Konstanty Radziwiłł: Być może przeszacowałem

"Okoliczności, w których w tej chwili funkcjonuję, weryfikują trochę moją wiedzę" - tak o niezrealizowanej obietnicy wzrostu nakładów na służbę zdrowia do sześciu proc. PKB mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Jak twierdzi, lekarze rezydenci wprowadzili go w błąd w kwestii swojej głodówki.

Marcin Zaborski, RMF FM: Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł w naszym studiu, dzień dobry.

Reklama

Konstanty Radziwiłł: - Dzień dobry.

Panie ministrze, czy dwa lata temu pan mnie oszukał?

- Ja pana?

Mhm.

- Nie mam w zwyczaju nikogo oszukiwać.

- No to powróćmy do tamtego czasu. W radiowym studiu zapewniał mnie pan, że w dwa, trzy lata da się doprowadzić do tego, że będziemy wydawać sześć proc. PKB na ochronę zdrowia w Polsce. Dzisiaj pan mówi: Nie da się.

- Panie redaktorze, chciałbym, żeby było możliwe spełnienie bardzo wielu postulatów dotyczących służby zdrowia - zarówno wzrost nakładów, o którym pan mówi, jak również wzrosty wynagrodzeń. No myślę, że po prostu robimy to konsekwentnie, natomiast to są pewne określone możliwości...

Ale wtedy mówił pan tak, zacytuję: "Nie da się tego zrobić z dnia na dzień, ale w dwa, trzy lata - tak". I tamte słowa padały w kampanii wyborczej, te o sześciu procentach PKB. Dzisiaj pada zarzut, że to było po prostu oszustwo wyborcze, że powiedział pan coś po to, żeby kupić głosy wyborców.

- Nie, nie...

Przeprosi pan dzisiaj tych wyborców?

- Nie, nie będę... Myślę, że to nie jest tak... Wie pan, czy to jest możliwe w dwa-trzy lata, czy w nieco dłuższym czasie... Jest na pewno w dłuższym...

Dzisiaj pan mówi o 10 latach... Dwa, trzy lata a 10 to jest różnica.

- Nie, nie mówię o 10 latach. Rząd w tej chwili pracuje nad ustawą, która gwarantuje wzrost nakładów na ochronę zdrowia liczony jako odsetek PKB, w sposób systematyczny, który ma doprowadzić do sześciu proc. w roku 2025.

To proszę o pauzę krótką. Od 2015 do 2025 roku jak nic - 10 lat.

- I panie redaktorze, jest faktem, że ani służba zdrowia, ani minister zdrowia nie funkcjonują w próżni, prawda?

I wtedy pan tego nie wiedział?

- No być może... Okoliczności, w których w tej chwili funkcjonuję, weryfikują trochę moją wiedzę.

Wtedy była kampania wyborcza, więc łatwo było obiecywać. Dopytywałem o to, czy naprawdę to jest możliwe w dwa-trzy lata i pan odpowiedział wtedy tak: "Skoro Czesi mogą, to dlaczego nam się ma nie udać? Skoro Węgrzy mogą, Słowacy mogą, to po prostu trzeba poukładać pieniądze inaczej w budżecie, i się uda".

- Wydawało mi się, że to jest możliwe i myślę, że być może przeszacowałem. A dzisiaj wiem, że to jest możliwe i zmierzamy dokładnie w tym kierunku. Proszę zwrócić uwagę na to, że tak naprawdę nikt nigdy nic podobnego nawet nie próbował zrobić, bo co najwyżej, jeżeli nakłady na ochronę zdrowia rosły, to one rosły dlatego, że był rozwój gospodarczy. W tej chwili pracujemy w rządzie nad ustawą, która w sposób szybszy niż rozwój gospodarczy będzie gwarantować nakłady na ochronę zdrowia. I to jest rozwiązanie niewątpliwie rewolucyjne. 

Ale rozumie pan to, że lekarze, a może także inni, którzy wtedy pana słuchali, w tamtej rozmowie, i słyszeli: w dwa, trzy lata da pan sześć proc. PKB na zdrowie, mogą się dziś czuć zawiedzeni, oszukani, mogą mieć poczucie, że ich pan po prostu okłamał?

- Wie pan, kto jak się czuje, to jest jedna sprawa. Ja jeszcze raz powtarzam, żyjemy w określonych realiach i niewątpliwie Polacy oczekują lepszej służby zdrowia i zdają sobie sprawę z tego, że trzeba ją finansować wyżej, ale procent jest zawsze 100. I musimy sobie zdawać również sprawę z tego, że ludzie oczekują także dobrej edukacji, żeby nie było dziur w drogach, żeby było bezpiecznie. I to są nasze wspólne pieniądze, które musimy rozsądnie, na zasadzie też pewnej umowy społecznej - podzielić. Więc jeżeli mówimy o zwiększaniu nakładów na ochronę zdrowia, to nie są to pieniądze, które gdzieś leżą w jakiejś kasie i po które można sięgnąć tak po prostu, tylko trzeba je przesunąć z innych obszarów.

To jest oczywiste od zawsze.

- I ja myślę, że naprawdę konsekwentnie to robimy. Proszę zwrócić uwagę, że nawet licząc nawet jako odsetek PKB nakłady na ochronę zdrowia, w tym roku są one najwyższe w historii Polski.

Ale to wciąż wokół 4,5 proc. się kręcimy.

- Nie, w tym roku ponad 4,7...

Panie ministrze, dlaczego pan powiedział dziś w Sejmie, że głodówka lekarzy zaczęła sie wczoraj?

- Widzi pan, z całego mojego wystąpienia wiele osób cytuje te słowa...

I dziwi się pan temu?

- Wie pan co, wczoraj albo w zasadzie przedwczoraj była taka umowa, że ten strajk zostanie zakończony, że głodówka zostanie zakończona.

Zawieszona.

- No, co to znaczy zawieszenie głodówki?

Przerwana na czas rozmów z panią premier.

- No więc zakończona do czasu, kiedy rozmowa z panią premier się odbędzie.

Czyli wciąż pan uważa, ze zaczęła sie wczoraj?

- A dzisiaj usłyszałem, że ona trwała przez cały czas, że nie była w ogóle przerwana. Coś tutaj jest nie tak.

Panie ministrze, lekarze głodują od 2 października.

- Chcę powiedzieć, ze moje słowa były związane po prostu z wprowadzeniem mnie w błąd przez deklarację przedstawicieli lekarzy. Być może zostało to źle zrozumiane, ale wydaje mi się, że ich deklaracja była jasna. Strajk głodowy przerywają do tego czasu, kiedy spotkają się z panią premier.

Przerywają, ale nie kończą. Panie ministrze, od 2 października głodują. Pan w międzyczasie był u nich w nocy. I wtedy co, nie było głodówki? Piliście kawę, jedliście ciasteczka?

- Nie, nie...

Była ta głodówka, prawda?

- Właściwie w tej sprawie przede wszystkim mam do powiedzenia coś takiego ważnego, że z jednej strony martwię się i niepokoję o zdrowie tych, którzy głodują, z drugiej strony doceniam również odpowiedzialność tych, którzy są organizatorami tego protestu, i trzeba powiedzieć, że ci, którzy tam źle się czują, których stan zdrowia jest jakoś gorszy, są wyłączani z tej głodówki. To jest bardzo rozsądne, że tam nie dochodzi do sytuacji, w której można by się bać o czyjeś zdrowie i życie w sposób istotny. Mam nadzieję, że tak będzie dalej.

I dzisiaj dyskutujecie w Sejmie. Opozycja mówi, że ci lekarze - młodzi, zdolni, wykształceni, z językami - mogą wyjechać z Polski. A pani poseł Józefa Hrynkiewicz, pana koleżanka z klubu PiS, mówi: niech jadą. To są te słowa, które mają być symbolem pokory, szacunku wobec tych młodych lekarzy?

- Panie redaktorze, nigdy nie pozwoliłem sobie na to, aby wysyłać kogoś za granicę. Natomiast też trzeba powiedzieć, że - oceniając sytuację na zimno - mamy do czynienia z okolicznościami, w których nie można mówić dzisiaj o exodusie lekarzy za granicę.

Ale "niech jadą" to jest "trudno, niech sobie pojadą".

- Nie, nie. Ale panie redaktorze, to nie są moje słowa.

Przedstawicielka PiS, pana klubu parlamentarnego, zaplecza rządu.

- Panie redaktorze, nie powiedziałem nic takiego i nikogo do wyjazdu zachęcać nie będę. Co więcej, ubolewam nad tym, że rzeczywiście więcej z Polski lekarzy wyjeżdża niż przyjeżdża. Chociaż też trzeba powiedzieć, że jest trochę lekarzy z innych krajów, którzy do Polski starają się wjechać i z nimi też nie jest tak łatwo, bo oni mogliby wesprzeć polski system służby zdrowia, a przepisy nie do końca im to umożliwiają. Pracujemy nad tym, żeby było możliwe, żeby na przykład lekarze z Ukrainy mogli rozpocząć pracę, bezpieczną dla pacjentów pracę, ale też trzeba dostrzec pewne pozytywy. Żyjemy w Unii Europejskiej, gdzie przemieszczanie się z jednego kraju do drugiego jest po prostu przejawem wolności człowieka. I zapewniam pana, że wśród lekarzy, którzy wyjeżdżają z Polski, znajdują się również tacy, którzy po jakimś czasie wracają do Polski i wracają z dobrymi doświadczeniami i tak dalej.

Młodzi lekarze proponują debatę telewizyjną: przedstawiciele rządu, młodzi lekarze, eksperci. Podejmie pan taką propozycję, takie wyzwanie?

- Panie redaktorze, to jest propozycja, którą słyszę od pana. Nic o tym nie wiem, jak to miałoby być. Oczywiście nie uchylam się od możliwości spotkania się z osobami, które są przedstawicielami tych protestujących. Natomiast wracam uwagę, że ciągle na stole jest przede wszystkim zaproszenie pani premier do wspólnej pracy nad przyszłością polskiego systemu służby zdrowia.

Tu już padła odpowiedź, lekarze nie są tym zainteresowani w takiej formule, jaką rząd zaproponował, panie ministrze.

- Chcę powiedzieć, że w tej chwili przygotowujemy zarządzenie powołujące taki zespół. I ten zespół tak czy inaczej zacznie działać i mam nadzieję że do niego dołączą także lekarze rezydenci.

Dowiedz się więcej na temat: Konstanty Radziwiłł

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje