Ćwiąkalski: Tomasz Komenda opowiadał, że był bity przez współwięźniów

Tomasz Komenda niesłusznie przesiedział w więzieniu 18 lat. Jak do tego doszło? "Trzeba się zastanowić nad tym, jak były zbierane dowody. Były trzy niby mocne dowody (...) Wszystkie całkowicie błędne" – mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM adwokat Tomasza Komendy mec. Zbigniew Ćwiąkalski. Przyznał, że Komenda miał ciężkie życie w więzieniu. "Opowiadał mi, że był bity przez współwięźniów na spacerniaku, a służba więzienna odwracała głowę i udawała, że nie widzi. To nie jest zachowanie, które można by akceptować" – zaznaczył Ćwiąkalski.


Marcin Zaborski, RMF FM: W niejednym domu myślę, siadają Polacy do obiadu lub kolacji i zadają jedno i to samo pytanie: jak to możliwe? Dlaczego niewinny człowiek spędził 18 lat w więzieniu?

Reklama

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, obrońca Tomasza Komendy i były minister sprawiedliwości: - Na tym właśnie polega problem i wyjaśnia to Prokuratura Okręgowa w Łodzi, czy to było świadome działanie, czy wielka, tragiczna pomyłka sądowa, dlatego że Tomasz Komenda nie został zatrzymany od razu po zdarzeniu. Został zatrzymany dopiero ponad trzy lata po zdarzeniu i tymczasowo zatrzymany.

Pracowali policjanci, prokuratorzy, biegli i wreszcie sędziowie i co? Wszyscy po kolei się po prostu pomylili, czy ktoś po prostu bardzo mocno o to zadbał, żeby się pomylili?

- No przede wszystkim trzeba się zastanowić nad tym, jak były zbierane dowody, bo tam były trzy mocne - niby mocne - dowody: odcisk szczęki na piersi kobiety zmarłej, badanie śladów zapachowych, no i badanie czapki, gdzie miał być włos Tomasza Komendy.

I dzisiaj się okazuje, że te wszystkie dowody to można sobie wrzucić do kosza?

- Wszystkie trzy były całkowicie błędne w tej sprawie. Sądy - bo nie tylko sąd okręgowy, sąd apelacyjny a także Sąd Najwyższy - dały się przekonać, że one mają przemawiać przeciwko Tomaszowi Komendzie.

Sąd Najwyższy dzisiaj mówi, że jednak było inaczej. Pytanie kolejne, które pewnie wielu sobie zadaje, to jest pytanie: co dalej? Jak policzyć straty, które poniósł ktoś, kto spędził 18 lat w więzieniu? Jak to można wycenić?

- No to jest niewyobrażalne w ogóle, przebywanie 18 lat bez przepustki, bez żadnej możliwości wyjścia na zewnątrz. Nie da się tego wycenić, nie ma żadnej metody wyceny, jest to pewne wyczucie po pierwsze. To wszystko zależy od tego jakich strat moralnych on doznał. Da się wycenić jedynie odszkodowanie. Ile stracił nie pracując, nie opłacając składek emerytalnych.

Bo to że będzie pan walczył jako mecenas o odszkodowanie dla Tomasza Komendy, to jest oczywiste, pewne, tak będzie. Pytanie tylko o jak dużą kwotę?

- Tak będzie. Ja już powiedziałem dzisiaj, że na pewno to nie będzie kwota mniejsza niż 10 milionów złotych, chociaż tego nie da się przeliczyć na pieniądze w żaden sposób. Do tej pory za krótszy okres czasu wypłacono prawie trzy miliony złotych.

Tomasz Kowalczyk niesłusznie skazany za morderstwo. On był 12 lat w więzieniu.

- Dokładnie tak.

- 18 lat no to jest jakaś abstrakcyjna pewnie dla wielu wartość, ale można powiedzieć tak żeby trafić do wyobraźni, że Tomasz Komenda trafił do celi, kiedy prezydentem w Polsce był Aleksander Kwaśniewski, premierem Jerzy Buzek, w telewizji zaczęto pokazywać serial "M jak miłość", który dzisiaj ma prawie 1400 odcinków, a mężczyźni nosili trzyczęściowe garnitury. Do tego nie było smartfonów. 18 lat w więzieniu.

- Stąd Tomasz Komenda dzisiaj powiedział, że na razie dla niego komórka jest nie do końca poznana, a portale internetowe także.

Mówił pan, że służba więzienna nie zachowywała się przyzwoicie wobec Tomasza Komendy. Co to znaczy?

- Jeżeli on opowiada mi o tym, że był bity przez współwięźniów na spacerniaku, a służba więzienna odwracała głowę i udawała, że tego nie widzi, to nie jest to zachowanie, które można by akceptować.

Słyszę też dzisiaj, że pan Tomasz nie mógł zrobić sobie okularów w zakładzie karnym. Tego to już kompletnie nie rozumiem.

- Tak, on nie miał dowodu osobistego, nikt mu nie wyrobił, nie pomógł w wyrobieniu. Wielokrotnie się zwracał z prośbą o okulary, bo okazało się, że ma wadę wzroku. Tego też mu nie umożliwiono.

Ale to się działo w Polsce, nie w Meksyku, w Ameryce Południowej, czy w jakimś kraju trzeciego świata. Tylko tu, w Polsce.

- To obrazuje właśnie, jak wygląda polski system penitencjarny. Niestety, nie wygląda najlepiej.

A ma pan poczucie, że pana praca dla Tomasza Komendy to jest po trosze swego rodzaju zadośćuczynieniem z pana strony, jako byłego ministra sprawiedliwości?

- Moja praca jest całkowicie społeczna, pro bono. Ja nie biorę ani złotówki za reprezentowanie i obronę pana Tomasza Komendy, ponieważ uważam, że coś mu się należy, od społeczeństwa także. A jeżeli mogę wnieść jakiś własny wkład, to to robię.

Pytam o to, bo czytam komentarze, w których internauci chociażby wskazują: No tak, pan był ministrem sprawiedliwości, pan też odpowiadał za to, co się działo w tamtym czasie w polskich więzieniach.

- No ja akurat poniosłem polityczną odpowiedzialność w momencie, gdy jeden z więźniów się powiesił. Nie przypominam sobie, żeby później atakowano kolejnych ministrów sprawiedliwości za to, że ktoś się powiesił w więzieniu, a więźniowie wieszali się i wtedy, i dzisiaj. Oczywiście każdy minister sprawiedliwości w jakimś sensie odpowiada za to, co się dzieje w polskim więziennictwie.

Mówi pan: "Skarb Państwa musi temu człowiekowi wyrównać krzywdę i pomóc w powrocie do w miarę normalnego życia". Czy poza pieniędzmi Skarb Państwa może coś jeszcze zrobić dla Tomasza Komendy?

- Udało się uzyskać na przykład dla niego rentę specjalną przyznaną przez premiera na okres jednego roku. To już mu pozwala jakoś tam funkcjonować. To nie jest bogata rodzina, raczej bym powiedział, że to jest biedna rodzina. A obrońcę miał z urzędu, a nie z wyboru w tym swoim postępowaniu.

A w ciągu tego roku uda się zakończyć sprawę o odszkodowanie, zadośćuczynienie, przed sądem? 

- Tego nie wiem, mam nadzieję. Mamy rok na złożenie wniosku, licząc od dzisiaj. Oczywiście złożymy ten wniosek wcześniej, ale chcę, żeby on (Komenda - red.) trochę doszedł do siebie, i musi mi opowiedzieć o tych wszystkich swoich przeżyciach z zakładów karnych. Nie można, nie ma innej metody naprawienia krzywdy człowiekowi jak to, żeby mu wypłacić pieniądze - no bo co można jeszcze dla niego zrobić? Sam musi podjąć pracę, musi podjąć próbę dokształcania się ewentualnie, no i założyć rodzinę. Nikt za niego tej rodziny nie założy. 

Myśli pan, że ktoś odpowie za tę historię?

- Mam nadzieję, zresztą dzisiaj także Tomasz Komenda... Widać drzemie w nim takie poczucie krzywdy, które ujawnia się od czasu do czasu. Tomasz Komenda dzisiaj właśnie powiedział, że on chce, żeby ci ludzie, którzy właśnie doprowadzili do tego, że on 18 lat spędził w więzieniu też usiedli na ławie oskarżonych i poczuli, jak to wygląda tego typu sytuacja. 

Mówił pan, że Tomasz Komenda korzystał z obrońcy z urzędu. Pytanie, jaką odpowiedzialność ponosi adwokat, który przed laty zajmował się sprawą. Czy formalnie można mu cokolwiek zarzucić?

- Tego nie wiem... Rodzina uważa, że nie wywiązał się należycie ze swoich obowiązków.

I czy rodzina w związku z tym może coś z ty zrobić, dzisiaj?

- Zawsze można jak się jest niezadowolonym z pracy adwokata. Dochodzi do naruszenia zasad etyki bądź zaniedbywania swoich obowiązków, można spowodować postępowanie dyscyplinarne przeciwko adwokatowi. Oczywiście, akurat tutaj nie mówię o tym czy będzie, czy nie będzie adwokat odpowiadał, bo może starał się robić to jak najlepiej, ale pewnie już jest przedawnienie.

Zastanawiam się, czy w tej sprawie jest pan tylko profesjonalistą, czy jednak był taki moment, kiedy pan tak po ludzku po prostu się wzruszył?

- No jest oczywiście, trudno się nie wzruszyć, jak się ma przed sobą człowieka, który całe swoje młode życie spędził w więzieniu i w jakiś sposób ta krzywda już pozostanie, tego się nie da do końca życia wymazać, oczywiście jest to wzruszające, na przykład to, że ta rodzina jest taka ciepła w stosunku do niego i nigdy go nie opuściła.

Ćwiąkalski: Komenda był przymuszany do złożenia zeznań - twierdzi, że biciem

"Dlaczego na jednym z przesłuchań Tomasz Komenda przyznał, że był w miejscowości zbrodni?" - pytał swojego gościa w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marcin Zaborski. "W ogóle nie było to technicznie możliwe - wszystko wskazuje na to, że go przymuszono do złożenia takich zeznań. Komenda twierdzi, że biciem" - odpowiedział Zbigniew Ćwiąkalski. Obrońca i reprezentant niesłusznie skazanego przed 18 laty mężczyzny stwierdził, że w postępowaniu "sądy przeszły lekkim krokiem nad całą gamą wątpliwości, które się tam pojawiały".

Były prokurator generalny był też pytany o okoliczności zatrzymania dziś rano byłego Komendanta Głównego Policji Zbigniewa M. "Często mamy do czynienia z siłowym wejściem do kogoś, kto równie dobrze mógł zostać wezwany. Nie jestem zwolennikiem tego typu ‘show’" - mówił adwokat.

Odniósł się też do słów obecnego szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który tłumaczył stanowcze kroki "obawą matactwa". "Nie znam sprawy, gdzie prokuratura wnioskując o tymczasowe aresztowanie, nie argumentowałaby, że ta przesłanka zachodzi. (...) To jest standard, jeśli chodzi o wnioski o tymczasowe aresztowanie" - dodał Ćwiąkalski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje