Mazurek w RMF FM: Nie żałuję, że nazwałam Petru klaunem

Rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek przyznała w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, że nie żałuje, że nazwała Ryszarda Petru klaunem. "Nie bardzo rozumiem, dlaczego mam darzyć Bóg wie jaką atencją człowieka, który w sposób skandaliczny wypowiada się o nas jako partii rządzącej, o szefie moim, Jarosławie Kaczyńskim, wyzywając go od tchórzy i różnych innych rzeczy. Jaka jest agresja w powiedzeniu, że ktoś jest klaunem?" - mówiła posłanka.

Marcin Zaborski, RMF FM: Gdyby była pani ministrem w rządzie, odmówiłaby pani spotkania z unijnym komisarzem, tłumacząc to spotkaniem z Jarosławem Kaczyńskim?

Reklama

Beata Mazurek, rzecznik PiS: Na szczęście nie jestem ministrem i takich dylematów nie mam.

Ale są tacy, którzy mają, np. pan minister Mariusz Błaszczak. Dla szefa MSWiA spotkanie między innymi z Jarosławem Kaczyńskim okazało się dzisiaj ważniejsze niż spotkanie z unijnym komisarzem ds. wewnętrznych.

- Nie mógł podjąć takiej decyzji. Z tego, co wiem, to kogoś desygnował - jednego z sekretarzy stanu, czy też podsekretarzy - na to spotkanie.

Tak, sekretarza stanu odpowiedzialnego za sprawy migracji, ale tu komisarz odrzucił tę propozycję.

- Też miał do tego prawo. Nie wiem, jaka była przyczyna tego, że wybrał (Mariusz Błaszczak - przyp. red.) spotkanie  z Jarosławem Kaczyńskim, ale...

Rozumie pani tę decyzję?

- Oczywiście, że rozumiem.

Mimo tego, że to było rutynowe spotkanie, które odbywa się co tydzień, jak dzisiaj usłyszeliśmy.

- Ja nie powiedziałam, że co tydzień. Powiedziałam, że rutynowe.

Pani nie, ale mówił tak wicemarszałek Joachim Brudziński: "To rutynowe spotkanie, które odbywa się co tydzień".

- To prawda, ale nie w takich godzinach, więc nie robiłabym z tego nie wiadomo jakiej afery. Różne są sytuacje. Nie wiem, jaki był temat spotkania komitetu politycznego - być może na tyle ważny, że minister Błaszczak uznał, że warto pojechać na Nowogrodzką, a na spotkanie desygnować swojego zastępcę.

To po co są te spotkania komitetu politycznego?

- Proszę pana, gdyby one były otwarte, to z pewnością byłyby dostępne dla mediów i wszystko państwo byście wiedzieli. Natomiast nie są takie i na pewno nie będę mówiła o tym, co się działo, bo po pierwsze w nich nie uczestniczę, a gdybym wiedziała, to i tak bym nie powiedziała, skoro to nie jest dostępne dla mediów.

Tworzenie takiej tajemnicy powoduje, że pojawiają się takie komentarze, jak chociażby ten, że pani premier przed posiedzeniem rządu jedzie na Nowogrodzką do prezesa Kaczyńskiego odebrać podpowiedzi, sugestie, a nawet instrukcje - mówią niektórzy.

- Jak ja byłam w Sejmie, to wszyscy mnie zapytali, dlaczego cały rząd pojechał na Nowogrodzką, nie wiedząc o tym, że to nie pojechał rząd, tylko pojechał komitet polityczny. Ja zapewniam państwa, że takie spotkania z całą pewnością organizujemy nie tylko my, ale organizują także inne partie polityczne. Tak było, jest i przypuszczam, że będzie. Jarosław Kaczyński jest liderem partii, która wygrała wybory, organizuje takie spotkania...

I podpowiada ministrom, czym się powinni zająć w czasie obrad rządu?

- Nie mam zielonego pojęcia, nie wiem, na jakiej podstawie pan wysuwa takie wnioski.

Pytam. To nie jest wniosek, tylko pytanie.

- Z tego, co wiem, takie spotkania odbywają się nie od dziś i pewnie będą się odbywać. Nigdy do tej pory kolizji z żadnym posiedzeniem nie było, bo one odbywały się w innym terminie. Jaka była przyczyna, że dzisiaj zaproponowano godziny przedpołudniowe, tego nie wiem. 

Rząd zapala zielone światło dla zakazu handlu w niedzielę, teraz wszystko w rękach posłów, czyli między innymi pani. Klub PiS w Sejmie też zapali zielone światło dla obywatelskiego projektu w tej sprawie?

- Tak, mówiliśmy od początku, że wszystkie inicjatywy obywatelskie - a to jest inicjatywa obywatelska - będziemy procedować, szczególnie tę inicjatywę dotyczącą ograniczenia handlu w niedzielę.

To od kiedy będzie obowiązywał zakaz handlu w niedzielę w Polsce?

- Ten projekt został skierowany do komisji stałej do spraw rynku pracy i tam będzie procedowany. Przewodniczącym jest poseł Jan Mosiński. Będę z nim rozmawiała o tym, jak będzie wyglądał sposób procedowania nad tą ustawą. Z całą pewnością chcę, aby możliwie jak najszerszy udział partnerów społecznych był przy procedowaniu nad tą ustawą.

Pani mówi: Będę z nim rozmawiała. Tyle, że ten projekt wpłynął do Sejmu we wrześniu, w październiku trafił do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, którą to komisją - tak się składa - kieruje nikt inny, jak Beata Mazurek, która jest dzisiaj w studiu. Od października do dzisiaj co się wydarzyło z tym projektem?

- Nic, bo nie było stanowiska rządu.

I przez tyle miesięcy nic się w tej sprawie nie działo?

- Oczywiście, mnóstwo było opinii partnerów społecznych na ten temat, jedni są za ograniczeniem, inni są przeciwko ograniczeniu. Oczywiście, nie było formalnie zwoływanych posiedzeń, ale to było związane tylko z tym, że nie było stanowiska rządu do projektu.

Mijały tygodnie, mijały miesiące, aż wreszcie biskupi napisali w ostatnich dniach, cytat: "Wydłużanie prac legislacyjnych nad ostatecznym kształtem rozwiązań prawnych w tym względzie, jest formą niesprawiedliwości społecznej, m.in. wobec tych obywateli, którzy sygnowali projekt ustawodawczy".

- Przykre te słowa. Pewnie się część opinii publicznej z nimi zgodzi, czy nie.

Jeżeli przez tyle tygodni, miesięcy, nic się nie działo w tej sprawie pani poseł, to te słowa się chyba w naturalny sposób pojawiły.

- Panie redaktorze, to prawda, tylko dzisiaj mamy sytuację taką, że mamy jasne i klarowne stanowisko rządu. Sprawa jest o tyle trudna, że to nie jest projekt, który nie wzbudza kontrowersji.

To jasne, od początku wzbudzał.

- I dzisiaj trzeba wypracować rozwiązanie, które by zadowalało wszystkich.

To kiedy PiS takie rozwiązanie wypracuje?

- Zobaczymy, jak będzie przebiegało procedowanie nad tym projektem.

Ale to państwo mają większość w parlamencie.

- To prawda. Zechcemy zrobić to jak najszybciej, ale zechcemy też wysłuchać wszystkich, którzy będą chcieli brać udział w procedowaniu nad tą ustawą.

Będzie wysłuchanie publiczne na przykład w tej sprawie?

- Myślę, że jeżeli będzie potrzeba i ktoś zgłosi taki wniosek, to tak, chociaż opinii jest tak dużo, że nie wiem, czy akurat wysłuchanie publicznie jest w tym momencie właściwe.

To co powiedziałaby pani dzisiaj związkowcom, którzy przyjdą do pani i zapytają: pani poseł, pani przewodnicząca, kiedy możemy spodziewać się ostatecznych decyzji w Sejmie w tej sprawie?

- Proszę pana, konkretnej daty nie podam, natomiast powiem tak, że bez zbędnej zwłoki z całą pewnością zaczniemy prace nad tym projektem.

A kiedy one się mogą skończyć? W tym roku jeszcze?

- Z całą pewnością.

W tym roku może zacząć obowiązywać zakaz handlu?

- Wie pan, to jest rzecz, którą trzeba uzgodnić nie tylko z partnerami, ale też przede wszystkim z rządem. Jeśli będzie zielone światło z rządu, od rządu...

Już jest.

- ...na to, kiedy tę ustawę wprowadzić, to my tę ustawę w taki, a nie w inny sposób wprowadzimy.

Pani poseł, to rząd musi powiedzieć, kiedy ta ustawa ma zacząć obowiązywać, skoro jest to obywatelski projekt złożony w Sejmie i posłowie będą nad nim pracować?

- Tak, dlatego ze każdy projekt ma odnośniki do wielu innych ustaw. Ja nie twierdzę akurat, że ten ma. Jeżeli natomiast by się okazało, że ma i te rozstrzygnięcia wpływają na różne inne, które być może pociągają za sobą skutki finansowe, to my nie możemy udawać tego, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że projekt pociąga skutki finansowe. Jeśli by się okazało natomiast, że tych skutków finansowych nie będzie i one będą tylko po stronie pracodawców, no to być może to procedowanie zakończy się szybciej. Z całą pewnością nie będzie żadnej przewlekłości. Zechcemy to zrobić w miarę szybko - nawet gdyby vacatio legis, czyli termin wprowadzenia tej ustawy miał być odłożony, chociaż ja nie twierdzę...

W projekcie są dwa tygodnie wpisane.

- Chcemy dotrzymać tych dwóch tygodni, natomiast chcemy też wysłuchać dwóch stron. Pan doskonale o tym wie, że to jest projekt, który wzbudza kontrowersje. Na pewno od początku mówiliśmy - to dzisiaj potwierdził rząd w swoim stanowisku - że nie chcemy karania za nieprzestrzeganie ustawy, ale też chcemy pogodzić strony. Być może pojawi się poprawka taka, że nie wszystkie niedziele, ale część niedziel będzie wolnych. Zaczynamy dyskusję nad tym projektem, wiedząc...

Dopiero teraz.

- Nie dopiero teraz.

Projekt od września leży w Sejmie, pani poseł.

- Ale po pierwszym czytaniu.

Leży i dyskusji nie było. Zostawmy ten wątek. Nazwie pani dzisiaj kogoś klaunem?

- Jeżeli na to zasłuży, to tak.

Niedawno stwierdziła pani, że Ryszard Petru to klaun. Nie żałuje pani tych słów?

- Nie.

Czy to jest pokora, o której mówiła pani premier Szydło na początku kadencji?

- Proszę pana, ja nie bardzo rozumiem, dlaczego mam darzyć Bóg wie jaką atencją człowieka, który w sposób skandaliczny wypowiada się o nas jako o partii rządzącej, o szefie moim, czyli Jarosławie Kaczyńskim - wyzywając go od tchórzy, od różnych innych rzeczy...

Może dlatego, pani poseł, że gdy PiS było w opozycji, to wytykało rządzącym - tu cytuję za programem PiS - wypowiedzi prowokacyjne lub dyfamujące. Pisali państwo o nieustannym pokazie agresji.

- Ale co jest w tym... Jaka jest agresja w stwierdzeniu, że ktoś jest klaunem?

Czy mówienie, że ktoś jest klaunem nie jest wypowiedzią dyfamującą - cytując program PiS?

- Wie pan, klaun raczej bardziej mi się kojarzy z kimś rozrywkowym, a nie obraźliwym. Natomiast, biorąc pod uwagę całą postawę Ryszarda Petru, to co on mówi, te jego lapsusy - bo moja wypowiedź padła w określonym kontekście - jego lapsusów.

Tak, mówiła pani o lapsusach i nazwała go klaunem.

- No tak, oczywiście, że tak.

Beata Mazurek o korespondencji na linii prezydent-MON

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marcin Zaborski pytał Beatę Mazurek o powody korespondencji między szefem MON Antonim Macierewiczem a prezydentem Andrzejem Dudą.

"Nie rozumiem tego - domysłów może być mnóstwo. Być może dzieje się tak dlatego, że zarówno pan prezydent i pan minister w określonym momencie nie mieli czasu, by się spotkać, być może wolą akurat pisać do siebie listy. (...) Być może w czasie tej rozmowy więcej się wyjaśni niż przy pisaniu do siebie listów" - mówiła rzecznik Prawa i Sprawiedliwości.

"W przypadku Trybunału Konstytucyjnego pan prezydent też nie był usatysfakcjonowany wyrokiem ws. zgromadzeń, a ustawę podpisał" - mówiła poseł, odnosząc się do deklaracji głowy państwa.

Marcin Zaborski dopytywał też o słowa ministra Waszczykowskiego, który brak czasu na promowanie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej skwitował słowami "Bóg miał siedem dni, ja tylko trzy".

"Widocznie okazało się go mało, dlatego Saryusz-Wolski nie dostał poparcia. Natomiast czy to jest związane z boskością, to ja tego nie wiem i mam raczej wątpliwości" - oceniła Mazurek. "Nie wiem [czyj to błąd - przyp. red.]. Być może polskiego rządu. Być może ministra Waszczykowskiego" - uznała.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje