Drzewiecki: Rekonstrukcja rządu pewnie będzie

Rekonstrukcja rządu jest prawdopodobna. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna wypalili fajkę pokoju. Ten ostatni był trzy dni w szpitalu po zatruciu w restauracji - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM Mirosław Drzewiecki.

Konrad Piasecki: Zostańcie w domu, nie ryzykujcie. Z Euro w Polsce i na Ukrainie możecie wrócić w trumnie. Tak mówi BBC. Ruszać z oficjalnymi protestami?

Reklama

Mirosław Drzewiecki: - Nie, ja bym tego nie robił. Uważam, że to jest materiał leniwego dziennikarza, który zebrał jakieś materiały, np. z polskich i ukraińskich mediów.

Ale pokazuje rasizm, antysemityzm, agresję. Jest w tym odrobinę prawdy o polskich stadionach.

- Jest kawałek prawdy. My wiemy, że ta liga inaczej wygląda, inaczej wygląda mecz reprezentacji, że prawdziwi kibice są w porządku. Natomiast jest grupa ludzi, którzy każde święto chcą popsuć. Mam nadzieję, że podczas Euro to im się nie uda.

Ponad 40 osób wylądowało wczoraj w aresztach Centralnego Biura Śledczego, ze Staruchem na czele.

- Nieuczciwie postawiona sprawa, bo moglibyśmy powiedzieć, że jak się do Anglii pojechało na mecz, to można było w trumnie wrócić. Teraz w Anglii jest zupełnie inaczej, wychowali swoich kibiców. Uważam, że my jesteśmy na tym etapie, że kończymy wychowywać swoich kibiców.

Ale uważa pan, że MSZ nie powinien oficjalnie protestować?

- Nie, uważam, że to spowoduje, żeby koniecznie nam udowodnić, że jeszcze były inne incydenty, np. z rzucaniem bananów. To były fakty, wiemy, że tak było.

Więc ciszej nad tą trumną.

- Tak.

Pan wbija się już w poczucie euroentuzjazmu i eurooptymizmu?

- Wie pan, od zawsze jestem euroentuzjastą, ale powód jest jeden: Jeżeli Polacy wykonali gigantyczny wysiłek, żeby zorganizować Euro, to sprzedajmy jak najlepiej to, co udało nam się zrobić. Wygrajmy dla Polski, żeby ludzie zobaczyli, że to jest kraj przyjaznych ludzi, gdzie cywilizacja już dawno zagościła.

"Feel like at home". Co prawa nie do końca gramatyczne, ale...

- Zdania na ten temat są podzielone. Dla obcokrajowców ta nasza wersja jest bardziej zrozumiała niż idiom angielski.

Wedle pańskiej intuicji, co się najbardziej może nie udać podczas tego Euro?

- Ja się zawsze boję o sprawy bezpieczeństwa. To jest kwestia tego, że to jest rzeczywiście masa ludzi, która przyjeżdża na takie wydarzenia sportowe i w tej atmosferze zabawy, to jest pół biedy, ale gdzieś tam jest klęska i kibice mają chęć czasami odreagować. Boję się, żeby gdzieś tam nie było tak, że zabraknie paru porządkowych czy policjantów, którzy nie zgaszą tego w zarodku.

A najbardziej newralgiczny styk to styk polsko-rosyjski i starcia pod Bristolem? Wierzy pan w nie?

- Nie. W to nie wierzę i uważam, że to było niepotrzebne, przesadzone.

To po co minister Musze to było?

- Uważam, że z takiej troski, żeby dmuchać na zimne. Ale w tym wypadku nie wolno dmuchać, dlatego że Rosjanie są znani na całym świecie. Jak dzwonili i rezerwowali hotele, pytali: "Który tam w Warszawie jest najlepszy i najdroższy hotel?" Jak uzyskali informację, że Bristol z informacją, że to niestety źle położony hotel, bo w samym centrum, czyli trzeba codziennie jeździć na trening itd. "Ale najlepszy? Jak najlepszy, to bierzemy i cześć."

Mała wpadka to była minister Muchy czy coś więcej?

- Ja to nawet traktuje w takiej kategorii, że chciała za bardzo wyniańczyć tę sprawę. Po to jesteśmy gospodarzami, po to mamy przygotowane służby bezpieczeństwa, policję i tę obsługę, żeby zapewnić Rosjanom tam absolutny spokój i bezpieczeństwo, i to zrobimy.

Czuje pan przez skórę, że losy minister Muchy po Euro będą ponure?

- Nie, tak nie chcemy mówić.

Prasa pełna jest takich wizji rekonstrukcji rządu i minister Mucha...

- Zawsze mówię i życzę dobrze ludziom, natomiast niewątpliwie, jakby pan mnie spytał, czy uważam, że gdzieś tam po Euro, w okolicy jesieni będzie rekonstrukcja rządu, to pewnie tak. Ale to jest kwestia tego, że jak ja bym zarządzał takim projektem czy każdym innym, to po jakimś tam okresie oceniam, z kogo mam pożytek, a z kogo nie mam pożytku i w związku z tym dokonuję, i podejmuję decyzję, które polegają m.in. na zmianach.

Czyli będzie rekonstrukcja rządu? Pańskim zdaniem?

- Na moje czucie w pewnym momencie powinna być.

I kto odpadnie z tej drużyny Tuska?

- To jest zawsze decyzja tego, który zarządza. Tutaj nie ma wątpliwości, że to jest Donald Tusk i on będzie podejmował decyzje i on będzie wskazywał. Mało tego, czasami nam się wydaje, że dany minister jest gorszy a ten lepszy. Ale współpraca z punktu widzenia premiera Tuska może być taka, że ci, którzy są gorzej oceniani, dobrze się z nimi pracuje.

To inaczej zapytam. A kto wejdzie? I czy wejdzie Grzegorz Schetyna, jak wczoraj wieszczyły to tygodniki?

- Tego nie wiem, to też czytałem, natomiast wiem jedno: bardzo dobrze, że i premier, i Grzegorz Schetyna pochylają się nad problemem spadku w sondażach i tej ceny...

...ale zaczęli się pochylać razem? Rzeczywiście jest jakieś zakopanie topora wojennego?

- Zdecydowanie tak i uważam, że to jest właściwy moment. Mamy właściwie pół roku po utworzeniu nowego rządu, wiele sytuacji, które wprawiały wszystkich w nerwowość, ta wielka reforma emerytalna nie może się nikomu podobać. Mnie też się nie podoba, ale wiem, że jest nieunikniona.

Ale jest tak, że panowie wypalili fajkę pokoju, powiedzieli: odkreślamy przeszłość grubą kreską?

- Zdecydowanie tak. Bardzo się cieszę, że wczoraj znowu razem grali w Rzymie i mało tego 7:2 wygrali z Włochami.

Słyszeliśmy, że Grzegorz Schetyna w złej formie, w szpitalu a tu nagle wybiega na boisko. Czego się nie robi dla premiera.

- To znaczy, czego się nie robi dla premiera, czego się nie robi dla Polski, żeby właściwie, jeżeli jest kłopot, wspomagać ten zespół.

Ale czy to fatalny lunch wspólny z panem, uwieczniony przez media, tak mu zaszkodził?

- Tak, to prawda. Nie chcę mówić jaka to restauracja itp., ale to pech. Wszyscy powinni pamiętać, że mamy wysokie temperatury, w związku z tym w restauracjach trzeba bardzo uważać, co się zamawia.

Macie podejrzenia, co to było?

- Raczej wiemy, co to było, bo wszyscy uczestnicy mieli komplikacje. Grzegorz Schetyna największe - wylądował w szpitalu, 3 dni był pod kroplówką.

Może wysłać sanepid do tej restauracji?

- Już był.

Zawiadomiliście sanepid?

- Nie my, tylko lekarze dochodząc do tego, co mogło być przyczyną zatrucia. Sami to wyjaśnili.

Wierzy pan, że Euro będzie trampoliną sondażową dla Platformy?

- Nie stawiał bym tak tego. Bardzo się cieszę, że wszystko w ostatnich 4 latach, a nawet ponad miało jedną cezurę: Euro 2012, 8 czerwiec. To był deadline dla wielu rzeczy, które obiecywaliśmy, chcieliśmy zrobić. Zdecydowana większość się udała, pewne rzeczy będą później. Natomiast w tym momencie jesteśmy wściekli, że nie ma przejezdności autostrady. Ale za 2-3 miesiące tymi autostradami będziemy jeździli, nie będziemy o tym pamiętali.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje