Giertych ujawnia szczegóły programu "Zero tolerancji"

Od drobnych kar po ośrodek wsparcia wychowawczego. Minister edukacji Roman Giertych ujawnia w Kontrwywiadzie RMF FM szczegóły programu "Zero tolerancji".

Posłuchaj Kontrwywiadu:

Reklama

Kamil Durczok: Dlaczego program "Zero tolerancji" chce pan przedstawić akurat w gimnazjum w Gdańsku?

Roman Giertych: Program rządowy można przedstawić wszędzie, natomiast wydaje mi się, że sprawa tego wypadku w Gdańsku - mimo że codziennie jesteśmy świadkami kolejnych zdarzeń i przed tym wydarzeniem też były inne wypadki - to miejsce ma cechę symbolu.

Ale to jest to miejsce, do którego uczęszczała Ania, która potem popełniła samobójstwo. Wiceprezydent Gdańska apeluje, by pan tego nie robił, że bardzo trudna sytuacja w tej szkole powoli wraca do normy, a pan tam wprowadza media i politykę.

Pani wiceprezydent już raz wsławiła się tym, że apelowała do dziennikarzy, by nie nagłaśniali całego wypadku. To samo robi w liście do mnie, gdy pisze - właściwie oskarża, bo tak to należy rozumieć - że winą dziennikarzy jest to, że gdy wypadek został nagłośniony, zaskutkowało to kolejnymi samobójstwami. Tak odebrałem treść tego listu. Chcę pojechać do tej szkoły nie tylko po to, by przedstawić program "Zero tolerancji", ale także by spotkać się z kadrą nauczycielską, porozmawiać z komisją dyscyplinarną, która tam pracuje i robię to w ramach nadzoru pedagogicznego, wykonując go osobiście.

Ale przede wszystkim jedzie pan tam, by przedstawić tam program, który mógłby pan przedstawić w ministerstwie. A jednak robi pan to w szkole. Nie robi pan tego po to, by efekt był silniejszy?

Na pewno tak. Miejsce symboliczne spowoduje - mam nadzieję - że to wstrząśnięcie sumień, które nastąpiło w ciągu ostatnich dni przełoży się na konkretną pozytywną przemianę polskiej szkoły. To jest moje zadanie. Ten symbol, gimnazjum w Gdańsku, stał się ważny nie tylko dla Gdańska, nie tylko Pomorza, ale dla całej Polski.

Ale zastanawiał się pan, czy silna obecność mediów w tej szkole nie szkodzi młodzieży? Czy należy rozmawiać z dziećmi, które do tej szkoły chodzą? I teraz sam pan ściąga do tej szkoły wszystkie media, bo media jutro będą relacjonowały pańską prezentację programu.

Nie przesadzajmy. Moja obecność będzie tam trwała pół godziny, może 45 minut. Nie zastanawiałem się na kwestią obecności mediów. Uważałem, że szkoła powinna być otwarta, dlatego że nie ma powodu, by po tym co się tam stało, za co odpowiada szkoła, na pewno odpowiadają sprawcy, odpowiada brak solidarności w klasie - też trzeba to powiedzieć wprost - i nie ma powodu, by zakrywać to wszystko koszem albo zamiatać pod dywan. To jest w moim przekonaniu postawa niewłaściwa. Nie ma też powodu, by odpowiedzialnością obarczać media za to, co piszą o zdarzeniu, które zbulwersowało całą Polskę. I nie ma również powodu, by właśnie z tego miejsca nie padły słowa o programie "Zero tolerancji".

Właśnie o tym programie porozmawiajmy. Bo tam są między innymi - przynajmniej z tego co zdradza dzisiaj "Dziennik", ale również z tego co pan mówił - kary za agresywne i wulgarne zachowanie. To jest jeden z pomysłów tego programu. Czy tych kar wcześniej nie było, czy nie było woli ich egzekwowania?

Nie było kar. W obecnym systemie karnym nie ma żadnych kar za łamanie obowiązków ucznia.

Jak to? Nie można ucznia w skrajny wypadku ze szkoły po prostu wyrzucić? Nie można rozwiązać klasy? Przecież to są wszystko kary, które są w tej chwili obowiązujące w tych przepisach.

Można ucznia przenieść do innej szkoły, to prawda, ale to tylko powoduje, że w tej innej szkole pojawia się problem tego ucznia. Nic tak naprawdę się nie zmienia. To jest najwyższa dzisiaj możliwość działania dyrektora. Czy to jest kara to jest kwestia odrębna. Natomiast w sensie karnym - tak jak są kary i nagrody - takich kar po prostu w systemie edukacji obecnie nie ma.

I nauczyciele jak je dostaną do ręki, to będą je stosowali?

Tam będzie cała gradacja różnego rodzaju działań, które będzie mógł podejmować dyrektor przede wszystkim i oczywiście nauczyciele. Ta gradacja będzie od drobnych rzeczy po ośrodki wsparcia wychowawczego, czyli relegowanie do specjalnej szkoły. Tą gradację chcemy zrobić, to jest najważniejsza rzecz.

A jest pan pewien, że będzie można egzekwować zapis np. o przymusowych pracach społecznych?

Obecnie kodeks przekroczeń przewiduje, że za pewne wykroczenia można kogoś skazać.

Ale taką karę orzeka sąd, jeśli to jest kodeks wykroczeń. A tutaj to będzie kara regulaminowa i będzie ją pewnie orzekał dyrektor szkoły jak rozumiem?

Nich pan się nie martwi. Na pewno to robimy tak, żeby to było zgodne z konstytucją.

Ale jak panie premierze? Jest zakaz przymusowej pracy, czy zmuszania do pracy.

Tak samo jak robiliśmy ośrodki wparcia wychowawczego, czyli decyduje komisja orzekająca, albo dyrektor. Natomiast jeśli jakaś osoba się z tym nie zgadza to odwołuje się do sądu i decyduje ostatecznie sąd. Każda tego typu przymusowa rzecz, wkraczająca tak daleko w wolność osobistą musi mieć kontrolę sądową. Ja tego nie neguję. Natomiast też nie sądzę, aby osoba która np. otrzyma polecenie od dyrektora z powodu tego, że pomalowała ścianę farbą i że ma ją zmyć, żeby się dowoływała do sądu. To byłoby wysoce nieprawdopodobne, gdyby takie wypadki się zdarzały. Ale kontrola będzie.

Jeszcze na koniec chcę tylko pana zapytać. Na wprowadzenie tych ośrodków wsparcia wychowawczego trzeba roku? Pierwszy ma ruszyć we wrześniu 2007.

Trzeba roku.

Ale to trzeba budować od podstaw, czy to będą takie remonty, że będą przypominały zakłady karne?

Nie będą przypominały zakładów karnych, natomiast trwa już rok szkolny. Trudno żebyśmy uruchamiali procedurę w trakcie trwania roku szkolnego. To ze względów organizacyjnych jest niemożliwe. Od 1 września będzie pierwszy taki ośrodek; w przyszłym roku będzie 16 i zrobimy panie redaktorze - czy pani Środzie się podoba czy nie - zrobimy w szkole porządek.

Dziękuję za rozmowę.

Dowiedz się więcej na temat: edukacja | Roman Giertych | Roman | kara | ośrodek | media | szkoły | Giertych

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy