Kidawa-Błońska: Kibicuję Polsce, ale bliżej mi dziś do KE niż polskiej premier

"To nie parlament powinien rozwiązać problem wokół Trybunału Konstytucyjnego, tylko Beata Szydło i Andrzej Duda, na co jest zgoda opozycji. Mam nadzieję, że zastanowią się nad tym, że brniemy w złym kierunku. Nie byłoby nic gorszego niż zaostrzanie sankcji wobec Polski" - mówi o opinii Komisji Europejskiej dotyczącej Polski gość Kontrwywiadu RMF FM, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska z PO.

Konrad Piasecki: Wicemarszałek Sejmu, niedawno marszałek, Małgorzata Kidawa-Błońska, Platforma Obywatelska. Dzień dobry, witam.

Reklama

Małgorzata Kidawa-Błońska: Dzień dobry, witam pana, witam państwa.

Kiedy Komisja Europejska chłoszcze Polskę i rząd krytycznymi opiniami, to pani czuje w duchu solidarność raczej z Beatą Szydło, czy raczej z komisarzem Junckerem?

Może nie tyle chłoszcze, ale zwraca uwagę, że prawo w Polsce i konstytucja nie są traktowane należycie i Polska ma z tym problem.

Ale pani kibicuje Komisji?

Ja kibicuję Polsce i chciałabym, żeby Polska była krajem praworządnym, gdzie przestrzegana jest konstytucja...

Stąd właśnie pytanie, czy jako kibicka Polski czuje się pani dzisiaj bliżej Beaty Szydło czy bliżej Komisji Europejskiej.

Bliżej Komisji Europejskiej. Tak naprawdę ten problem, który mamy - bo mówi się, że parlament powinien ten problem rozwiązać - to nie parlament w tej chwili powinien rozwiązać, tylko pani Beata Szydło i pan prezydent. To są te dwie osoby, które mogą ten konflikt rozwiązać i pozwolić pracować dalej, na co jest zgoda opozycji.

Czyli rozumiem, że będziecie dopingować Komisję do dalszych kroków i do zaostrzania stanowiska.

Mam nadzieję, że te dwa tygodnie i to stanowisko wpłynie na to, że i pani premier, i pan prezydent zastanowią się nad tym, że brniemy w złym kierunku. Ja uważam, że naprawdę nie byłoby nic gorszego niż zaostrzanie sankcji wobec Polski.

To byłby najgorszy krok, zaostrzanie.

Najgorsze co by mogło być. Ja uważam...

Czyli będziecie przestrzegać Komisję przed zaostrzaniem? Czy raczej będziecie dopingować rząd do dalszych kroków?

Będziemy zachęcać rząd, namawiać i przekonywać, że muszą ten konflikt jak najszybciej rozwiązać. To jest naprawdę bardzo proste.

To może siądźcie do rozmów z PiS-em? Zapraszają was - nie przychodzicie.

No nie, bez przesady.

No nie, nie przychodzicie.

Na pierwszym spotkaniu był przedstawiciel naszego klubu...

Ale od razu dostrzegł światło pociągu pancernego i już na drugie nie poszedł.

A z tym drugim spotkaniem był problem, bo po pierwsze przez długo nie był wyznaczony termin, nie było wiadomo kiedy ono się ma odbyć. Termin wyznaczono wtedy, kiedy już opozycja umówiła się na spotkanie, więc to drugie spotkanie to takie zawracanie głowy.

Czyli rozumiem, że żadnych spotkań, rozmów, negocjacji nie będzie. Ani zakulisowych, ani kulisowych.

Możemy rozmawiać, ale żeby rozmawiać o tym kroku następnym trzeba wyzerować sytuację, czyli trzeba powrócić do tego momentu, że konstytucja jest przestrzegana, a potem rozmawiajmy.

To zapytam inaczej: ma pani jakiś pomysł co - albo kto - mógłby w tym całym sporze odegrać rolę katalizatora, być tym czynnikiem, który przełamie kryzys.

Jedyną osobą, która to może zrobić jest Jarosław Kaczyński.

Nie, ale ja myślę o zewnętrznych czynnikach. O Kościele, Amerykanach, Komisji Europejskiej...

Jeżeli konstytucja została złamana i wiemy, w których punktach została złamana, to trzeba to naprawić. Tutaj nie ma kompromisu. Prawo zostało złamane, trzeba zrobić, aby było przestrzegane.

Ale może, żeby to naprawić trzeba właśnie rozmów do tego, żeby dać rządzącym pole do honorowego wycofania się z tej sytuacji jaka jest.

Jeżeli z tych rozmów pani wydrukuje wyrok, to ja mogę 12 godzin dziennie z panią premier rozmawiać.

Pani marszałek, czy pani dziś w studiu RMF-u za wiedzą i zgodą komórki prasowej własnego klubu?

Jest u nas obyczaj w klubie, że informuje się, że idzie się do mediów.

Pani poinformowała?

Tak.

Bo wie pani, że gniew komórki może mieć straszliwe następstwa.

Nie, bez przesady.

Michał Kamiński podpadł komórce prasowej. Nie informował o występach medialnych. Zawieszenie.

Każdemu zdarza się czasami zapomnieć, ale jesteśmy dużym klubem...

Pani podobno też na czarnej liście pana Czerwińskiego.

A tak, ale specjalnie się tym nie przejmuję, jak pan widzi. Każdy klub musi mieć swoje reguły. Wszędzie jeśli działam w jakiejś grupie, pewne zasady i reguły są i należy ich przestrzegać. Oczywiście, każdemu zdarzają się wpadki. Każdy zapomni, ale dobrze czasami powiedzieć: tak, zapomniałem, będę się starał tego przestrzegać.

Ale naprawdę pani sądzi, że informowanie komórki prasowej jest kluczem do sukcesu i szczęścia partii opozycyjnej?

Wprowadza pewien porządek i prowadzenia polityki, bo są czasami tematy bardzo specjalistyczne i wtedy można osobę, która idzie do mediów wyposażyć w taką wiedzę.

Ale jak o demokrację i swobodę ma walczyć partia, która nakłada ograniczenia albo knebel na usta posłów.

Każdy idzie, gdzie chce, do mediów, do których chce i nie ma tutaj ograniczenia.

Jaki jest sens informowania?

No właśnie mówię panu, że czasami partia chciałaby dać dodatkowe informacje, czy materiały, czy wyposażyć posła w wiedzę.

Ale ten poseł, jak czuje że nie ma wiedzy, to może dowiedzieć się, może zadzwonić do charyzmatycznego lidera.

Przyjęliśmy takie zobowiązania w klubie, możemy to oceniać lepiej, gorzej. Zgodziliśmy się, że jesteśmy członkami klubu. Takie zasady należy przestrzegać, każdy może zapomnieć, ja też mam tutaj...

Ale dostała pani jakieś upomnienie, naganę z wpisaniem do akt?

Nie, zwrócono mi uwagę: zapomniałaś. Powiedziałam: ok, będę tego pilnowała bardziej. Koniec, kropka.

A wielu taką uwagę zwrócono, Ewie Kopacz też zwrócono?

Nie wiem, ale kilku osobom, i nikt z tego nie robił problemu. Zdajemy sobie sprawę, że działamy w zespole i pewne zasady obowiązują. A teraz rozmawiamy o rzeczy nieistotnej, dlatego że sprawa nie ma żadnego znaczenia.

Zawiesza posła, więc rozumiem, że jest to dla partii sprawa istotna, wręcz kluczowa.

Złożył odwołanie, nie wiadomo jak odwołanie będzie rozpatrzone, bo to nie jest jeszcze decyzja ostateczna, przez prezydium klubu. Mam wrażenie, że rozmawiamy o rzeczach nieistotnych.

Pani marszałek, ale czy nie jest tak, że Michał Kamiński odegra rolę arcyksięcia Ferdynanda i jego zawieszenie zamachu w Sarajewie - dla Platformy, oczywiście, nie dla świata.

Mam nadzieję, że Michał Kamiński nie będzie księciem.

W Platformie jednak narastają podziały, narastają konflikty, trochę wyglądacie na partię w przededniu rozłamu.

Na pewno jesteśmy partią po przejściach, jesteśmy partią, która odbudowuje i tworzy wewnętrzną nową strukturę, organizujemy się, na nowo musimy się przeorganizować, określić czego chcemy i to nie jest łatwy proces, który następuje błyskawicznie, a w każdej partii, tym bardziej w partii demokratycznej, są emocje i są rywalizacje i one są, były i będą.

Ale widzi też pani zapewne, że tworzą się coraz bardziej wyraźnie dwie frakcje. Frakcja Grzegorza Schetyny i frakcja Ewy Kopacz.

A największa frakcja w Platformie to jest (frakcja) członków Platformy Obywatelskiej, która chciałaby, żeby obie te grupy dobrze ze sobą współpracowały. I ta grupa ludzi, którzy są w Platformie - niezależnie, czy to była Platforma Obywatelska Tuska, Ewy Kopacz czy Schetyny - przyszli do partii zgadzając się z jej programem - i ta grupa ludzi jest największa.

A pani w której grupie?

W tej właśnie, że jestem w Platformie.

Nie jest tak, że narasta w pani żal i tęsknota za złotym wiekiem Ewy Kopacz albo za złotym wiekiem Donalda Tuska.

Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Jesteśmy po wyborach i Platforma działa. Będą się zmieniali liderzy partii, ale ważne jest, żeby wiedzieć, po co się jest w tej partii i co się chce zmienić.

To o co chodzi w takim razie w tych podziałach?

Ale ja mówię, że są różne grupy, a pan cały czas mówi, że są podziały.

No dobrze, ale czy te różne grupy różni stosunek np. do KOD-u i pomysłu na to, czy jednoczyć opozycję, czy nie, czy dzielą wyłącznie podziały ambicjonalne?

Stosunek do KOD-u jest w Platformie taki sam, wszyscy uważają, że to jest niezwykły ruch, ruch obywatelski, członkowie Platformy chodzą na marsze KOD-u, działają w tych akcjach, wspierają i tutaj ta współpraca jest bardzo dobra.

Ale jedni chcą się jednoczyć z całą opozycją pod sztandarami KOD-u, a inni mówią: "Nie, wybierajmy własną drogę".

Platforma jest dużą partią, jesteśmy największą partią opozycyjną, mamy i europosłów, i posłów, i senatorów i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Platforma współpracuje z opozycją w Sejmie, bo to jest to miejsce. Do wyborów 3,5 roku - 3,5 roku w polityce to jest po prostu ogromna przestrzeń...

Czyli pani uważa, że to jest słuszne, żeby nie wchodzić dzisiaj w koalicję opozycyjną - czy nie współtworzyć koalicji opozycyjnej.

Współpraca na pewno tak, ale taka twarda koalicja - moim zdaniem - to jest jeszcze przedwczesne.

A rozumie pani, jaki jest powód autozawieszenia z kolei Jarosława Wałęsy - bo to też wczoraj gruchnęła ta wieść.

Tego nie wiem, to jest informacja, która bardzo mnie zaskoczyła, bo bardzo cenię Jarka Wałęsę. I nie wiem - to nie jest rezygnacja z Platformy, czasowo zawiesił swoje członkostwo, ale nie wyjaśnił nam tego i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni - bo będzie w Polsce - powie nam, dlaczego podjął taką decyzję - ona mnie bardzo zaskoczyła.

Bo widzi pani, że to kolejny kamyczek do tego samego ogródka.

Nie, to jest chyba zupełnie coś innego, bo tutaj to jest mała sprawa, wewnątrzklubowa i właściwie gdyby nie to, że zaczęto na ten temat rozmawiać na zewnątrz, nikt by o tej sprawie nie wiedział, bo ona nie jest istotna. Natomiast już sprawa Jarka Wałęsy jest dla mnie zaskakująca. Może także jego wyjaśnienie będzie bardzo proste.

Pani uważa, że prawdopodobieństwo rozłamu w Platformie jest iluprocentowe?

W polityce wszystko jest możliwe, ale sądzę, że najbliższe miesiące będą dla Platformy spokojne.

Ale prawdopodobieństwo tego rozłamu to nie jest zero procent - to jest więcej.

Więcej niż zero, ale... na pewno w tej chwili zdajemy sobie sprawę, że dla Platformy byłoby najgorszą z możliwych rzeczy, gdyby w tej chwili, po tym bardzo trudnym okresie nastąpiły podziały. I ta świadomość wśród naszych członków jest.

Ale czasami najgorsze staje się faktem i najgorsze scenariusze się realizują.

Ale złe przepowiednie też, dlatego należy mówić optymistycznie i robić tak, żeby do tego nie doszło.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje