Mastalerek: PiS weźmie kredyt na kampanię

Prawo i Sprawiedliwość weźmie kredyt na kampanię prezydencką. W złotówkach - mówi rzecznik PiS Marcin Mastalerek w Kontrwywiadzie RMF FM.

- Miliony Polaków mają kredyt, my też będziemy mieli - dodaje. - Zaangażujemy środki, bo chcemy wygrać te wybory. Jesteśmy przekonani, że Duda zwycięży - podkreśla.

- Jest czterech, może pięciu polityków, którzy na dzień dzisiejszy mają rozpoznawalność 100 proc. Nie ma tutaj jeszcze Andrzeja Dudy. Przed nami długa praca - ocenia gość RMF FM. 

Reklama

Konrad Piasecki: Pan pamięta tą pieśń? "Bój to jest nasz ostatni"?

Marcin Mastalerek: - Pięć lat miałem w 89 roku, ale czekam z utęsknieniem, aż sztandar Platformy Obywatelskiej zostanie wyprowadzony.

Tylko kto ma dać temu hasło, bo na razie nie widać, żeby PiS dawało.

- Myślę, że PO ma tyle wewnętrznych problemów, że hasło do wyprowadzenia sztandarów będzie pochodziło z szeregów PO. Pani premier Ewa Kopacz powinna oglądać się za siebie.

Pan chciałby zlikwidować PO, czy tylko wygrać z nią wybory?

- My oczywiście wygramy te wybory w 2015 roku. Głęboko w to wierzę.

Nie ma pan wyjścia. Siedem wyborów wierzycie i nigdy się nie udaje.

- Wygraliśmy wybory samorządowe do sejmików. To są najbardziej polityczne z samorządowych wyborów, więc ta wyliczanka już się skończyła.

Wiara przenosi góry.

- Przede wszystkim dziś PO ma wiele problemów sama ze sobą. Już tych frakcji nie można policzyć na jednej ręce i ten sztandar jestem przekonany, że wcześniej, czy później zostanie wyniesiony. I to będzie dobre dla Polski.

Tak pan liczy te frakcje PO to policzmy razem. Jakie są?

- Frakcja Schetyny.

Jeden.

- Frakcja Grabarczyka, frakcja tak zwanych psiapsiółek premier Kopacz, frakcja mecenasa doradzającego jednemu z polityków...

... nie no. To już jakieś political fiction pan uprawia.

- ... frakcja tak zwanego misia. Jest tych frakcji dużo. A jeszcze...

... frakcja misia i frakcja mecenasa to dwie rożne frakcje?

- Wydaje mi się, że pochodzą z jednej, ale ostatnio coś im nie po drodze.

A propos tych wyborów. Skąd tak niskie sondaże waszego kandydata. Myśli pan, że on zdoła się przebić do świadomości Polaków jeszcze przed wyborami? Czy do maja  nikt nie zauważy istnienia i funkcjonowania Andrzeja Dudy?

- Sondaże w Polsce od dawna są elementem gry politycznej. Mają mobilizować...

... ale wasz elektorat powinny mobilizować niskie sondaże Dudy. Jakoś nie mobilizują.

- Przede wszystkim to jest gra polityczna i my nie ekscytujemy się sondażami, bo są całkowicie niewiarygodne. Ja przypomnę panu, że wygraliśmy wybory samorządowe pół roku temu, a dzień po wyborach został opublikowany sondaż, że przegrywamy 10 procentami. To jest kpina. 


Czyli pan wierzy, że Dudzie idzie? 

- W naszych sondażach Andrzej Duda ma około 25 proc., a prezydent Komorowski jest na granicy pierwszej tury. Jeżeli porównamy to z tymi zapowiedziami, że miał mieć 70 lub 80 proc. poparcia, kiedy przypomnimy sobie, że Rafał Dutkiewicz też miał mieć 80 proc. poparcia, a później ledwo wygrał w II turze, to będziemy mieli rzeczywisty obraz. I jeszcze jedno - chciałbym wyraźnie powiedzieć - ci, którzy dziś prezentują takie niewiarygodne sondaże będą się po prostu wstydzili, tak jak wstydzili się ci, którzy w 2005 roku - dzień przed ciszą wyborczą - opublikowali sondaż, że śp. prezydent Lech Kaczyński przegra wybory.

Myślałem, że pan powie, że będą się w piekle smażyli...

- Nie, wystarczy wstyd. Zresztą już powinni się wstydzić.

Ale nawet jeśli Duda ma 25 proc., to jest cały czas mniej, niż ma PiS...

- No, ale kilka miesięcy przed wyborami, mamy długą...

Ale przynajmniej powinien iść "łeb w łeb" z PiS-em, albo nawet być lepszy niż PiS..

- Pan, panie redaktorze, jako analityk sceny politycznej, bardzo dobry analityk, powinien wiedzieć, że jest czterech, może pięciu polityków, którzy na dzień dzisiejszy mają rozpoznawalność sto procent. Nie ma jeszcze wśród nich Andrzeja Dudy. Przed nami długa praca. To jest prezydent, premier, prezes Kaczyński. I w miarę wzrostu rozpoznawalności będzie wzrastało poparcie, to poparcie się zrówna z PiS.

Czyli tak, jak Platforma swoje słabe sondaże tłumaczy zimą, tak wy słabe sondaże Dudy tłumaczycie niską rozpoznawalnością.

- Przede wszystkim są dobre sondaże, bo tendencja w tych sondażach jest rosnąca. Andrzej Duda startował jak komentatorzy twierdzili, że miał 20 proc. rozpoznawalności. Dziś w rządowym CBOS-ie ma około 65 procent rozpoznawalności - to prawie tyle, co premier Piechociński już po latach bycia wicepremierem. Andrzej Duda zrobił taką rozpoznawalność w miesiąc, a mamy jeszcze kilka miesięcy do wyborów. Chciałbym wszystkich uspokoić - poradzimy sobie, damy radę, dziękujemy za troskę!

A za brak precyzji w wypowiedzi na temat polskich wojsk na Ukrainie dostało mu się od partii?

- Nie, to nie był brak precyzji. To była kulturalna wypowiedź względem legendy "Solidarności" - Zbigniewa Bujaka.

Może w takich sprawach nie ma co wyrażać się dyplomatycznie, tylko trzeba tak, jak w Piśmie Świętym: "tak - tak, nie - nie"?

- Od prezydenta trzeba wymagać języka dyplomacji. My nie zgadzamy się na taki język, jaki prezentuje Bronisław Komorowski. Mówienie o tym, że żołnierze potrzebują lewatywy, o tym że kobiety duńskie to są kaszaloty. No ja wolę, żeby prezydent mówił językiem dyplomacji, lub opowiadał...

Czyli ma być grzeczny? Nawet jeśli jest źle zrozumiany?

- Ma być dyplomatyczny, a wobec legendy ,,Solidarności'', pana Zbigniewa Bujaka no trzeba było zachować się grzecznie, dyplomatycznie.

Ale tak swoją drogą, czy w taką godnościową i romantyczną politykę Prawa i Sprawiedliwości wysłanie polskich żołnierzy na Ukrainę by się nie wpisywało?

- Dziś nie ma w ogóle takiego tematu. Nie ma co o tym rozmawiać, dla nas sprawa jest zamknięta. Andrzej Duda powiedział wyraźnie: dziś nie ma możliwości wysyłania polskich wojsk.

Do pewnego momentu nie było też tematu, nie wiem, na przykład wyjazdu Lecha Kaczyńskiego do Gruzji, a w którymś momencie się ten temat pojawił. No i Lech Kaczyński pojechał i do dzisiaj się tym szczycicie.

- Mamy styczeń 2015 roku, nie ma tematu wysyłania polskich wojsk gdziekolwiek, o tym powiedział bardzo wyraźnie Andrzej Duda. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo polskich obywateli.

No i przede wszystkim sondaże. Bo w nich Polacy mówią, że nie chcą wysłania polskich wojsk na Ukrainie.

- No, sondaże są najważniejsze dla Platformy.

Właśnie mam wrażenie, że w tej sprawie to i dla was.

- To Platforma Obywatelska podejmuje decyzje na podstawie sondaży.

Kto powinien zapłacić za problemy frankowiczów?

- Nikt nie powinien zapłacić. To jest fałszywe stawianie tezy.

No nie, jeśli wy chcecie, żeby banki przewalutowały kredyt po 3,50 tak mniej więcej, to ktoś musi zapłacić za tę różnicę.

- Państwo polskie nie powinno ponosić z tego tytułu żadnych kosztów. To jest kwestia tego, czy banki zarobią bardzo dużo, czy zarobią dużo. My jesteśmy za tym, żeby nie zarabiały bardzo dużo, tylko żeby się posunęły i zarobiły po prostu dużo. Współodpowiedzialność za to powinny ponieść banki, bo dziś w Polsce po 25 latach od wyprowadzenia sztandaru, po 26...

Nie, bo to był rok ‘90.

- Po 25 latach od wyprowadzenia sztandaru PZPR, banki mają taką pozycję, że mogą wszystko.

Jak pan teraz powiąże PZPR z bankami...

- Nie, mówię w 89 roku upadł...

Banki mogą wszystko, a...?

- A konsumenci nie mogą nic. A my się na taką sytuację nie zgadzamy.

Ale wie pan, że banki to są także ich klienci oraz ich akcjonariusze często ci mali - to oni mają płacić?

- Przepraszam bardzo, ale w Polsce mamy najdroższe karty kredytowe.

Już nie...

- A kto ma droższe?

Nie, no teraz mamy najniższe opłaty za karty kredytowe, nie wiem, czy pan zauważył.

- Ale niech pan porozmawia z kimś, kto ma kredyt hipoteczny we Francji i niech się pan go zapyta, jakie ma oprocentowanie w banku, który działa we Francji, a jakie ten sam bank ma oprocentowanie w Polsce. Przecież to jest w ogóle nieporównywalne. Mamy drogie kredyty, mamy drogie kredyty hipoteczne, banki mogą wszystko, Polacy nie mogą nic.

Czy wszyscy Polacy nie mogą nic, bo złe banki...

- Powinniśmy wszyscy dążyć do tego żeby człowiek, który idzie do banku nie czuł się jako ktoś kto nie może niczego.

A propos kredytu PiS naprawdę bierze kredyt na kampanię prezydencką?

- A co w tym dziwnego? Miliony Polaków mają kredyty, my też będziemy mieli kredyt.

Macie strasznie wysokie dochody, prawie 20 milionów rocznie. Co wy z tymi pieniędzmi robicie?

- Przede wszystkim wydajemy na działalność statutową.

No, i ile tego kredytu bierzecie na wybory?

- Gentlemani o pieniądzach nie rozmawiają, ale chciałbym pana uspokoić - na kampanię wyborczą wydamy, zaangażujemy duże środki, bo chcemy wygrać te wybory, jesteśmy przekonani, że Andrzej Duda ma szanse zostać prezydentem, będziemy do tego dążyli.

A w złotych bierzecie czy we frankach?

- Oczywiście - w złotówkach, ale to Platforma Obywatelska jest wyalienowana, my tak, jak miliony Polaków mamy kredyt.

Dobre sobie pan to tłumaczenie przygotował. To jeszcze na koniec pytanie od słuchaczy: Gdyby to zależało od PiS-u, to czy pigułka po byłaby dopuszczona do użycia, czy nie?

- Wypowiadaliśmy się o tym już wielokrotnie. Oczywiście - nie byłaby dopuszczona, ale mnie martwi taka spychologia. Bo kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej słyszeliśmy, że takie sprawy będą zależały od polskiego rządu, a dziś Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że to od nas nie zależy- tak być nie może.

No oczywiście, zależy! Tylko trzeba by było ustawę przeprowadzić. Marcin Mastalerek - dziękuję bardzo!


Dowiedz się więcej na temat: Marcin Mastalerek | Andrzej Duda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje