Bury: "Solidarność" marzy o władzy, Duda wiosłuje w tym kierunku

Ministrowie PSL poświęcili wiele czasu, żeby zażegnać perspektywę strajku na Śląsku, ale problemem jest strona społeczna. NSZZ "Solidarność" najczęściej jest nieobecna na posiedzeniach Komisji Trójstronnej, bo jej przewodniczący zamiast rozmawiać, występuje na wiecach i trybunach - mówi przewodniczący klubu parlamentarnego PSL Jan Bury.

"Solidarność" nie chce współpracować z rządem. Chce być dla rządu alternatywą. Po 15 latach od czasów rządów AWS, "Solidarność" postanowiła ponownie sięgnąć po władzę. Piotr Duda wiosłuje w tym kierunku - mówi gość RMF FM.

Reklama

Konrad Piasecki: Poważnego człowieka, jakim jest lider ludowców w Sejmie, potrafi rozemocjonować mecz z San Marino?

Jan Bury: - No nie. Wczoraj to już jednak nie były emocje. Emocje były z Ukrainą. Wczoraj to był już jeden wielki dowcip.

Bo wy, ludowcy, siejecie, orzecie, zbieracie, jesteście ponad takie drobnostki jak mecz z San Marino.

- My czasem gramy albo młodzież nasza gra w LZS-ach miejscowych (Ludowe Zespoły Sportowe - przyp. red.) i myślę, że tak naprawdę to był taki mecz: LZS gminny, czyli San Marino, kontra LZS okręgowy, czyli drużyna polska.

Czyli, rozumiem, kibicował pan LZS-owi gminnemu, jak przystało na ludowca?

- Nie no, kibicowałem naszej drużynie, bo każdy ma poczucie takie narodowe, ale robiłem to bez przekonania.

Ale San Marino słabi, uciśnieni, a wy zawsze ze słabymi i uciśnionymi.

- Słabi, uciśnieni, ale amatorzy. I mało brakło, żeby amatorzy strzelili nam gola.

Tacy są czasami amatorzy.

- Mecz jest nieprzewidywalny, ale wydawało się, że z San Marino to będzie 10:0 albo 15:0.

Strajkująca "Solidarność" budzi wasze ciepłe uczucia czy raczej strach?

- Nie, strachu nie budzi, ale budzi na pewno szacunek i respekt. Jak państwo wiecie, jak pan wie dobrze, ministrowie z PSL-u czy wiceministrowie, pan Władysław Kosiniak-Kamysz, Janusz Piechociński jako wicepremier, poświęcili dużo stronie społecznej...

No próbowali, próbowali. Ale strona społeczna, czyli "Solidarność", bardzo się skarży na nich - że przyjeżdżają, nic nie mogą, nie załatwiają, ciężko się z nimi dogadać.

- Ja myślę, że problem tkwi raczej po tej stronie społecznej, bo jeśli ktoś chce się porozumieć i chce się dogadać, to rozmawia. OPZZ, Federacja Związków Zawodowych rozmawiają w Komisji Trójstronnej...

A "Solidarność" nie chce?

- ...a "Solidarność" na czele z jej przewodniczącym najczęściej jest nieobecna na Komisji Trójstronnej w osobie samego lidera, bo lider woli przemawiać na trybunach lub prowadzić protesty czy wiece.

Wy macie takie przekonanie, że to są strajki przeciwko Tuskowi i Platformie, czy też przeciwko PSL?

- My mamy takie przekonanie, że to są strajki, które mają tak naprawdę tło i podłoże polityczne. Mam wrażenie, że po 15 latach, kiedy "Solidarność" stworzyła wielki ruch partyjny o nazwie Akcja Wyborcza Solidarność, który się skończył wielką kompromitacją po latach czterech, zamarzyła znów po 15 latach, by sięgnąć po władzę i myślę, że pan przewodniczący Duda w tym kierunku raczej wiosłuje.

Ale sięgnąć po władzę w ramach jakiejś partii czy stworzyć nowy ruch polityczny na bazie istniejącej?

- To już czas pokaże, czy to będzie Platforma Oburzonych, czy to będzie Solidarność Wzburzona - nie wiem jak to nazwać dzisiaj. Ale widzę, że zachowanie lidera raczej idzie w tym kierunku, żeby być alternatywą, a nie żeby z rządem współpracować. A ja uważam, że dzisiaj w Polsce w czasach kryzysu, trzeba rozmawiać - ze stroną społeczną, z rządem i pracodawcami.

Dla was taka "Solidarność", idąca po władzę, to potencjalny partner i koalicjant, czy potencjalny przeciwnik?

- Nie rozważamy tego w tych kategoriach. Dla nas, dla partii, która ma wrażliwość społeczną bardzo dużą, dlatego też te rozmowy mają miejsce z udziałem naszych ministrów, dla nas każde miejsce pracy jest bardzo cenne.

Tusk proponuje deal, układ - zmiana konstytucji, w zamian referendum w sprawie euro. Wy w to wchodzicie?

- Myślę, że jeśli pan premier Tusk to proponuje, to jest także po wstępnych konsultacjach, przynajmniej wstępnych z prezesem PSL Januszem Piechocińskim.

Czyli jest to oferta koalicyjna, a nie tylko "platformijna".

- Uważam, że pan premier Tusk jest osobą bardzo odpowiedzialną i wie, że jeśli mamy przyjąć kalendarz wejścia do strefy euro, to trzeba przyjąć go w zgodzie społecznej. Najlepiej, jakby także wszystkie partie opozycyjne z SLD, Ruchem Palikota i PiS też w tej sprawie się zgodziły.

Ale nie jest tak, że referendum to jest prosta droga na niewejście do euro?

- W tym momencie na pewno tak. Referendum to jest prosta droga, według mnie, do przegrania tego referendum, bo...

Może to jest jakaś zasłona dymna? Może Tusk nie chce wcale tego euro, tylko stwarza kolejne bariery i pokazuje: "Zobaczcie, z taką opozycją i z takim społeczeństwem to ja nie jestem w stanie wprowadzić euro"?

- Można powiedzieć inaczej, że pan premier Tusk, czy Platforma i PiS to są ciągle partie, które między sobą prowadzą walkę, nawet może i wojnę i to widać na każdym miejscu. Ale mam wrażenie, że pan premier ma świadomość, że takie decyzje jak wejście do Unii Europejskiej czy wejście do strefy euro, to są decyzje bardzo poważne, odpowiedzialne i konstytucyjne, więc stąd chce zachować wszelkie ramy prawne.

A PSL namawiałoby polskiego rolnika i chłopa do głosowania za euro, czy przeciw?

- W tym momencie nie, nie namawialibyśmy za głosowaniem, bo strefa euro sama musi sobie poradzić wpierw z problemami. Dzisiaj, mam takie wrażenie, że tam gdzie jest waluta euro, tam jest od razu przenoszona infekcja kryzysu czy krachu. Mieliśmy Grecję, mamy problemy w Portugalii, Hiszpanii, za chwileczkę być może Słowenia, więc na razie, na dzisiaj, uważam, że nie. Mamy czas, popatrzmy, co się ze strefą euro stanie.

Czyli co, koalicjanci by mówili co innego w razie referendum? Platforma: "Poprzyjcie", a PSL: "Nie popierajcie"?

- Nie mówimy o referendum ani dziś, ani jutro. Mówimy o referendum dopiero w perspektywie kilku lat.

Gowin polegnie na konstytucji, sądach i dzisiejszym werdykcie Trybunału?

- Nie, nie polegnie. Wczoraj pan premier Tusk w tej sprawie zabrał głos. Popierał go pan premier Tusk w tej reformie i mówił też, że to nie jest powód, żeby dymisjonować ministra.

A wy nie domagalibyście się dymisji, gdyby rzeczywiście Trybunał orzekł, że niekonstytucyjna była ustawa "na podstawie, której" itd.?

- Nie, nie domagalibyśmy się, bo jeśli byśmy tego chcieli, to byśmy to robili już rok temu. Rok temu mówiliśmy jako PSL: "Fundamentalnie nie zgadzamy się propozycją reformy sądownictwa ministra Gowina". Ona niczego nie zmieniła, niczego nie wniosła, niczego nie poprawiła, a jak widać po sądach pracy, które zlikwidowano w wielu wydziałach dwa lata temu, de facto wszystko pogorszyła.

No, ale rozumiem, że Gowin - czy przegra, czy wygra - to pozostanie i PSL nie będzie domagało się, żeby nie pozostał w razie przegranej.

- Mówimy to od początku. Jesteśmy lojalnym partnerem koalicyjnym, ale w tej sprawie się fundamentalnie różnimy i nasz projekt obywatelski jest złożony w Sejmie. Jest po pierwszym czytaniu, jest po przyjęciu przez komisję sprawiedliwości sprawozdania. Po świętach będzie drugie czytanie ustawy o sądach rejonowych.

Bo Gowin jako polityk, nie reformujący sądy tylko jako polityk, to wam się chyba podoba.

- Wie pan, w sprawach ideowych, moralnych rzeczywiście Gowinowi, czy nam jest bliżej do Gowina, prawda?

A będziecie mu kibicować w starciu z Tuskiem i ze Schetyną?

- Nie, nie będziemy mu kibicować.

A w ogóle będziecie komuś kibicować, jak przyjdzie do wyborów w Platformie?

- My kibicujemy najlepszemu w Platformie.

A kto jest najlepszy?

- Na dzisiaj najlepszy jest pan premier Donald Tusk. Nikt tego nie kwestionuje...

...czyli koalicjant lojalny wobec Tuska?

- ...a co pokaże kongres i jeszcze wybory, takie powszechne, jak panuje w stylu amerykańskim - oj, to mogą być niespodzianki.

I intuicja podpowiada panu, że Tusk może przegrać te wybory?

- Wie pan, w polityce, jak to mówił wczoraj Grzegorz Schetyna, jak w piłce. Myśmy mieli swój kongres w listopadzie i też był pewniak jeden. Okazało się, że jednak nastąpiła zmiana.

Tak, ale w Platformie chyba jednak jest inna sytuacja. Sześć kolejnych wyborów wygranych. Czemu mieliby zmieniać Tuska?

- Ale sześć kolejnych wybranych. Nie można całe życie być liderem, prawda?

Czyli Tusk nie wygra w cuglach?

- Ja myślę, że dzisiaj jest na pewno faworytem pan premier Tusk, bo jest osobą niekwestionowaną w Platformie i także w rządzie. Jest to lider niekwestionowany, natomiast najbliższe miesiące pokażą. Ta formuła wyborów bezpośrednich jest też pierwszą formułą w Platformie. Wcześniej te wybory jednak były pośrednie.

Myśli pan, że Platforma przetrwa te wybory niepodzielona i po wyborach będzie też niepodzielona?

- Myślę, że tak. To, co ostatnio się wydarzyło na Radzie Krajowej, czyli taka opinia, że Platforma może być wielka, silna tylko będąc właśnie w takim centrum, a nie swoją siłą prawej czy lewej strony, to chyba jest taki pomysł na Platformę, która jednak jednoczy różne środowiska.

Ale w razie czego, gdyby się dzieliła, to prawe skrzydło zapraszacie pod swoje skrzydła?

- Nie, nie ma takiego projektu. My zapraszamy oczywiście polityków z centrowej i ludowej, chrześcijańskiej strony sceny politycznej, stąd te nasze rozmowy z różnymi środowiskami, także ostatnio z PJN. Natomiast Platforma myślę, że da sobie radę sama.

Czyli nie będziecie wyłuskiwać Gowina.

- Nigdy nie mieliśmy takiego pomysłu. Z Gowinem się w wielu kwestiach, jak pan sam mówił, możemy podzielić i razem z nim możemy współpracować, ale w wielu niestety jesteśmy różni.

CZYTAJ NA INTERIA360: Bezrobotni oraz zatrudnieni na "śmieciówkach" strajkować nie mogą!

Dowiedz się więcej na temat: Jan Bury

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje