Guział: Referendum w stolicy. Limit podpisów został przekroczony

- Limit podpisów potrzebnych do przeprowadzenia referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz został przekroczony - mówi w Przesłuchaniu w RMF FM Piotr Guział, burmistrz Ursynowa i lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej. Tłumaczy, że "kilka procent podpisów ma prawdopodobnie błędy, więc zbierający na bieżąco weryfikują ich listę i dla pewności zbierają dalej". Zdradza też, że "jest możliwość pojawienia się wspólnego kandydata opozycji w wyborach w Warszawie". - Zjednoczyć się mogą SLD i PiS. Przyglądam się temu życzliwie - dodaje.

Mariusz Piekarski: Ile ma pan podpisów pod wnioskiem o referendum? Potrzeba, przypomnę, ponad 133,5 tysiąca.

Reklama

Piotr Guział: - W tej chwili posiadamy sto kilkanaście tysięcy jako Warszawska Wspólnota Samorządowa plus ileś tysięcy podpisów jest w rękach mieszkańców, stowarzyszeń, spółdzielni.

Można założyć, że już jest przekroczony ten limit?

- Na pewno ten limit jest już przekroczony, ale nie wiadomo o ile. Ale jedno zastrzeżenie: to są podpisy niezweryfikowane, a życie pokazuje, że ludzie podpisując w biegu czasem popełniają błędy.

Czasem podpisują osoby spoza Warszawy, które nie mogą brać udziału w referendum.

- A nam kibicują. Zatem trzeba zebrać istotnie więcej podpisów - chcemy co najmniej 200 tysięcy.

A kiedy będzie pan w stanie powiedzieć, ile z tych już złożonych to są podpisy z błędami?

- My staramy się weryfikować te podpisy na bieżąco. Tam, gdzie widzimy, że brakuje jakiegoś istotnego elementu, np. brakuje cyferki w PESEL-u, sami wykreślamy.

Dużo jest takich podpisów?

- Niedużo, to kilka procent - takich z rażącymi błędami. Natomiast nie jesteśmy w stanie zweryfikować numerów PESEL-u - jeżeli wszystkie pola są wypełnione, nie wiemy, czy to jest dobry PESEL, czy nie.

Ale już prawie jest pan w stanie powiedzieć: Mamy tę liczbę podpisów wymaganą do referendum.

- Myślę, że jesteśmy w okolicach tej liczby.

A kiedy powinno odbyć się samo referendum? Bo wydaje się, że data przeprowadzenia referendum jest kluczowa.

- Data jest bardzo kluczowa. Ten tajnik kampanii referendalnej wygląda w taki oto sposób, że 22 lipca składamy podpisy - chcemy wykorzystać ten czas 60 dni na maksa, wówczas komisarz wyborczy ma 30 dni na policzenie. To jest kluczowy moment - jeżeli komisarz wyborczy wyrobi się ze swoją pracą w kilka dni, to tak naprawdę mógłby zarządzić referendum nawet na sierpień.

I to będzie dobrze dla referendum?

- To będzie oczywiście faul na demokracji. To będzie bardzo źle dla referendum, dla całej idei obywatelskości, bo - jak wiadomo - w wakacje ten entuzjazm obywatelski jest mniejszy, mieszkańcy są często na wakacjach.

Myśli pan, że taki jest plan, aby to referendum odbyło się w sierpniu, jeszcze w czasie wakacji, a wtedy - jak wiadomo - frekwencja będzie niziutka?

- Politycy Platformy powołali sztaby doradcze, więc myślę, że taki scenariusz też chodzi im po głowie. Ale tutaj mam ogromną wiarę w komisarza wyborczego, który przecież jest niezależnym sędzią i nie sądzę, żeby chciał robić referendum w sierpniu - tym bardziej, że Warszawa jest ogromnym miastem, więc nawet jeżeli te podpisy zostaną dobrze policzone i ten termin będzie można wskazać w sierpniu, to on będzie technicznie niemożliwy. Trzeba powołać przecież kilkaset komisji wyborczych, dostarczyć urny, wydrukować karty.

Referendum w sierpniu, pana zdaniem, to byłby gwałt na demokracji w tej sprawie.

- Faul oraz gwałt.

Po co wydawać kilka milionów na referendum, skoro nawet jeśli uda się odwołać prezydent Gronkiewicz-Waltz, to jest ryzyko, że zastąpi ją komisarz - politycznie wyznaczony przez premiera Tuska.

- Referendum będzie kosztować około 3 milionów złotych. Demokracja kosztuje, gdyby nie kosztowała to byśmy mieli tutaj monarchię. W tym momencie rzeczywiście można byłoby pójść tym tropem, że tron Warszawy jest dziedziczny. Natomiast mamy demokrację, i ona kosztuje. Kosztuje taniej niż na przykład dopłata do koncertu Madonny, która wyniosła 5 milionów złotych. Państwo poniosło oczywiste straty, co wykazała Najwyższa Izba Kontroli. Tu mamy do czynienia z 3 milionami złotych. To jest mniej więcej koszt Sylwestra w Warszawie, ale to trwa kilka godzin...

Czy jest ryzyko, że jeśli będzie komisarz wyznaczony przez premiera, to nie będzie nowych wyborów? Oczywiście zakładając, że uda się odwołać prezydent Gronkiewicz-Waltz.

- W tym miejscu chciałem zdementować tzw. kłamstwo warszawskie, zwane kłamstwem referendalnym, rozpowszechnione przez Platformę Obywatelską - po to by obniżyć entuzjazm i zmniejszyć frekwencję - a także niestety przez Ursynowianina, którego bardzo szanuję - premiera Leszka Millera. Nie wiem dlaczego. Dziwię się, bowiem komisarz wchodzi w każdym wariancie, jeżeli prezydent traci funkcję, natomiast pytanie - na jak długo wchodzi. Jeżeli do wyborów jest dłuższy czas niż 12 miesięcy, komisarz wchodzi tylko po to, żeby przeprowadzić powtórne, przyspieszone wybory, i ma na to 90 dni. Zatem jeżeli skutecznie uda się odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz - w co wierzę, powtórne wybory prezydenta Warszawy czekają nas na przełomie grudnia i stycznia.

A jeśli będą już wcześniejsze wybory? To będzie pan ubiegał się o fotel prezydenta Warszawy?

- Ja mam nadzieję dokończyć swoją misję na Ursynowie do końca kadencji.

Nie, nie, panie Piotrze - ale jak się mówi "A" i się próbuje odwołać prezydenta Warszawy, to trzeba powiedzieć "B". Co proponuje się mieszkańcom Warszawy w zamian?

- Rzeczywiście tak jest, niepoważne byłoby odwołać prezydenta bez propozycji, ale dziś to jest dzielenie skóry na niedźwiedziu. Wydaje się, że takim właściwym momentem, żeby przedstawić pomysł na Warszawę, przedstawić personalia, to jest moment zebrania podpisów i stwierdzenia przez komisarza wyborczego, że zostały prawidłowo zebrane. Bo dzisiaj, to jest takie opowiadanie... Nie wiadomo, czy warszawiacy chcą odwołania czy nie.

Czy jest jakaś szansa na wspólnego kandydata przeciwko kandydatowi PO, gdyby były nowe wybory? Wydaje się, że nikt inny w Warszawie nie jest w stanie wygrać z Hanną Gronkiewicz-Waltz.

- Moim zdaniem, limit wpadek Platformy Obywatelskiej i w Polsce, i w Warszawie się wyczerpał. To "słońce Peru" przestaje świecić, dogasa i jest taka ogromna potrzeba - i w warszawskim społeczeństwie, i w ogólnopolskim - zmiany. Myślę, że są pokusy wśród partii politycznych, żeby jednak zrezygnować ze swoich kandydatów na prezydenta Warszawy, poszukać wspólnego kandydata po to, żeby zwiększyć swoje szanse w wyborach parlamentarnych. Ja się temu przyglądam życzliwie, bo uważam, że prezydent z jednej formacji politycznej jest szkodliwy dla miasta. Powinien to być ktoś, kto łączy, a nie dzieli, ktoś formatu profesora Majchrowskiego czy prezydenta Dutkiewicza.

Czy uważa pan, że Palikot z Kaczyńskim są w stanie dogadać się w sprawie wspólnego kandydata na prezydenta Warszawy tylko po to, żeby pokazać Donaldowi Tuskowi: Już nie rządzisz w Warszawie, zaczyna się zły czas, zaczyna się czas porażek w Polsce?

- Nie wiem, czy Palikot z Kaczyńskim, ale przecież Leszek Miller z Jarosławem Kaczyńskim się świetnie dogadywali, jeżeli chodzi o media publiczne, więc takie koalicje powstawały w Polsce i to w ostatnim czasie, w ostatnich latach.

Wszystko po to, żeby dopiec Tuskowi i pokazać, że Platforma przegrywa?

- Wszystko po to, żeby zrobić pozytywną zmianę, żeby dać nową energię. Każda zmiana wyzwala nadzieję, że można coś zrobić lepiej. Polacy są po prostu zmęczeni. Dość tego PR-u, czas na robotę!

A idzie pan dziś na paradę równości?

- Jak najbardziej. Od wielu lat chodzę...

"Tęczowy burmistrz" - tak się o panu mówi w Warszawie.

- Ale tęcza to jest wiele barw, czyli różnorodność w jedności, i wydaje mi się, że akurat "tęczowy burmistrz" to jest pokazanie, że potrafię działać ponad podziałami.

I na paradę równości pan idzie?

- Na paradę równości idę i nawet zamierzam wygłosić mowę...

A dalej chce pan budować park pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej w miejscu dzisiejszego zoo?

- To miała być rewitalizacja Parku Potockich przy zabytkowym kościele św. Katarzyny, parku w stylu angielskim, w którym były właśnie sarkofagi, urny antyczne. To jest takie klasyczne rozwiązanie.

I dalej chce pan to realizować?

- Chciałbym upamiętnić ofiary katastrofy smoleńskiej. Uważam, że robienie sondy z tego, jak zrobiła Hanna Gronkiewicz-Waltz, jest uwłaczające i nie powinno się takich rzeczy robić przy takich tragediach.

A pomnik ofiar katastrofy?

- Mamy w Warszawie tak dużo pomników, że jeden więcej w Warszawie w niczym nie przeszkodzi, a przy okazji uszanujemy pamięć o ludziach, którzy coś znaczyli i dla Warszawy, i dla Polski.

I na koniec jeszcze jedno pytanie. Pałac Kultury i Nauki. Zostawić? Zburzyć? Obudować? To jest pytanie, które dzieli wielu warszawiaków i mieszkańców Polski.

- Myślę, że gdybyśmy w 1989 roku zburzyli Pałac Kultury, to byłoby symboliczne zerwanie z komunizmem.

A teraz?

- Dzisiaj to jest taki symbol Warszawy, drugi Zamek Królewski. Jak wracamy do Warszawy, to tak naprawdę kierujemy się na Pałac Kultury.

Zostawić?

- Jak najbardziej zostawić, choć teren uporządkować, Plac Defilad zabudować.

Dowiedz się więcej na temat: Hanna Gronkiewicz-Waltz | Hanny Gronkiewicz-Waltz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje