Cymański w RMF: Ludzie mówią "zróbcie porządek z resortem Macierewicza"

"Nie wiem, czy będzie rekonstrukcja rządu" - stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM poseł Tadeusz Cymański. "Osobiście uważam, że to są takie chwyty bardziej PR-owskie. Rzeczywiście są ministrowie, którzy bardziej budzą sensację, są atakowani. Byłbym głupi, gdybym teraz tutaj nazwiskami na lewo, na prawo rzucał" - dodał. Ocenił, że dobrym szefem MSZ byłby Konrad Szymański: "Znakomitość. Zamiast mówić źle o jakichś ministrach, wolę mówić dobrze o wiceministrach - a Konrad jest znakomity, perełka".

Robert Mazurek: Dzisiaj dzień grzeczności za kierownicą. Przeklnie pan czasem? Niech pan się przyzna. Nie każę cytować.

Reklama

Tadeusz Cymański: Tak, zdarza się. Ale raczej nie jestem wulgarny, staram się dbać o język.

To pan przeklina niewulgarnie? "O motyla noga"?

- Wydaje mi się, że są takie momenty, kiedy przekleństwo aż się ciśnie i rozumiem ludzi, którzy z wściekłością nieraz nie pohamują języka. To wada, to grzech, wulgarność, ale nie jestem święty, jestem bardziej świętoszkiem jeżeli już. Jestem normalnym człowiekiem. Nie jestem purystą językowym, salonowcem.

Czyli czasami niestety za kółkiem Tadeusz Cymański grzeszy.

- Pracowałem kiedyś w Wagonach. Jak się w pewnych środowiskach nie powiedziało jakiegoś słowa, to człowiek był jakiś sztuczny, był paniczykiem, był dziwny.

Grzeczność za kierownicą to nie tylko przeklinanie czy nie przeklinanie. Puszcza pan ładnie na pasach staruszki, czy wręcz przeciwnie: "A stój babo!"?

- Staram się, czasami się zamyślę i też mam tutaj grzeszki. Natomiast nigdy nie pokazuję palca, nie patrzę z wściekłością na tych, którzy mi coś zrobili na drodze. Tutaj ok, pełen szacunek i fair play. Staram się po prostu być jak gość.

Świętoszkowaty Tadeusz Cymański, jak sam o sobie mówi.

- Tego nie podchwytujmy.

Porozmawiajmy o polityce. Co pan robił w ostatnią niedzielę? To jest pytanie polityczne.

- Byłem w domu, z rodziną. Rzadko jestem. Z mamą byłem, ma 93 lata, cieszę się z każdego dnia z nią.

Nigdy niczego nie kupił pan w niedzielę?

- Zdarza się, ale nie robię zakupów w rozumieniu, że idę z siatą po zakupy. Jeżeli już - to czegoś zabraknie, są goście. Ostatnio cytryny chyba kupowałem. Okazja czyni złodzieja. Niestety, zmienia się poglądy. Ja, który powinienem dać przykład, zabiegam, walczę - bardzo dobre pytanie, sprytne, strzał w dziesiątkę.

O tym mówię - bo pan jest znanym zwolennikiem zakazu handlu w niedzielę.

- Ale nie jestem ortodoksyjny, nawiedzony. Kiedyś w 2006 roku "Fakt" przyjechał przed mój dom, czaili się, czekali, żeby mnie przyłapać, zobaczyć tego hipokrytę. Ale powiedziałem: "Przyjacielu, daj sobie spokój, nie chodzę po zakupy w niedzielę". Natomiast nie jestem święty i zdarza się. Na osiedlu w Malborku, w którym mieszkam, gdyby teraz tak powiedział, to ludzie by się wyrzekli, gdybym kłamał.

To zostawmy na chwilę pańską osobistą aktywność niedzielną. Pan jest zwolennikiem zakazu handlu w niedzielę.

- Zdecydowanym zwolennikiem.

Na czym polega ten zdecydowany zakaz? Tzn. jak, pana zdaniem, powinno to zostać rozwiązane?

- Tak jak w wielu krajach. Moje zdecydowanie polega na tym, że czuję się odpowiedzialny, nawet winny za to, że pomimo 20 lat... bo pamiętajmy o korzeniach: kiedyś robotnicy walczyli o wolne soboty, niedziele, mieliśmy papieża, mieliśmy Solidarność, mieliśmy AWS, mieliśmy PiS, SLD, lewicę, wszystko mieliśmy, proszę pana - i trzysta tysięcy kobiet w niedzielę twardo pracuje i to jest wielki wstyd. Ja pomijam inne argumenty - wiem, że słuchają nas ludzie, którzy mają różne zdania, wiem, że opinia jest podzielona.

Chciałbym panu powiedzieć, że opinia jest na tyle podzielona, że 55 procent Polaków - jeśli wierzyć sondażom - chce utrzymania obecnego status quo, tego, że handel jest legalny, a tylko 29 procent chce zakazania handlu w niedzielę.

- To jest jeden z sondaży - i to jest przykre. Dlatego zdaję sobie sprawę, w jakim dylemacie jest rząd, który musi dać rekomendacje, posłowie - bo to są kalkulacje, czy nam się opłaca... ja mówię o zasadach.

Zostawmy teraz kalkulacje. Rozumiem, że zakaz dotyczyłby głównie supermarketów, centrów handlowych...

- Przede wszystkim, tak.

No to, panie pośle, dlaczego chcemy zadbać o życie rodzinne pracownic supermarketów i one będą miały wolne w niedzielę, a np. bileterki w kinie już nie?

- Sprytne - ale bardzo bałamutne. Bardzo inteligentne argumenty używane przez przeciwników tej nowelizacji...

A teraz proszę o odpowiedź...

- Ja panu powiem: to jest trochę myślenie - przepraszam, że muszę tutaj zaatakować gospodarza tego miejsca: "nie mogąc pomóc wszystkim, nie pomagajmy nikomu". To jest paranoją. Zabrońmy aktorom, kina zamknijmy, niech wolny dzień wezmą jeszcze księża w kościołach...

A nie widzi pan niekonsekwencji?

- W ten sposób można powiedzieć: "wszyscy weźmy wolne".

Ale drogi panie pośle - jeżeli na przykład kelnerka w centrum handlowym, w kawiarni nie będzie pracowała, to ja to rozumiem, ma wolne. Ale jeśli ta sama kelnerka w małej knajpce u siebie, obok centrum handlowego - będzie pracowała.

- Panie redaktorze, nie ma idealnego świata i nie będzie. Pańskim rozumowaniem idąc, to nie ruszajmy tego. Weźmy wolne dla wszystkich...

Wie pan, że rok temu Węgry, po 13 miesiącach obowiązywania, zniosły zakaz handlu w niedziele?

- Ale niech pan powie całą prawda.

To jest cała prawda - 13 miesięcy...

- Cała prawda jest taka, że trzeba powiedzieć o szczegółach bardzo ważnych i istotnych. Otóż wycofał się rzeczywiście Orban z tego, ale mając na talerzu sprawę uchodźców, referendum - a więc czynniki polityczne spowodowały...

Nie, tak naprawdę on użył tego, o czym pan mówi, jako pretekstu. Chodziło o to, że ludzie naprawdę chcieli handlu w niedziele.

- Wie pan, vox populi, vox Dei. Natomiast ja mówię o prawach pracowniczych, jeszcze raz powiem. I trzeba mieć też odwagę - nawet przy takim sondażu - zabrać takie zdanie. I trzymam kciuki za te osoby, bo my nikomu nie ustawimy życia. Tu nie ma też czynników religijnych, co było kiedyś pamiętam - w AWS. Mówimy o prawach pracowniczych. Poza tym, warto powiedzieć - bardzo wiele nowoczesnych, rozwiniętych krajów ma to rozwiązanie...

A inne nie mają. Panie pośle, zostawmy ten temat...

- Rosja nie ma może, Białoruś...

Także niektóre kraje Unii Europejskiej.

... ale w Europie - powiedzmy sobie - większość krajów ma.

To nieprawda. Później porozmawiamy o szczegółach, natomiast chcę pana na razie jeszcze zapytać o coś innego. Skoro będzie rekonstrukcja rządu...

... skąd pan wie?

Pytanie do pana - będzie czy nie będzie?

- Ja nie wiem, a pan wie?

Pani premier wczoraj powiedziała, że rekonstrukcję się robi, a nie o niej opowiada. Coraz częściej postulat rekonstrukcji się pojawia.

- Już ona wie, Beata Szydło, co tam jest. Już ona swoich pewnie tam w notesie ma... Ona jest szefową. Wie pan, ja jestem w Sejmie...

Czy pana zdaniem rekonstrukcja jest potrzebna, czy nie?

- Ja uważam, że to są chwyty bardziej PR-owskie. Natomiast ważny jest odbiór zewnętrzny Sejmu i rzeczywiście są ministrowie, którzy budzą sensację, są atakowani. Wiemy, o kim mówimy.

Nie wiemy.

- Niech pan nie udaje. Drodzy słuchacze RMF FM, wiecie, o jakich nazwiskach mówimy, więc niech pan mnie nie wyciąga na głęboką wodę, niech pan uszanuje to, że byłbym głupi, gdybym teraz tutaj nazwiskami na lewo, na prawo rzucał. Są kontrowersje wokół niektórych ministerstw...

Są kontrowersje na przykład wokół ministra spraw zagranicznych.

- Ciągnie mnie pan teraz pod górkę.

A kto byłby dobrym ministrem spraw zagranicznych?

- Wczorajszy pański gość, na przykład. Ale ja krytykuję obecnego ministra...

Moim wczorajszym gościem był...

- Konrad Szymański, znakomitość. Zamiast mówić źle o jakichś ministrach, wolę mówić dobrze o wiceministrach, a Konrad jest znakomity, perełka.

A uważa pan, że ekstrawagancja, jak to określił Jarosław Kaczyński, Antoniego Macierewicza, służy temu rządowi?

- Pod słowami prezesa się podpisać to "przyjemnocha".

To odczuwa pan "przyjemnochę" teraz, jak rozumiem.

- W odwrotnych sytuacjach jest trudniej. Ok, powiedział Kaczyński, szef całej potężnej formacji, więc ja się pod tym akurat podpisuję.

Czyli uważa pan, że jest ekstrawagancja.

- Ciekawie się zaczyna robić, gdy dziennikarz pyta, co to są za ekstrawagancje.

Chciałem pana spytać, czy ta ekstrawagancja służy temu rządowi, czy nie?

- Myślę, że w odbiorze - jak ja rozmawiam z ludźmi - na pewno ten szum medialny również i wiele takich niedopowiedzeń, zmienności, niekonsekwencji, na pewno wywołuje dla nas niekorzystny efekt, bo jak się rozmawia z ludźmi, to mówią - zróbcie porządek z tym resortem i to jest prawda. Tutaj nie będę udawał, nie będę głupka strugał wobec słuchaczy.

Ludzie chcą dymisji Macierewicza?

- Nie, nie. Chcą, żeby się zmieniło, żeby było bardziej jasno i czytelnie. Też biorę pod uwagę pewną propagandę, bo wiele działań, które są przestawiane negatywnie w mediach, niekoniecznie takimi musi być - np. zmiany struktury w polskiej armii. Za dużo generałów, za mało żołnierzy - trzeba to zmienić.

***

Cymański: Tylko święci i zboczeńcy nie lubią pieniędzy. My też mamy z tym problem

"Tego się najbardziej boję, bo przeżyłem AWS, przeżyłem SLD, przeżyłem Platformę. Skromność i pokora prowadzi - pycha z nieba spycha. A pieniądze wszystkich ludzi ciągną. My nie jesteśmy anioły ani świętoszki. Pycha, szmal, kapucha, sianko - to jest cała zaraza tego świata. I my też mamy z tym problem" - mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Tadeusz Cymański. "Święci i zboczeńcy nie lubią pieniędzy. Patrzmy na świat, jakim jest" - dodawał.

Posła Solidarnej Polski Robert Mazurek pytał również o zbliżające się głosowanie nad wotum nieufności dla rządu. "Co dzień, co trzy dni kolejne wotum nieufności. Po co marnować czas? Lepiej turbo, mega - za jednym zamachem cały rząd! I to jest racjonalizacja" - ironizował parlamentarzysta.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje