Hauser w RMF FM: Oswajałem Kubę i USA, na moje zaproszenie do Polski przyjechali synowie Castro

- W stosunkach dyplomatycznych oswojenie jest kluczem do sukcesu. Dołożyłem maleńką cegiełkę do pogodzenia Kuby i USA – mówi były ambasador Zakonu Maltańskiego na Kubie, Przemysław Hauser w Kontrwywiadzie RMF FM. Gość RMF opowiada, że poznał prezydenta Kuby Raula Castro, ale lepiej zna synów Fidela Castro. - Tony i Anjelito przylecieli na Euro 2012 do Polski na moje zaproszenie. Towarzyszyła nam wtedy dyskretna ochrona ze strony kubańskiej – mówi Hauser i dodaje, że ma prywatne zdjęcia synów Castro w koszulkach polskiej reprezentacji. - Syn Fidela Castro jest na Kubie bardzo popularny, choć nie odgrywa tam żadnej roli politycznej. Wszyscy synowie trzymani są przez ojca z dala od polityki – komentuje.

Konrad Piasecki: To pan pogodził Kubę z USA?

Reklama

Przemysław Hauser: To jest ogromne nadużycie.

Ale dołożył pan swoją cegiełkę do tego procesu?

- Tak, owszem.

Czy pan uczestniczył w tym procesie oswajania obu stron ze sobą?

- Pan bardzo celnie to ujął. To chyba jedno z najcelniejszych określeń, jakie usłyszałem w ostatnim czasie na ten temat. Czasami w relacjach dyplomatycznych takie oswojenie jest kluczem do sukcesu.

Trudno było ich oswoić?

- To był proces, który trwał od 2008 roku do dziś.

Miał jakieś tajemnicze momenty  zwrotne? Były jakieś newralgiczne punkty? Kiedy wydawało się, że to co się zakończyło przed tygodniem tym, że Barack Obama oświadczył: "Tak, przywracamy stosunki dyplomatyczne z Kubą" - mogło się posypać, mówiąc kolokwialnie?

- W tym procesie nie było żadnych tajemnic. Od razu mówię, wszystkie działania były prowadzone przy otwartej kurtynie. Z wyjątkiem oczywiście tych ostatnich negocjacji , prowadzonych w Kanadzie na temat warunków wymiany więźniów. Natomiast wszystkie inne działania były absolutnie jawnymi albo półjawnymi. Klucze do wyjścia z tej sytuacji były jednak w naszym kraju. Powiedzmy to sobie szczerze.

Czy to Waszyngton podejmował ostateczne decyzje?

- Tak, oczywiście, ale też Waszyngton, powiedzmy szczerze, dał pierwszy impuls. To był 2009 rok, czyli nowa polityka odwilży wprowadzona przez prezydenta Obamę. Dokładnie kwiecień i wtedy prezydent wprowadza nowe reguły podróżowania na Kubę i wysyłania pieniędzy.

Pan w tym wszystkim był dyplomatą, przedstawicielem Zakonu Maltańskiego, ale pan też jest przyjacielem, kolegą syna Fidela Castro. Skąd się wasza przyjaźń wzięła?

- Przyjaźń jak przyjaźń. Czasami to czysty przypadek decyduje o tego typu przyjaźniach. Ja poznałem Ton'ego Castro poprzez jego teścia, który był dyplomatą w ambasadzie kubańskiej przy Watykanie. Któregoś dnia na kolacji w Rzymie spytał mnie, czy nie spotkałbym się w Hawanie z jego zięciem. Ja mówię: oczywiście, zapraszam na kolację. On na to: ten zięć ma bardzo ciekawe nazwisko, Castro. A ja na to: Nie każdemu psu Burek. On mówi: ale to jest ten Castro.

Czy "ten" Castro odgrywa istotną rolę w systemie władze na Kubie czy tylko dzięki kontaktom rodzinnym jest ważną postacią dla Kuby?

- Nie, nie odgrywa żadnej roli politycznej na Kubie. Zresztą wszyscy synowie Fidela Castro są trzymani przez ojca z dala od polityki. To są bardzo wykształceni, otwarci ludzie. Tony jest osobą bardzo popularną na Kubie, ponieważ jest praktykującym, operującym lekarzem medycyny. Jednocześnie jest wiceszefem Światowej Federacji Baseballowej i w tym ruchu baseballowym jest bardzo znaną postacią.

Także człowiekiem zainteresowanym piłką nożną, bo podobno przywiózł go pan do Polski na mistrzostwa Europy.

- Tak. Przyjechał w 2012 roku razem z Angelito, najmłodszym synem Fidela, na moje prywatne zaproszenie. Jest wielkim fanem piłki nożnej. Mam kilka bardzo fajnych zdjęć u siebie w albumie synów Castro w koszulkach "Polska" na Euro 2012.

Ale czy to jest tak, że polskie służby jakoś interesowały się tą wizytą synów Castro w Polsce?

- Nie mam zielonego pojęcia, przyznam się szczerze. Oni przylecieli w sposób bardzo otwarty. Nie było to owiane żadną tajemnicą. Ambasada kubańska o tym wiedziała. Towarzyszyła im delikatna, dyskretna ochrona ze strony kubańskiej. I to wszystko. Nie sądzę, żeby polskie służby jakoś specjalnie interesowały się tym faktem.

Skąd zaangażowanie Watykanu? Bo pan był też elementem zaangażowania Watykanu w ten proces ocieplania stosunków amerykańsko-kubańskich. Czy to były powody humanitarne, powody przywrócenia swobody religijnej na Kubie, czy za tym wszystkim stała jednak wielka polityka?

- Swobody religijne na Kubie przywrócił Jan Paweł II. Możemy powiedzieć, że ta jego historyczna wizyta w 1998 roku była ogromnym krokiem w kierunku przywrócenia swobód religijnych. Natomiast Kościół katolicki, szczególnie kościół amerykański, był bardzo zainteresowany rozwiązaniem problemu więźniów politycznych i takiego impasu, w który sam wprowadził się Fidel Castro w 2003 roku, aresztując praktycznie całą opozycję, skazując ją wyrokami na wieloletnie kary więzienia. Tutaj czołowa postać w tej grze - kardynał O'Malley, zaufany papieża Benedykta XVI i przyjaciel kardynała Jorge Bergoglio.

Trójka papieży, czyli Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek odegrali w tym procesie ocieplania stosunków bardzo istotną rolę osobiście, prawda?

- Tak, tak potwierdzam. Jan Paweł II bezsprzecznie, Benedykt XVI, tutaj ogromny wkład jego to była wizyta w 2012 roku na Kubie i spotkanie prywatne z Fidelem Castro w nuncjaturze apostolskiej, z całą rodziną zresztą. Natomiast Benedykt XVI wysłał też na Kubę niesamowicie zdolnego dyplomatę jako nuncjusza, to był arcybiskup Angelo Becciu, który po tym sukcesie kubańskim Kościoła, awansował na pozycję trzeciej osoby w Państwie Watykańskim, czyli wicesekretarza stanu, którym jest do dziś.

Po co właściwie Amerykanom to ocieplenie amerykańsko-kubańskie?

- Myślę, że to jest bardzo dobry ruch administracji prezydenta Obamy. Otóż jest to wytrącenie z ręki reżimu kubańskiego argumentu, że blokada gospodarcza jest praktycznie głównym elementem, który powoduje wszelkie plagi kubańskie, wszelkie niedogodności gospodarcze i tak dalej. Jak jest jakiś problem na Kubie no to mówi blokada... Czyli na wszystko mają odpowiedź władze kubańskie mówiąc o blokadzie amerykańskiej.


Pan poznał Fidela i Raula Castro?

- Nie, Fidela Castro nie poznałem, ale akurat minęliśmy się. Kiedy składałem listy uwierzytelniające w 2007, to Fidel akurat już oddawał władzę bratu. Natomiast Raula Castro tak, poznałem. 

I namawiał go pan do tego, żeby przezwyciężył swoje uprzedzenia wobec Stanów Zjednoczonych?

- Proszę następne pytanie.



A myśli pan, że dla braci Castro, to jest koniec ich władzy i koniec reżimu - no takiego właśnie pół komunistycznego czy postkomunistycznego - na Kubie?

- No, nie miejmy złudzeń no. Oni przedstawia to i przedstawiają jako....

Jako swój triumf.

- ...jako swój triumf, oczywiście. Wytrzymali ponad 50 lat izolacji amerykańskiej i nie ugięli się, zrobili kilka takich ruchów o charakterze humanitarnym, natomiast w propagandzie kubańskiej to będzie triumf. Natomiast w mojej opinii nawiązanie stosunków dyplomatycznych i - mam nadzieję - że bardzo szybko dojdzie do zniesienia tego embarga, to będzie już równia pochyła, która spowoduje bardzo szybkie zmiany na Kubie.

Czyli możemy powiedzieć na Kubie w grudniu 2014 roku skończył się komunizm wzorem jednej z polskich aktorek?

- Mam nadzieję, że pan redaktor będzie prorokiem.

Ale myśli pan, że nie ma innego wyjścia? Znaczy nie jest tak, że teraz to ocieplenie i przełamanie blokady w gruncie rzeczy umocni reżim, który powie odnieśliśmy triumf, rzuciliśmy Amerykę na kolana i to teraz my musimy rządzić, bo to nas umacnia i to sprawia, że ta nasza władza dostała kolejną legitymację?

- Nie, absolutnie nie. Ja poznałem dobrze Kubańczyków przez te cztery lata i przyznam się szczerze oni tak charakterami są podobni bardzo do Polaków, i to, że ta opozycja kubańska dzisiaj jest dość słaba i - powiedzmy sobie szczerze - niezdolna do przejęcia natychmiastowego władzy, to nie znaczy, że Kubańczycy nie zorganizują się w sposób bardzo szybki i nie stworzą jakiś alternatywnych formuł politycznych, które zaczną legalne dobijanie się do drzwi władzy.

Czyli myśli pan, że za 10 lat będziemy mieli do czynienia z demokratyczną Kubą?


- Och, jestem pewny.

Przemysław Hauser, dziękuję bardzo.

Dziękuję. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje