Jan Tomaszewski gościem RMF FM

Jan Tomaszewski, były bramkarz piłkarskiej reprezentacji Polski.

Tomasz Skory: Gdybym powiedział panu wczoraj, że mistrzowie świata - Francuzi przegrają mecz otwierający mistrzostwa świata z drużyną Senegalu to uznał by mnie pan za bredzącego wariata czy liczyłby się pan, że mogę mieć rację?

Reklama

Jan Tomaszewski: Liczyłbym się z tym drugim, dlatego że ja uważałem i uważam, że Francuzi w tym pierwszym meczu nie zaprezentowali 100 procent swoich możliwości. Oni przyjechali rozegrać sześć czy siedem spotkań, bo będą walczyli o mistrzostwo świata.

Tomasz Skory: Ale taki wstyd?

Jan Tomaszewski: Ja nie wiem czy to był wstyd. Oczywiście przegrana jest przegraną, nie mamy o czym mówić. W tej chwili muszą się sprężyć. Jestem przekonany, że Zidan wyzdrowieje natychmiast i zagra w drugim spotkaniu wbrew zapowiedziom trenera, że nie będzie grał - bo jego brakowało na boisku. Ale gdyby to była jazda figurowa na lodzie, Francuzi na pewno lepsze noty by otrzymali. Niestety przegrali. Ja uważam, że dominowali na boisku, ale w piłce nożnej nie przyznaje się zwycięstw za wrażenia artystyczne, tylko za strzelanie bramek.

Tomasz Skory: Optyczną przewagę mieli Francuzi i lepszej gry chyba trudno od nich wymagać. Ale co zdecydowało o zwycięstwie Senegalu w takim razie?

Jan Tomaszewski: Przede wszystkim o zwycięstwie Senegalu zadecydowały trzy błędy Francuzów. Raz, że nie wykorzystali dwóch 100-procentowych sytuacji. Jak się nie wykorzystuje, potem się mści. Wiadomo, że przeciwnik ma ten wiatr w żagle jeśli widzi, że brak skuteczności jest u tak utytułowanego przeciwnika. Później ta bramka, która nie była jakąś taką finezyjną akcją. Po prostu Francuzi stracili piłkę i to w tak głupi sposób, że było ich - jeśli państwo sobie przypominają - pięciu Francuzów na połowie francuskiej a jeden tylko zawodnik Senegalu.

Tomasz Skory: Jedyny napastnik. Senegalczycy nawet w samym rozstawieniu zawodników mieli tylko tego jednego napastnika. Sygnalizowali grę na obronę, na ewentualne kontry, docenili przeciwnika. Powiedziałby pan to samo o Francuzach, że docenili?

Jan Tomaszewski: Nie docenili. Dlatego, że moim zdaniem zlekceważyli trochę przeciwnika i ta bramka jak padła, sam zawodnik biegł w kierunku bramki. Później kiedy on te piłkę docentrował to Petit nastrzelił Bartheza a ten tak niefortunnie odbił tę piłkę, że praktycznie ona sama doturlała się pod nogi pomocnika senegalskiego, który już leżał. On był jedyny. Gdyby Petit zostawił te piłkę, nie ruszył, gdyby Barthez tej piłki nie starał się obronić - nie byłoby bramki. Piłka nożna jest gra błędów. Później kiedy już właściwie Francuzi dominowali na boisku nic nie szło. Jak nic nie idzie to jeszcze popełnia się błędy. To co zrobił Enricque, gdy mógł podać dwie piłki na środek do partnerów wbiegających na pole karne, on strzelał.

Tomasz Skory: Po utracie bramki, drużyna francuska chyba się pogubiła po prostu. Przez godzinę napierali na senegalskie pole karne z coraz większą histerią.

Jan Tomaszewski: Może nie tyle się pogubiła, tylko nie znalazła sposobu. Nie wiedziała co zrobić. Nie było Zidane'a, który właśnie w takich momentach bierze grę na siebie. Kiwnie jednego, kiwnie drugiego, doprowadzi do jakichś stałych fragmentów gry. Przecież tam był chyba tylko jeden rzut wolny. To jest niemożliwe, żeby mistrzowie świata mając taką przewagę nie zagrali po cwaniacku. Jeżeli nie idzie to trzeba zagrać na rzut karny. Ja rozumiem, że to co mówię w tej chwili jest może nie takie czysto sportowe, ale trzeba wymusić na sędzim rzut wolny, rzut rożny, rzut karny.

Tomasz Skory: Ale tylko Zinedine Zidane zna te sztuczki. Przecież cała drużyna francuska to dość utytułowani zawodnicy. Co się stało?

Jan Tomaszewski: Rozumiem, tylko że tutaj jest taka sytuacja. Zidane jest nie tylko liderem, najdroższym piłkarzem świata. On jest tym, który jak występuje na boisku to narzuca styl. Starał się to robić Petit, ale Petit zrobił te dwa błędy, potem niby wychodził z siebie, wszystko robił, ale jak się chce to nie bardzo można. Ja życzę Francuzom, żeby grali dalej, boi nie wyobrażam sobie ćwierćfinałów bez Francuzów. Jestem przekonany, że od najbliższego meczu już nie popełnią tego błędu, zaprezentują klasę, na jaką zasłużyli przez te cztery lata gry.

Tomasz Skory: Z nauczki, jaką dzisiaj dostali Francuzi wynika coś dla bardzo pewnych siebie Polaków?

Jan Tomaszewski: Wydaje mi się, że tak. Dlatego, że Francuzi i ta ich pewność siebie była podparta 4-letnią wspaniałą grą, zdobyciem mistrzostwa Europy we wspaniałym stylu. Natomiast my praktycznie wygraliśmy te eliminacje w cuglach i tutaj wielkie brawa. Nasza reprezentacja zaskarbiła sobie u polskich kibiców naprawdę wielkie słowa uznania. Od zakończenia meczu, czyli od ostatniego gwizdka po meczu z Norwegią zaczęły się dziać dziwne rzeczy i dla mnie w tej chwili nasza drużyna jest boska. Jeden Bóg wie jak ona zagra.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje