Joanna Scheuring-Wielgus: Lubię mówić o sztuce

- To widzowie oceniają, czy chcą chodzić na spektakl czy nie - powiedziała posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus w Porannej rozmowie w RMF FM, nawiązując do skandalu związanego ze spektaklem "Klątwa".

Robert Mazurek, RMF FM: Dzień dobry, państwa i moim gościem jest Joanna Scheuring-Wielgus.

Reklama

Joanna Scheuring-Wielgus: - Dzień dobry.

Posłanka Nowoczesnej, która nie zjadła jeszcze pączka.

- Ale zostałam poczęstowana u redaktora o słodkim nazwisku.

Dzisiaj jemy pączki, nie mazurki. Najpierw nie o "Klątwie" - zostawmy tę "Klątwę" na moment. Pani jest feministką, prawda? 

- ...

Cisza w radiu to jest słabe, bo ludzie nie wiedzą...

- Pan mnie określa...

Nie, ja się pytam...

- Pan mnie tak po prostu określa. Tak, można mnie tak nazwać.

A czy zgodzi się pani z tezą, że to właśnie kobiety są surowiej oceniane niż mężczyźni - np. w przypadkach osobistych, zdrad małżeńskich itp.?

- Można tak powiedzieć.

Ale właśnie chciałem spytać. 26 stycznia Joanna Schmidt przestała być wiceszefową klubu - za eskapadę maderską zapłaciła tylko ona, Ryszard Petru nie.

- 26 stycznia członkinią prezydium...

Przestała być również pani.

- Dokładnie. Odeszłyśmy obydwie z prezydium, ponieważ zbliżają się wybory samorządowe i skupiamy się na pracy w zarządzie, w którym jesteśmy.

Jasne, Katarzyna Lubnauer jest tu i tam.

- Tak, ponieważ pełni taką rolę łączenia prezydium z zarządem. My, przypomnę, na początku, jak wchodziliśmy do parlamentu, założyliśmy z góry, że prezydium i zarząd to będą dwa takie ciała, w których będą mniej więcej te same osoby plus w zarządzie jeszcze kilka, które nie są posłami.

Ale nie ma pani takiego wrażenia, że to Joanna Schmidt ponosi konsekwencje, a Ryszard Petru nie?

- Joanna Schmidt nie ponosi konsekwencji. Jest członkinią zarządu, wiceprzewodniczącą partii.

Bo nie było od tego czasu żadnych wyborów.

- Jakich wyborów?

Wyborów w Nowoczesnej.

- Były, myśmy wspólnie.

Nie było w styczniu wyborów w Nowoczesnej.

- Byliśmy wspólnie na klubie, zarządziliśmy głosowanie...

Ale to w klubie, nie w partii.

- Jak można w partii zarządzić głosowanie nad prezydium? Prezydium jest w klubie w Sejmie. Tam było głosowanie.

Są dwa prezydia - prezydium klubu i jest prezydium partii.

- Pan mówi właśnie o prezydium klubu - było głosowanie, wspólnie na klubie 31 posłów wybrało nowe prezydium, które jest rozszerzone, są tam kobiety i mężczyźni.

Czyli pani zdaniem nic się nie stało?

- Nie, nic się nie stało.

Ja czytałem po prostu opinie feministek - w internecie, rzecz jasna, gdzie jedna z działaczek się oburzała, że to właśnie tylko kobieta ponosi odpowiedzialność, a nie mężczyzna.

- Ja myślę, że warto w takich sytuacjach spytać Joannę Schmidt o to, czy czuje się w jakiś sposób wykorzystana czy nie, a nie insynuować pewne post-fakty.

Pewne post-fakty insynuować? Pani poseł, nie bardzo wiem, o czym mowa, ale skupmy się w takim razie na przedstawieniu. Pani wczoraj była po raz kolejny na "Klątwie".

- Tak.

Żeby nie było - ja nie byłem na tym przedstawieniu, ale zacytuję gazetę, której zapewne pani nie posądzi o manipulację - "Gazetę Wyborczą". Witold Mrozek pisze tak: "Papież na szubienicy, naturalnej wielkości figura Jana Pawła II zawisa na stryczku z tabliczką: obrońca pedofilów. Wcześniej długie i namiętne fellatio wykonała na figurze aktorka". Później idziemy dalej w tę samą stronę - ścinanie krzyża, masturbacja krucyfiksem, przyczepianie figurze świętego wibratora itd., itd. To jest sztuka, tak?

- Tak.

A to jest element dyskusji - przepraszam - o czym?

- Proszę zauważyć, że premiera była w sobotę i ukazały się różne recenzje - np. dzisiaj czytałam recenzję pana Zaremby z tygodnika "wSieci", który miał odmienne zdanie na temat tego, co zobaczył. Każdy ma prawo do swojej własnej oceny spektaklu, na którym był. Myślę, że zawsze warto pójść - trzeba pójść do teatru albo do kina...

Nie wszyscy w Polsce pójdą na ten spektakl także dlatego, że nie każdy ma ochotę być obrażanym. A twórcy tego spektaklu mówią wprost: tak, chcieliśmy was obrazić.

- Ja nie słyszałam, żeby twórcy powiedzieli wprost, że chcą kogokolwiek obrazić. Proszę zwrócić uwagę na to, że do teatru idzie się po to, aby zobaczyć sztukę, czyli znaleźć się na te 90 minut w świecie fikcyjnym. Dokładnie to samo robimy, idąc do kina. To też jest świat fikcyjny. Możemy kupić bilet na spektakl...

Pani poseł, pamięta pani, jak panią oburzała szopka noworoczna w TVP?

- Nie oburzała mnie.

No nie, wszystkich oburzała. Pani ze mną rozmawiała o tym, przepraszam bardzo. Panią oburzało to, jak przedstawiono tam przeróżne postaci.

- Nie pamiętam, żebym rozmawiała z panem na temat szopki noworocznej. Uważam, że każdy artysta ma prawo do tego, aby wyrażać swoje zdanie na temat swojej fikcyjnej opowieści na temat świata.

Tam nie padają fikcyjne nazwiska - tam pada nazwisko Kaczyńskiego i rozważane jest zbieranie pieniędzy na zabójstwo. Wyobraźmy sobie proszę pani obrócenie tych ról... W teatrze zaczniemy zbiórkę pieniędzy na zamordowanie posłów Nowoczesnej. Powiedzmy, że na zabójstwo Ryszarda Petru, bo jest przewodniczącym.

- Więc cały czas mówimy o fikcji.

Tak, taka fikcja. I pani wtedy powie: "ha ha ha - jakie to zabawne, zbierają forsę na zabójstwo Petru".

- Jeżeli powstanie taki spektakl albo jeżeli zostanie nakręcony taki film to zdecyduję, czy na niego pójdę czy nie, czy będę chciała kupić bilet, czy nie. Panie redaktorze, w teatrze, w momencie kiedy opada kurtyna, znajdujemy się w świecie fikcyjnym. Dokładnie to samo w kinie.

Mam takie pytanie. Jeżeli to wszystko nie nosi znamion nienawiści, bo pani jest przewodnicząca parlamentarnego zespołu do spraw przeciwdziałania mowie nienawiści...

- Tak.

To co jest nienawiścią jeżeli to nie jest?

- Zespół, który założyłam, zajmuje się światem realnym i tym, co się dzieje w naszym życiu realnym - tym, w którym my żyjemy.

Kaczyński jest nierealny. Ja wiem, ze dla was jest figurą, która odpowiada za cały świat, ale...

- Panie redaktorze, zespół powstał po to, aby zajmować się nienawiścią w świecie realnym czyli tym, co się dzieję u nas w Polsce na ulicach, a nie spektaklami teatralnymi.

Nie, pani wyśniła ten spektakl. Ten spektakl jest całkowicie realny. Można sobie pójść, kupić bilet, trzeba zapłacić realnymi pieniędzmi, usiąść tam i zobaczyć jak realną figurę, realnego świętego Jana Pawła II wiesza się na stryczku, uprzednio robiąc różne inne rzeczy.

- Panie redaktorze. Ja chyba zaczynam stwierdzać, że pan chyba nie był ostatnio w kinie albo w teatrze. Jak ja idę do teatru to oglądam...

Byłem w kinie tydzień temu, a w teatrze jakieś dwa.

- Oglądam pewną fikcję w teatrze. Opada kurtyna, w kinie gaśnie światło i oglądamy coś, co przedstawia nam reżyser. Ja później, jak wychodzę z teatru i kina, mogę powiedzieć: oburzyło mnie to, nie podobało mi się to, poruszyło mnie to. Może pójdę drugi raz...

Pani poseł, czy nie ma pani takiego wrażenia, że pani wychwalając ten spektakl, mówiąc, że po nim polski teatr będzie zupełnie inny, to pani podcina gałąź, na której siedzi? Że już od teraz wolno wszystko i ja mogę na antenie wygadywać już takie rzeczy, że tak naprawdę powinna interweniować Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji i wszyscy święci.

- Panie redaktorze, nie wiem, skąd ma pan takie wiadomości. Nigdzie nie zachwalałam spektaklu. Tweet, który pan cytuje, jest cytatem z recenzji. To po pierwsze.

Napisała pani również drugi, prawda?

- Tak, ale to jest cytat. Nie ma tam czegoś takiego, gdzie mówię, że wychwalam pod niebiosa spektakl. Mówię o tym, że każdy ma prawo do tego, żeby oceniać wizję artysty. Przecież nie muszę chodzić na spektakle, na które nie chcę. Powiem więcej. Byłam też na filmie "Smoleńsk", nikt mnie do tego nie zmuszał. Poszłam tam dlatego, że chciałam mieć swoją własną opinię na ten temat.

W filmie "Smoleńsk" nie dokonuje się aktów, o których tutaj mówiłem, które są w "Klątwie" pana Frljića.

- Ale też przedstawia się pewną powiedzmy fikcję i wizję reżysera.

Pani poseł, w każdym razie rozumiem, że pani nie ma żadnego problemu z "Klątwą" Frljića.

- Nic takiego tutaj nie powiedziałam, powiem więcej. Domyślam się, i mam nawet takie wrażenie, że niektóre osoby może dotykać dany spektakl. Ale to jest dokładnie tak samo jak w kinie, jeżeli idziemy do kina. Np. ostatni film "Wołyń" Smarzowskiego. Też może nas oburzać to, co zostało w tym filmie przekazane i pokazane.

Pani zdaniem w teatrze publicznym, utrzymywanym za publiczne pieniądze, takie spektakle jak "Klątwa" mogą być grane.

- To wolny rynek i widzowie ocenią, czy spektakl jest dobry czy nie.

To nie jest wolny rynek.

- To wolny rynek. Widzowie...

Ten teatr jest dotowany. Gdyby był wolny rynek, to w teatrze prywatnym ja bym sobie razem z panią wystawił sztukę jaką chcę. Wtedy byłby wolny rynek.

- To widzowie oceniają, czy chcą chodzić na spektakl czy nie. To widzowie decydują, czy będą kupować bilety na spektakl czy nie. 

Ale doskonale pani wie, że ten teatr nie utrzymuje się z biletów.

- Widzowie ocenili film "Smoleńsk", który okazał się klapą i już nie chodzą na ten film. Został zdjęty z afisza.

Ja rozumiem, że pani woli mówić o "Smoleńsku", niż o oburzającym...

- Lubię mówić o sztuce.

Dlatego mówi pani o "Smoleńsku". Tak, to prawda. Ja też uważam, że "Smoleńsk" to sztuka, "Klątwa" nie jest.

- Mówię o tym, że chodzę do kina i do teatru, panie redaktorze.

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Scheuring-Wielgus

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje