Cezary Grabarczyk: Ewa Kopacz nas zaskoczyła

- Ten rząd będzie działał przez rok. Mamy przed sobą konkretny horyzont czasowy - mówi w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM Cezary Grabarczyk. Przyszły minister sprawiedliwości na pytanie o potężną liczbę zaległych spraw w polskich sądach odpowiada, że to między innymi wina reformy Gowina. - To zamieszanie, które pojawiło się przy znoszeniu części sądów, wpłynęło na te zaległości - mówi.

Krzysztof Ziemiec: Cezary Grabarczyk, minister sprawiedliwości jest gościem w RMF FM. Od piątku wydaje się, że numer 2 w Platformie, co najmniej nr 2, bo widzieć pana zadowoloną minę w piątek  na tych uroczystościach, to było bezcenne, przyznam szczerze.

Reklama

Cezary Grabarczyk: - Cieszę się, Polsce się dobrze wiedzie i komunikat, który przedstawiła pani marszałek Ewa Kopacz, już desygnowana na szefa rządu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, to chyba taka dobra nowina przedstawiona Polsce, Polakom, ale także Europie.

Opozycja mówi, że to dobry rząd, ale nie dla Polski, tylko dla Platformy.

- Nieprawda. Żeby rząd miał siłę, musi mieć bardzo silną podstawę, silne oparcie w parlamencie. To jest przecież polityka i w Sejmie większość musi dawać gwarancję, że będzie popierała projekty przedkładane przez rząd. Pani marszałek Ewa Kopacz, konstruując swój gabinet zrobiła wszystko, żeby to poparcie było szerokie i solidne.

Czy bycie przyjacielem, bo bardzo mocno pana też komplementowała, było takim jednym z głównych kryteriów obecności w tym rządzie?

- Nie, ja słyszałem już drwiny z tego określenia, ale jestem przekonany, że jeżeli ludzie się dobrze rozumieją, dobrze z sobą współpracują, to są w stanie wykonać ciężką pracę.

To w takim razie jakie są pana cele w resorcie sprawiedliwości? Wielu mówiło, że pan marzył o tym fotelu ministra sprawiedliwości.

- Będę trochę zwracał uwagę w czasie swojej misji w rządzie na funkcji ministra sprawiedliwości, że to także od piastunów tej władzy, zależy pomyślność obywateli i całej Rzeczpospolitej i będę chciał nawiązać taką relację współpracy, jeżeli osiągniemy synergię, to uda nam się wydobyć z tych rezerw, które drzemią w wymiarze sprawiedliwości tyle energii, że będziemy się szybciej rozwijać jako kraj. Myślę, że te rezerwy są duże.

Przeciętny Polak patrzy na wymiar sprawiedliwości pod katem tego, że więzienia są przepełnione, często nie tymi, którzy powinni w nich siedzieć. Np. alimenciarzami, a nie prawdziwymi bandziorami, a sądy są przeładowane pracą. Nie wiem, czy pan wie, jak duże są dzisiaj zaległości, jak one wzrosły.

- Czytałem ostatnie raporty, ale musimy pamiętać, że my mamy przed sobą konkretny horyzont czasowy. Ten rząd będzie działał przez rok. Sporo spraw zostało przygotowanych przez mojego poprzednika. Pan minister Marek Biernacki - sam prowadziłem to posiedzenie Sejmu - prezentował projekty ustaw i jego współpracownicy także. Część już się dzieje, ale jeszcze pewne korekty będziemy wprowadzać.

Wie pan, jak duże jest przeładowanie sprawami w sądach?

- To zależy od spraw.

Wzrosły o 30 proc. w stosunku do roku ubiegłego.

- To prawda, ale to też nie jest równomierny rozkład. Inaczej dotyczy to wydziałów cywilnych, inaczej spraw karnych. To zamieszanie, które pojawiło się przy znoszeniu części sądów, także wpłynęło na te zaległości.

Co zrobi pan ze współpracownikami byłego ministra sprawiedliwości? Mam na myśli głównie Michała Królikowskiego, czyli wiceministra. Przez jednych bardzo krytykowany, przez innych bardzo ceniony za to, co robi.

- Dziś jestem kandydatem na urząd ministra. Gdy zostanę ministrem spotkam się z każdym z tych przedstawicieli resortu, którzy sprawują funkcję.

A widzi pan możliwość współpracy?

- Ja widzę możliwość współpracy z każdym, ale na to, czy ta szansa zostanie wykorzystana, będzie miało wpływ szereg czynników.

A co dalej z aferą taśmową? Do końca września minister Sienkiewicz, który już nie jest ministrem, miał przedstawić w Sejmie informacje. Wydaje się, że jej nie usłyszymy. Można odnieść wrażenie, że dla Platformy sprawa niewygodna zostanie gdzieś tam zamieciona pod dywan.

- Ja dobrze wsłuchałem się w słowa premiera Donalda Tuska. On nie powiedział, że to Bartłomiej Sienkiewicz przedstawi wyjaśnienia, tylko powiedział, że minister spraw wewnętrznych. Minister spraw wewnętrznych się zmienia i sądzę, że...

I pani Piotrowska teraz przedstawi informacje?

- ...stanie na wysokości zadania w takim zakresie, w jakim to jest możliwe, aby sprawę wyjaśnił minister spraw wewnętrznych.

Nowa pani premier bardzo dużo mówiła o kobietach, podkreślając prawie w każdym zdaniu, że ten rząd tworzą kobiety. To trochę zapachniało seksizmem, tylko że w innym wydaniu.

- Nie, przecież ona jest kobietą, nie ukrywa tego. Ona ma taki dar empatii, potrafi wczuwać się w sytuację. To też trochę wynika z jej doświadczeń życiowych, przecież większą część życia pracowała jako lekarz i nauczyła się rozumieć ludzkie potrzeby, To daje jej taką dodatkową legitymację, aby mówić w taki sposób, jak to dzisiaj wszyscy słyszeliśmy.

A co pan czuł, kiedy wzięła w górę ręce pana i ministra Schetyny, kiedy spojrzeliście sobie w oczy?

- Zaskoczyła mnie, bo ja chciałem mu podać rękę, tak nawet jak ona nas przedstawiała pomyślałem, że przydałby się taki gest, bo to nas przecież zestawiano często jako rywali, ona nas zaskoczyła. Stanęła między nami, powiedziała: zróbcie miejsce - zrobiliśmy, chwyciła nas za ręce. To był dobry gest, który potwierdza tę deklarację, że rząd ma mieć silne podstawy.

Szczere to było z waszej strony?

- Tak. I sądzę, że pan redaktor może słyszał, ile razy byłem pytany o Grzegorza Schetynę, mówiłem: on sam przedstawia się jako patriotę Platformy.

A pan jako szef "spółdzielni".

- Nie, nigdy nie mówiłem, że jest "spółdzielnia". Nie ma czegoś takiego. Jest szeroki nurt, który zawsze popiera lidera, bo politykę można realizować wówczas i osiągać stawiane cele, jeżeli działa się w zbiorowości. W tej zbiorowości jest pewien  porządek rzeczy. Przychodzi koniec kadencji, możemy wówczas się spierać i wyłaniać nowe przywództwa, ale jeżeli jest przywódca, nie podkopujemy jego autorytetu, wspieram. Na użytek takiej trochę rywalizacji politycznej pojawiło się to określenie, które nie jest złym określeniem, bo spółdzielnia  sama w sobie jako instytucja życia gospodarczego i społecznego ma fajne założenia, ale to określenie pojawiło się po to, aby przypomnieć taką spółdzielnię, która rozbiła AWS, czyli tę sprzed kilkunastu lat.

A ta dzisiejsza, pana?

- Nie ma dzisiejszej. Jeszcze raz zaprzeczę. Jest szeroki nurt, który popiera. Dzisiaj on był bardzo szeroki i to cieszy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje