Jarubas: To był błąd. Polak powinien dać zarobić Polakowi

Nie wierzę w sondaże, wierzę w siebie. Nie projektujmy tej rzeczywistości za pośrednictwem sondaży, które wielokrotnie się skompromitowały. Spotkałem już ponad 30 tys. ludzi, mówią: dobrze, że pan wystartował - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM kandydat PSL na prezydenta Adam Jarubas.

- Nie dzwoniłem do Pawlaka, bo nie uważam, że to jest wrogi gest - odpowiada gość RMF FM pytany o Waldemara Pawlaka u boku Bronisława Komorowskiego na strażackiej pielgrzymce. - Mam nadzieję, że strażacy zagłosują na swojego - na strażaka Jarubasa - dodaje.

Reklama

Bliżej do opozycji, niż koalicji? Zdaniem Jarubasa to dobrze, że PSL ma pryncypialne stanowisko. - Jeśli byśmy się wszyscy godzili, to bylibyśmy w jednej partii - ocenia. - Są różne zdania w PSL-u, również na temat kontraktu MON. Powinniśmy kierować się patriotyzmem gospodarczym, a nie bezrefleksyjnie podchodzić do takich tematów. Błąd, że nie wspiera się miejsc pracy w Polsce - mówi Adam Jarubas o przetargu na śmigłowce. - Powinien Polak dawać zarobić Polakowi - dodaje. 

Konrad Piasecki: Jeszcze pan nie pożałował tego startu?

Adam Jarubas: - Absolutnie.

O wycofaniu się nie ma mowy?

- Ilekroć spotykam ludzi na spotkaniach, a tych spotkań odbyłem już całą masę, ponad 30 tysięcy ludzi spotkałem, mówią: "Dobrze, że pan wystartował"...

Ale jak te 30 tysięcy na pana zagłosuje, to nie będzie imponujący wynik.

- Tak, ale każdy ma rodzinę i to jest jakaś sieć relacji, którą buduję przy tych spotkaniach i to była dobra decyzja. Walczę o dobry wynik.

Nie pojawiła się w głowie panu taka myśl: "Po co mi to było"?

- Absolutnie nie. Od początku mierzyłem się z tym dzisiaj największym wyzwaniem mojego życia, ale jest to też okazja do tego, żeby szukać dobrych rozwiązań dla Polski w wielu ważnych obszarach.

Ale jak to największe wyzwanie przyniesie panu klęskę, a wszystko na nią wskazuje, to skrzydła to panu podetnie...

- Panie redaktorze, ja nie wierzę w sondaże. Ja wierzę w siebie...

Nikt nie wierzy w sondaże aż do dnia wyborów.

- Poczekajmy. Właśnie najlepszym sondażem jest dzień wyborów, tak że nie projektujmy tej rzeczywistości za pośrednictwem sondaży, które wielokrotnie się skompromitowały, zwłaszcza w odniesieniu do kandydatów PSL.

Ale też pan mówił: "Marzę o tym, żeby zakończyć wojnę polsko-polską i mój start ma to umożliwić". Wojna polsko-polska, z Jarubasem czy bez Jarubasa, jak trwała, tak trwa.

- To rzeczywiście jest słabość polskiej polityki, ale cieszę się, że też w spotach wyborczych innych kandydatów, do tej pory nawet takich antysystemowych, pojawia się ten wątek wspólnoty, pojawia się ta diagnoza...

Czy uważa pan, że to pański pierwiastek w tej kampanii zadziałał?

- Jeżeli warto było startować chociażby tylko po to, to już miało to sens, bo rzeczywiście powinniśmy dzisiaj dać dobrą zmianę również pokoleniową polskiej polityce i zakończyć tę wojnę polsko-polską, ten jałowy spór POPiS-u.

W PSL nie ma takiego nastroju, że "a może, gdyby nie ten Jarubas, to by Komorowski wygrał w pierwszej turze i byśmy oszczędzili pieniędzy i wysiłku"?

- Nie ma takiego nastroju. Równie dobrze ja bym sobie mógł dzisiaj zaapelować: "Panie prezydencie, proszę przekazać mi swoje poparcie. Będzie też kandydat koalicyjny"...

...apelować oczywiście by pan mógł tylko on ma 40-parę, a pan 1,6 zdaje się w jakimś sondażu...

- Panie redaktorze, było 5 w sondażu dla "Newsweeka" w zeszłym tygodniu, tak że poczekajmy. Te 500 tysięcy, które zaniosłem, rejestrując kandydaturę, to jest dobry fundament pod dobry wynik.

Ja pytam o te nastroje partyjne, bo widzę Waldemara Pawlaka obok Bronisława Komorowskiego i myślę sobie "czyżby pan Waldek zdradził"?

- Powiedzmy jaka to była okazja. To była pielgrzymka strażaków w Częstochowie corocznie organizowana. Ja się cieszę jako strażak Adam Jarubas.

To dlaczego pana tam nie było przy boku Waldemara Pawlaka?

- Miałem już ustalone wcześniej spotkania. Wielokrotnie spotykałem się z Waldemarem Pawlakiem.

Jakby było tak dobrze, to by się tam pojawił pan obok Bronisława Komorowskiego na tej pielgrzymce.

- Ja nie chcę fotografować się dzisiaj ze wszystkimi działaczami PSL-u, bo nie mam na to czasu, ale PSL mnie poparł i dzisiaj jeszcze raz wracam: to że był prezydent, jako głowa państwa, na spotkaniu strażaków jako strażak uważam, że to dobrze. Mam nadzieję, że strażacy zagłosują na swojego, na strażaka Adama Jarubasa.

A zadzwonił pan do Waldemara Pawlaka i zapytał: no, Waldek, o co chodzi?

- Nie zadzwoniłem, bo nie uznaję, że to był jakiś wrogi gest. To jest normalność, że głowa państwa jedzie na spotkanie ważnej grupy społecznej, która się sprawdza tak dobrze chociażby wczoraj podczas tej powodzi w Brzezinach, tam pracują, ratują ludzi. To jest szacun dla strażaków.

Gratulujemy, szacun dla strażaków, tu się zgadzamy. Czy rachunki koalicyjnych krzywd po tych wyborach da się jakoś przekreślić?

- O jakich krzywdach pan mówi?

Jak pana słucham, to mam poczucie, że w wielu sprawach bliżej panu do opozycji niż do koalicji, np. w sprawie zakupu śmigłowców.

- To chyba bardzo dobrze, że mamy pryncypialne stanowisko, jeślibyśmy się we wszystkim godzili, to bylibyśmy w jednej partii. Ja bardzo pryncypialnie podnoszę kwestię, uważam, że to jest błąd. Powtarzam za Jerzym Buzkiem, który mówi: czy Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy mając u siebie zakłady, zlecałyby te zamówienia na zewnątrz, nie wspierając miejsc pracy w Polsce?

Pan mówi błąd, pan mówi to jest sprzeczne z zasadami patriotyzmu, a ja się tak zastanawiam jakiej koalicji rząd podjął tę decyzję?

- To był na razie kierunkowo MON.

Minister Siemoniak przyszedł na posiedzenie rządu, był protest Piechocińskiego, był protest Sawickiego, był protest Kosiniaka?

- Będzie analiza tych ofert. Ja mówię o swojej filozofii. To nie Janusz Piechociński startuje w tych wyborach, tylko Adam Jarubas.

Ma pan inną filozofię, niż własna partia?

- Ze swoją wrażliwością mam taką filozofię, że powinien Polak dawać zarobić Polakowi. Powinniśmy wspierać miejsca pracy, które powstają w Polsce. Jeśli mówimy o największym wyzwaniu demograficznym, że Polacy wyjeżdżają z kraju, to dajmy szansę, żeby ci Polacy pracowali u nas. Są różne zdania w PSL-u - także na temat tego kontraktu.

Czyli błąd zrobili, że nie protestowali?

- Powtarzam i to jest moja ocena, że powinniśmy tu kierować się rzeczywiście bardzo mocno patriotyzmem gospodarczym. Dawać miejsca pracy w Polsce, a nie bezrefleksyjnie podchodzić do takich tematów.

Rozumiem, że reakcja rządu na słowa szefa FBI też się panu niespecjalnie podobała?

- Cieszę się, że w ogóle była, że domagaliśmy się przeprosin. Dzisiaj nie ma już co tej sprawy rozdrapywać. Wypowiedź była skandaliczna. Warto w takich sytuacjach zastanawiać się nad efektywnością naszej polityki historycznej, bo ona powinna być mocniejsza. Jeśli Sławomir Grünberg, twórca filmu o Janie Karskim, mówi, że to rzeczywiście nie jest najlepiej, że filmy o polskich bohaterach z reguły kręcą obcokrajowcy, to coś jest nie tak. Powinniśmy - mając świadomość tego, że były tragiczne epizody w naszej historii pamiętać o nich - ale pokazywać tęż dobre przykłady, kiedy Polacy - chociażby ratowali żydów i pokazywali męstwo.

A powinniśmy  - my Polacy - wykonywać takie gesty jak prezydent Komorowski, który mówił o tym, że naród ofiar bywał także narodem zbrodniarzy.

- Powinniśmy wykonywać gesty, pamiętać. Natomiast w historii było bardzo często tak, że powstawał jednowymiarowy obraz tej sytuacji. Tylko kajaliśmy się za historię. Trzeba pamiętać o tym. To są bolesne elementy...

Bo rozumiem, że pan uznaje naszą winę za Jedwabne, Kielce i za wiele innych miejsc...

- Ależ oczywiście. Pojawiło się wiele wypowiedzi, które jakby robią ze mnie antysemitę. Oczywiście wiem, kto tam zginął. Mówię o tym, że byli to Polacy żydowskiego pochodzenia. To jest tak, jakbyśmy dzisiaj pytali, czy czarnoskórzy zawodnicy reprezentacji Francji są Francuzami czy murzynami.

Nie będziemy polemizowali, że w Kielcach doszło do pogromu żydów w 1946 roku.

- Żydzi mieszkali przez kilkaset lat w Polsce, w warunkach koegzystencji, czuli się Polakami. I tutaj nie ma sporu. Natomiast polityka historyczna powinna pokazywać nie tylko te czarne obrazy naszej historii, ale również przykłady bohaterów, czy takich postaci jak niedawno zmarły chociażby Władysław Bartoszewski.

Po tych wyborach koalicja będzie sobie żyła, jak gdyby nigdy nic, czy trzeba coś w niej zmienić, przepracować, przełamać?

- Każde wybory powinny zostać przeanalizowane pod względem nastrojów społecznych. To jest też efekt moich spotkań, ludzie często pytają, chociażby diagnozując sytuację w ochronie zdrowia: "Panie Adamie, jak to jest? Ja nie chcę żyć w kraju, w którym mogę nie dożyć wizyty u lekarza. Coś trzeba zmienić".

Ale uważa pan, że PSL powinien twardo postawić jakieś sprawy i uzależnić od nich dalszą współpracę?

- W wielu obszarach powinniśmy twardo stawiać sprawę i mam nadzieję, że chociażby ten parlament przyjmie jeszcze ustawę chroniącą polską ziemię. Bardzo mocno to jest podnoszone. W przyszłym roku kończy się okres ochronny na dostęp do ziemi dla cudzoziemców i powinniśmy, ze świadomością, że się nie da wprowadzić zakazu, ale dać istotne preferencje dla polskich rolników po to, aby ziemia polska była w ich rękach.

Rozrost sił antysystemowych - tak one są zwane, czyli Kukiz, Korwin. To jest coś, co pana niepokoi czy cieszy?

- Zobaczymy jaka będzie frekwencja, na ile Ci, którzy deklarują...

Zobaczymy, jaki będą mieli wynik, ale wydaje się, że około 15 procent mogą zgromadzić.

- To pokazuje, że trzeba też analizować nastroje tej grupy, która deklaruje poparcie dla tego typu postulatów.

Ale czy to jest, uważa pan, grupa, która potencjalnym może być koalicjantem czy współpracownikiem PSL, czy oni raczej w kierunku PIS będą szli?

- Zobaczymy. Trudno sobie wyobrazić dzisiaj chociażby Kukiza w sojuszu z PIS, ale mieliśmy już różne koalicje. Niemożliwe czasem wydaje się możliwe.

To ostatnie, krótkie pytanie od słuchaczy - ma pan jakiś pomysł na ograniczenie emigracji z Polski?

- Wspieranie rozwoju przedsiębiorczości, podnoszenie coroczne kwoty wolnej po to, aby zostawało więcej pieniędzy w rękach obywateli. Musimy przemówić, kolokwialnie, do kieszeni Polaków, czyli również poprzez politykę prorodzinną, żeby warunki do rodzenia dzieci w Polsce...

...ale żeby były mniejsze podatki, to trzeba mieć czym zarabiać, mieć tę pracę na to, żeby te podatki płacić.

- To jest inwestycja. Pieniądze, które ludzie będą mieli, które zostaną w ich kieszeniach, będą inwestować tutaj, tak że to pobudzi na pewno konsumpcję i rynek wewnętrzny również.


Dowiedz się więcej na temat: Adam Jarubas

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy