Łapiński z PiS w RMF FM: Nie zagłosowałem za ustawą o zgromadzeniach

"Byłem dziś na sali sejmowej, ale uznałem, że nie zagłosuję za ustawą o zgromadzeniach (nowelizacją – przyp. red)" - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM poseł PiS Krzysztof Łapiński. "Mam wątpliwość, czy jest ona strasznie potrzebna, ale nie uważam jej za strasznie złą" – tłumaczy gość Marcina Zaborskiego. Czy tak jak twierdzą członkowie opozycji ustawa o zgromadzeniach to ustawa totalitarna? "Nie uderzałbym w aż tak alarmistyczne tony" – odpowiada. I stwierdza: "Nie wszystkie rzeczy dotyczące zgromadzeń publicznych da się zapisać w ustawie. (...) Nie uważam, żeby ta ustawa znacznie zmieniała kwestie bezpieczeństwa".

Marcin Zaborski: Wróćmy do godz. 10:20:44. Panie pośle, gdzie pan wtedy był?

Reklama

Krzysztof Łapiński: Dzisiaj?

Dzisiaj.

- Prawdopodobnie na sali sejmowej... albo w toalecie.

To dlaczego nie wziął pan udziału w głosowaniu tym finałowym nad ustawą o zgromadzeniach?

- A, to już wiem o co chodzi. Byłem na sali, ale uznałem, że nie zagłosuję za tą ustawą.

Bo historia jest taka: głosowanie nr 164, 10:20:14 - pan poseł głosuje. 2 minuty później pan nie wziął udziału w głosowaniu.

- Wahałem się, czy się wstrzymać od głosowania czy nie zagłosować za tą ustawą.

Czyli co? Zła ustawa i nie chciał pan przyłożyć do tego ręki?

- Nie no - mam taką wątpliwość, czy ona jest tak strasznie koniecznie potrzebna - tyle. Natomiast nie jest tak, że jakoś tak obawiam się tej ustawy czy uważam ją za - nie wiem - strasznie złą.

No posłowie opozycji mówili tak: dzisiaj PiS jak walec bez kierowcy, który niszczy wszystko, co spotka po drodze. Mówili jeszcze, że to jest totalitarna ustawa, że uderza w wolność obywateli, łamie ich podstawowe prawa, wychodzi poza standardy państwa demokratycznego.

- Powiem tak - te słowa są czasami aż ze zbyt wysokiego C. Ja bym nie uderzał aż w takie alarmistyczne tony.

Ale jeśli pan nie bierze udziału w głosowaniu będąc na sali, nie wstrzymuje się od głosu czyli idzie o krok dalej to jednak jest coś na rzeczy.

- No bo uważam, że nie wszystkie rzeczy dotyczące zgromadzeń publicznych da się zapisać ustawą. Bo jeśli celem tej ustawy jest to, żeby zagwarantować spokój i bezpieczeństwo to odsunięcie jednej manifestacji od drugiej o 100 metrów tego nie gwarantuje de facto. To jest przestrzeń, którą można pokonać w kilkadziesiąt sekund szybszym krokiem czy kilkanaście biegiem. Poza tym to jest tak, że jeśli chcemy, żeby 2 zgromadzenia się odbywały na jakimś terenie to i tak o tym, czy one będą bezpieczne, będą decydować 2 czynniki - nastawienie uczestników i to, jak będa reagowały służby porządkowe. 

Czerwiec 2012 roku, panie pośle, dyskusja także nad ustawą o zgromadzeniach w Sejmie. Wtedy PiS jest w opozycji, projekt zgłasza prezydent Komorowski. Pamięta pan, co mówili wtedy posłowie Prawa i Sprawiedliwości? Pana w Sejmie nie było, ale na pewno przyglądał się pan tej pracy.

- Tak, podejrzewam, że koledzy to krytykowali, ale pamiętam, że zapisy...

No tak, pani poseł Krystyna Pawłowicz mówiła: mam pytanie do prezydenta - dlaczego swymi restrykcyjnymi propozycjami zmiany prawa o zgromadzeniach cofa nas pan prezydent w kierunku PRL, Białorusi i Rosji.

- To, jeśli pan wywołał tę ustawę, to pan wie, że ona miała w niektórych kwestiach podobne intencje czy nawet podobne zapisy. Ja nawet mam przed sobą ciekawostkę...

Tak, m.in. proponowała zakaz organizowania 2 lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu.

- Dokładnie.

Jeśli może to prowadzić do naruszenia porządku. Tym bardziej pytam o to, panie pośle - jeśli wtedy ten sam pomysł jest krytykowany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości, np. pana posła Jacka Sasina, który pytał prezydenta Komorowskiego tak: Dlaczego kieruje taki antydemokratyczny, antyobywatelski i antykonstytucyjny projekt do parlamentu nie słuchając głosu opinii publicznej - 32 stowarzyszeń i organizacji pozarządowych, które protestowały przeciwko temu projektowi.

- To trzeba zapytać tych, którzy zmienili zdanie, czy wtedy tak robili - ja jestem w łatwiejszej sytuacji, bo wtedy posłem nie byłem. A na przykład taka ciekawostka...

Ale jest pan dzisiaj posłem, przedstawicielem PiS-u.

- Ja na stronie internetowej ówczesnego prezydenta Komorowskiego, można było wyczytać coś takiego: Konstytucja w artykule 57 zapewnia każdemu wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Nie jest to jednak wolność o charakterze absolutnym - może być w zgodzie z Konstytucją ograniczona ustawą wtedy, gdy jest to konieczne dla bezpieczeństwa lub porządku publicznego, zdrowia lub praw innych osób - tak wtedy urzędnicy prezydenta Komorowskiego, myślę, że za jego zgodą, argumentowali te pewne ograniczenia, które tam wprowadzali. 

To do tamtych słów odnosząc się i do tej dyskusji między PiS-em a prezydentem - panie pośle, czy PiS dzisiaj głosując nad tą ustawą wziął pod uwagę głos organizacji pozarządowych?

- Ja byłem na komisji, bo pracowałem w tej komisji i było kilka organizacji, które się wypowiadały. 

I ich argumenty zostały wzięte pod uwagę w pracach sejmowych?

- No nie sądzę. Trzeba by ich zapytać, czy te postulaty, które zgłaszały, zostały... Ale tam chyba nie było zmian w tym projekcie, więc chyba on przeszedł tak, jak był w przedłożeniu tym poselskim.

Czy PiS zgodził się na wysłuchanie publiczne ws. tych przepisów?

- Nie, nie było. Dlatego też uważałem, że można było poczekać i zrobić wysłuchanie publiczne. Ja powiem tak - w tej ustawie np. jedna rzecz wydaje mi się, że jest dobra - ułatwia się organizowanie tzw. manifestacji cyklicznych. Jeśli ktoś organizuje czy co miesiąc czy kilka razy w roku jakąś manifestację no to nie musi co chwilę zgłaszać tylko raz zgłasza i to zgłoszenie obejmuje potem okres bodajże trzyletni, że nie musi co chwila przychodzić do danego organu.

Czyli np. miesięcznice smoleńskie będą objęte tym przepisem.

- Ale to nie tylko. Myślę, że dla wielu innych organizatorów takich uroczystości to by ułatwiało rzecz. I w tym aspekcie jest dobra, natomiast wydaje mi się...

Czy może pan wytłumaczyć, bo to jest pytanie, które padało w czasie debaty sejmowej - dlaczego związki wyznaniowe mają mieć pierwszeństwo w organizacji zgromadzeń publicznych?

- Dobrze, że uznane zostało, że wszystkie związki wyznaniowe. Ja nie wiem, bo związki wyznaniowe zazwyczaj organizują chyba uroczystości o charakterze religijnym i tutaj raczej nic nie trzeba zgłaszać, bo procesji Bożego Ciała nie trzeba zgłaszać.

Poseł Michał Kamiński mówił tak: "Ustawa wprowadza niezgodnie z konstytucją, niezgodne z naszą cywilizacją, dzielenie ludzi na wierzących i niewierzących". 

- No, jak mówię. Ten przepis z mojego punktu widzenia chyba nie jest potrzebny, bo tak jak mówię - związkom wyznaniowym on chyba też nie jest potrzebny. Związki wyznaniowe, kościoły sobie radzą bez tego. Panu mówię jako przedstawiciel PiS-u, że mam trochę wątpliwości co do niektórych przepisów, bo one są moim zdaniem niekoniecznie niezbędnie potrzebne. Tak jak powiedziałem, to nie są rzeczy, bez których nie można by się obejść. 

Posłowie pytali też, dlaczego PiS nie wpisał do ustawy vacatio legis...

- No to proszę spytać się posłów, którzy, że tak powiem, którzy może powiem precyzyjnie podpisali się pod tą ustawą.

Pan się pod tą ustawą nie podpisuje? Zamykamy temat.

- Powiem tak, no nie jestem jakimś krytykiem fundamentalnym tak jak opozycja, która tutaj wieści, że tak powiem, koniec świata, bo podobno ustawę popierali cztery lata temu. Natomiast nie uważam, żeby ona znacznie zmieniała kwestie bezpieczeństwa. Bo od bezpieczeństwa przede wszystkim są siły porządkowe - w ustawie się nie da zapisać. Jeśli ktoś będzie chciał przyjść i zakłócić jakąś manifestację to zapisy ustawy go nie odstraszą. Mogą go odstraszyć służby porządkowe, policja.

Krzyczał pan dzisiaj w Sejmie "precz z komuną", gdy posłowie opozycji witali na sejmowej sali prezesa Trybunału Konstytucyjnego?

- Staram się w ogóle nie krzyczeć w Sejmie.

A rozumie pan, dlaczego posłowie PiS-u krzyczeli?

- Panie redaktorze, trzeba się spytać tych posłów, którzy krzyczeli. Może odnosili się do jakiegoś etapu czy wątku w życiorysie  pana profesora Rzeplińskiego. No tak samo jak posłowie Platformy odnoszą się do pewnego epizodu w  życiu posła Piotrowicza. Tutaj chyba to zostało zastosowane w drugą stronę. Ja nie krzyczałem...

I to było dobre?

- Nie czuję się zobowiązany, żeby się tłumaczyć z tego.

Ja pytam o pana zdanie, nie o tłumaczenie.

- No w Sejmie różne rzeczy, że tak powiem, są mówione czy krzyczane. Ja staram się nie krzyczeć, nie pokrzykiwać czy to z ław poselskich, czy z mównicy sejmowej.

Zaczęło się od tego, że posłowie PO zwrócili uwagę, że marszałek Sejmu nie powitał obecnego na Sali plenarnej prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. Rozumie pan, dlaczego powitania nie było?

- Nie wiem, obyczajem jest chyba, że się wita. Nie wiem, może nie zauważył, że pan prof. Rzepliński jest... Bo akurat usytuowanie faktycznie tam, gdzie siedział prof. Rzepliński jest takie, że marszałek ma go po lewej stronie, jakoś pewnie w oddali. Jak nie zerka w lewą stronę, to może nie zauważyć jeszcze w tym momencie.

Nie dalej jak wczoraj marszałek w czasie obrad mówił tak: "Informuję wysoką izbę, że w tej chwili obradom Sejmu przysłuchuje się wycieczka z gimnazjum z Tomaszowa Lubelskiego, witamy serdecznie". Wicemarszałek Brudziński, dokończę: "Naszym obradom przysłuchuje się wielebny ks. Janusz Kosior, duszpasterz młodzieży akademickiej z Rzeszowa i Rycerzy Kolumba. Witamy serdecznie  księdza". Czyli co, marszałek wita uczniów, a nie wita prezesa TK?

- Panie redaktorze, ja się nie będę tłumaczył za marszałka. Może pan spytać pana marszałka, natomiast zupełnie też jest inna rzecz, że jak ktoś zaprasza jakąś wycieczkę czy jakichś gości, to często po prostu idzie do sekretariatu posiedzeń Sejmu i to zgłasza, żeby właśnie marszałek przywitał.

Marcin Zaborski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje