, czy próba namawiania do tego, żeby prawica wygrywała poprzez jej paczkowanie, czy podział skończy się tak, jak skończyły się czasy konwentu św. Katarzyny na początku lat 90-tych. Nie można wygrywać wyborów poprzez dzielenie prawicy.

A propos podziałów. Wywiadu w podobnym stylu a właściwie w identycznym stylu udzielali: Arkadiusz Mularczyk, Beata Kempa, Andrzej Dera i Marzena Wróbel. Oni też staną przed rzecznikiem dyscypliny?

Proszę pani, dzisiaj zakończyliśmy ten festiwal. Mam nadzieję, skutecznie. Festiwal rozmowy o PiS. Dzisiaj problemem nie jest to, co dla jakości życia Polaków...

Ale co, liczycie, że oni już nie udzielą...

...nie jest problemem to, co myśli pani Marzena Wróbel, czy pani poseł Beata Kempa, bo z tym mam nadzieję sobie wewnątrz poradzimy. Natomiast dzisiaj problemem jest to, że rosną ceny...

Ale trzeba być konsekwentnym, bo skoro mówiliście, że Jacek Kurski, Zbigniew Ziobro szkodzili partii i Tadeusz Cymański to w podobnym stylu w takim razie, zdaje się, że szkodzi ta czwórka?

Pani redaktor. Przed nami posiedzenie klubu parlamentarnego, przed nami zjazdy okręgowe. Jesteśmy gotowi, zapewniam panią, do przyjmowania krytycznych uwag, czy to z ust pani poseł Beaty Kempy, czy pani poseł Marzeny Wróbel. Chcemy dyskutować pod jednym warunkiem: że będzie to dyskusja wewnątrz partii a nie na zewnątrz. I zapewniam panią...

...a jeśli będzie na zewnątrz, to będą konsekwencje?

Jeżeli ci wspomniani parlamentarzyści, podejmą decyzję bardzo, ale to bardzo nieracjonalną, patrząc chociażby na te przykłady, które dotykają, czy dotknęły moje byłe koleżanki i kolegów, którzy zdecydowali się odejść do PJN. Więc, wierzę w zdrowy rozsądek moich koleżanek i kolegów w tej kadencji, w tym parlamencie.

To takie ostrzeżenie?

Tak, jest to ostrzeżenie polegające na tym, że również nasi byli koledzy euro parlamentarzyści, rzeczywiście ma pani rację, że ta Bruksela nienajlepiej wpływa na zdrowy rozsądek.

Tam już w ramach walki o siłę w Europie to PiS już nie ma chyba siedmiu europosłów?

Pani redaktor, ważniejsze jest to, że ci którzy zdecydowali się odejść za Michałem Kamińskim, Adamem Bielanem i panią Joanną Kluzik-Rostkowską, dzisiaj ich w parlamencie nie ma. Los Tomasza Dudzińskiego, los Lucjana Karasiewicza, Adama Gawędy i wielu, wielu innych moich kolegów i koleżanek klubowych, którzy odeszli za euro parlamentarzystami, którzy nadal mają się świetnie i nadal nad tymi garncami pełnymi muli i szklanicami zacnego wina, mogą snuć plany polityczne. A tych koleżanek i kolegów dzisiaj w polityce nie ma. I sądzę, że pójdą po rozum do głowy, ci którzy dzisiaj chcieliby pójść za Jackiem Kurskim, Tadeuszem Cymańskim, czy Zbigniewem Ziobrą.

Na koniec jeszcze jedno pytanie, co by się takiego stało gdyby Jarosław Kaczyński posunął się nieco i ustąpił ziobrystom?

Proszę pani, nic by się nie stało. Pod jednym warunkiem, że byłoby to owocem demokratycznych zmian wewnątrz partii. Natomiast, jeśli się próbuje cokolwiek wymuszać, wbrew kadencji władz, wbrew statutowi i rozpętuje się histerie medialne, które w sposób oczywisty szkodzą partii...

...czyli co? Na zwołanym kongresie chcieli przejąć władzę?

Nie wiem co chcieli. Wiem, że dzisiaj ich w PiS nie ma. Sami do tego doprowadzili.

Już nie będzie, czy jest jeszcze powrót?

Proszę pani. Przed ostateczną decyzją Jarosław Kaczyński zadał krótkie pytanie: czy podejmą wyciągniętą rękę, czy przyjmą wyciągniętą rękę, czy spróbujemy się dogadać. Ta ręka została odrzucona. To jest też istotne, nie głosem Zbigniewa Ziobro, tylko Jacka Kurskiego. Zbyszek Ziobro czekał tutaj jak zachowa się Jacek Kurski. To też pokazuje kto jest prawdziwym motorem tych zmian. Jacek Kurski jest politykiem sprawnym, ale niestety politykiem mało racjonalnym. To do czego namówił Zbigniewa Ziobro jest po prostu politycznie nieracjonalne.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje