Kownacki: Będzie okazja, żeby premier się pochwalił

Szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki przyznał w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka", że Lech Kaczyński zwołuje Radę Gabinetową nie po to, by mówić o kryzysie gospodarczym, ale po to, by przepytać premiera z osiągnięć rządu po roku działalności.

Agnieszka Burzyńska: Dlaczego prezydent chce straszyć Polaków?

Reklama

Piotr Kownacki: Prezydent nie straszy Polaków. Dlaczego pani tak mówi?

Agnieszka Burzyńska: To po co ta Rada Gabinetowa? Żadnego kryzysu gospodarczego nie ma.

Myślę, że prezydent nie zwołuje Rad Gabinetowych za często. Ostatnia była ładnych kilka miesięcy temu. Natomiast chociażby dlatego, że mamy za chwilę rocznicę funkcjonowania tego rządu, jestem pewien, że pan premier Donald Tusk i cały rząd będą chcieli skorzystać z tej okazji.

Agnieszka Burzyńska: Czyli to z okazji rocznicy rządu a nie z powodu kryzysu?

Andrzej Stankiewicz: Czyli pan prezydent chce przepytać premiera o osiągnięcia a nie o kryzys gospodarczy?

Myślę, że będzie to świetna okazja, żeby się pochwalić dużym wzrostem gospodarczym, ułatwieniami dla przedsiębiorców, stworzeniem nowej Irlandii.

Andrzej Stankiewicz: Trochę pan drwi, panie ministrze.

Ja mówię o tym, co pan premier zapowiadał rok temu i czego pierwsze efekty potrafi już nam pokazać po roku.

Andrzej Stankiewicz: Ale premier mówi, że Rada Gabinetowa jest pomysłem niefortunnym i sugeruje, że rozmawianie o kryzysie może ten kryzys wywołać?

Agnieszka Burzyńska: ... i zbijanie kapitału politycznego na kryzysie jest wyjątkowo niesmaczne.

Rozumiem, że każdy pomysł pana prezydenta musi być skrytykowany przez rząd i prawdę powiedziawszy się do tego przyzwyczaiłem.

Agnieszka Burzyńska: A wierzy pan, że z takiego posiedzenia rządu pod kierownictwem głowy państwa może wyniknąć coś konstruktywnego?

Tak. Posiedzenie Rady Gabinetowej zmusza rząd do dokonania pewnych analiz, podsumowania swojej działalności i do tego, żeby wreszcie powiedzieć coś konkretnie, a nie tylko stosować PR-owskie sztuczki.

Andrzej Stankiewicz: Pamięta pan tę styczniową Radę Gabinetową w sprawie służby zdrowia?

Agnieszka Burzyńska: Żenujący to był spektakl. Poza komentarzami, że dwaj najważniejsi politycy zachowują się jak dzieci w piaskownicy, nic z tego nie wynikało.

To jest kwestia jeszcze tego, jak to się komentuje. Natomiast choćby z faktu, że ostatnia rada była w styczniu, myślę, że nic złego w tym, żeby odbyła się Rada Gabinetowa w sytuacji, kiedy premier w sposób skrajnie nieodpowiedzialny zapowiada błyskawiczne wejście do strefy euro w sytuacji, kiedy - zgodnie z ostatnim raportem Komisji Europejskiej - inflacja w Polsce wzrosła wyraźnie i nie spełniamy już kryteriów, które są wymagane aby rozpocząć przygotowania do wejścia do euro. To jest po prostu potrzebne, żeby zacząć mówić o sprawach konkretnych, a nie tylko wygłaszać kolejne zapowiedzi, kolejne obietnice bez pokrycia i z niczego się nie rozliczać.

Agnieszka Burzyńska: Dlaczego nie zorganizować Rady Gabinetowej na temat stoczni? Tu przynajmniej rzeczywiście sytuacja jest bardzo niewesoła?

Myślę, że i kwestia stoczni będzie przedmiotem obrad Rady Gabinetowej. Nie zwołuje się posiedzenia rządu dla kwestii jednego przedsiębiorstwa, a już zwłaszcza nie zwołuje się posiedzenia rady gabinetowej. Jestem przekonany, że również o tym, jakie dokonania rządu w sprawie stoczni są, o tym również będzie mowa.

Andrzej Stankiewicz: Także poprzedniego rządu, bo minister Jasiński - minister skarbu za rządów PiS, również ponosi odpowiedzialność za to, co w tej chwili się dzieje w stoczniach?

Bardzo możliwe, że ta odpowiedzialność rozkłada się na dłuższy okres niż jednego roku. Warto też zobaczyć, co przez ten rok zostało zrobione.

Andrzej Stankiewicz: Panie ministrze, to jest tak, że o stoczniach w tej chwili można rozmawiać na poziomie politycznym. Czy prezydent będzie rozmawiał z szefem Komisji Europejskiej lub liderami krajów europejskich po to, żeby taką presję polityczną wywrzeć na nich?

Jestem przekonany, że wszystko co tylko jest możliwe do zrobienia, aby ratować polskie stocznie, zostanie przez pana prezydenta uczynione.

Agnieszka Burzyńska: Czyli prezydent będzie rozmawiał z szefem Komisji Europejskiej?

Pan prezydent będzie rozmawiał z wszystkimi ludźmi, którzy mają wpływ na taką decyzję - z szefem Komisji Europejskiej oraz z tymi politykami, którzy mają na to wpływ.

Agnieszka Burzyńska: A kiedy?

W najbliższym czasie takie rozmowy już się rozpoczną.

Agnieszka Burzyńska: Referendum w sprawie służby zdrowia będzie?

Andrzej Stankiewicz: Bo prezydent mówił w Elblągu dosłownie tak: "Chciałbym, aby obywatele naszego kraju próbowali się w tej sprawie wypowiedzieć, jak to ma wyglądać w przyszłości". Czyli referendum - wygląda na to?

Referendum jest tą formą demokracji bezpośredniej, kiedy obywatele wprost rozstrzygają o jakichś ważnych sprawach poddanych pod referendum. W związku z czym, jeżeli chodzi o służbę zdrowia, która dotyczy dokładnie wszystkich Polaków, wydaje się, że to jest bardzo sensowne.

Andrzej Stankiewicz: Czyli prezydent zaproponuje Polakom jakie pytanie? "Jesteś za prywatną służbą zdrowia?" "Jesteś za projektami Platformy?" W jaki sposób można Polaków zapytać o to, jak chcą się leczyć?

Na razie to państwo przesądzili, że będzie referendum, i już przeszli do ustalania pytań.

Agnieszka Burzyńska: Nie, to są słowa pana prezydenta.

Andrzej Stankiewicz: "Chciałbym, aby obywatele się wypowiedzieli".

Tak jest, tak jest. W związku z czym teraz trzeba poczekać na decyzję w tej sprawie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje