Miller: Dymisja Gowina to początek walki o przywództwo w PO

- Gowin nadto urastał, a w rządzie nie ma miejsca na dwóch premierów. Tusk miał też dosyć serialu pt.: kolejny raz wyjaśniam, co Gowin miał na myśli. Ten serial nie mógł być kontynuowany - mówi Leszek Miller, gość Kontrwywiadu RMF FM. - Teraz Gowin będzie wyznaczał swoją pozycję w PO, będzie chciał powalczyć o przywództwo w partii. Moje i jego przekonania są krańcowo różne, ale trzeba przyznać, że Gowin to jeden z tych przeciwników, których się szanuje. On ma poglądy. W polityce niewielu jest takich jak on - dodaje.

Konrad Piasecki: Zachwycony decyzją premiera i odwołaniem Gowina?

Reklama

Leszek Miller: - "Zachwycony" to złe słowo.

To pan doradzał: "Tusku, pokaż, kto jest samcem alfa". No i pokazał.

- Ja tak nie wskazywałem, natomiast to oczywiste, że serial nie mógł być kontynuowany. Serial, w którym premier co jakiś czas mówił: "Wyjaśniam, co mój minister chciał powiedzieć".

Ale myśli pan, że to był taki serial?

- To był taki serial i Tusk miał tego dosyć. Myślę tylko, że za późno.

A to nie był serial urastania Gowina, jego pęcznienia i wyrąbywania sobie samodzielnej pozycji politycznej?

- Oczywiście to też. Myślę, że pan minister Gowin będzie chciał powalczyć o przywództwo w Platformie.

Ale jak wczoraj Tusk ogłosił dymisję, to pan bił brawo?

- Nie, no cóż...

Co tam pana jacyś ministrowie...

- Ja jestem zainteresowany, żeby instytucje naszego państwa zachowywały powagę i nie ośmieszały się. A niewątpliwie to, co się działo w rządzie między Gowinem a Tuskiem to było podważanie autorytetu i ośmieszanie naszego państwa.

A myśli pan, że to, co zrobił Tusk, to też jest objaw lęku, że Gowin zniechęca do Platformy liberalny i lewicowy elektorat?

- Nie. Po prostu premier nie może tolerować sytuacji, w której obok niego jest jeszcze jeden premier. Nie ma miejsca dla dwóch premierów w jednym rządzie.

A Gowin urastał do rangi i formatu premiera?

- Urastał. To jest w ogóle ciekawy człowiek. To jest mój przeciwnik, ale ja szanuję takich przeciwników, bo to jest przeciwnik, którym ma poglądy. W polskiej polityce przewalają się tłumy ludzi, którzy nie mają żadnych poglądów.

Myśli pan, że teraz ten człowiek z poglądami wybierze samodzielną polityczną przyszłość, czy raczej bezpieczną przystań Platformy?

- Będzie chciał wyznaczyć nową pozycję, ale w Platformie.

Czyli powalczyć o własną pozycję w Platformie, bo chyba nie o szefostwo... To znaczy będzie próbował walczyć o szefostwo, ale chyba bez większych szans.

- Z Tuskiem nie ma szans, bo z premierem Tuskiem w Platformie nikt nie ma szans, albowiem Platforma Obywatelska nie istnieje bez Donalda Tuska.

Teraz za Gowina przychodzi Marek Biernacki. Oj, nigdy on was nie kochał specjalnie i z wzajemnością.

- Jeżeli chodzi o świat wartości i idei, to się nic nie zmienia. Biernacki równa się Gowin. Przecież pan Biernacki głosował dokładnie tak samo, jak Jarosław Gowin - czy w sprawie związków partnerskich, czy przerywania ciąży.

Czyli jeśli chodzi o konserwatystów ubył jeden, przybył jeden. Stan się wyzerował.

- Na tym polega spryt tego posunięcia, natomiast ja mam nadzieję, że nowy minister spraw wewnętrznych bardziej się będzie koncentrował na wykonywaniu swoich obowiązków, a nie czynieniu ze swojego urzędu centrum prawicowej myśli ideologicznej.

Zwłaszcza, że on został ministrem sprawiedliwości...

- Tak, chodzi mi o to, żeby minister...

Bo powiedział pan: "Minister spraw wewnętrznych".

- A to przepraszam bardzo, kiedyś pan Biernacki był ministrem spraw wewnętrznych. Chodzi oczywiście o Ministerstwo Sprawiedliwości.

A wyobraża pan sobie rząd z wicepremierem Millerem i Markiem Biernackim w Ministerstwie Sprawiedliwości?

- Ja mam wyobraźnię nieograniczoną, ale jeśli pan pyta o możliwość wejścia do koalicji, to jest to raczej wykluczone, dlatego że jestem przekonany, że do końca kadencji będziemy mieli koalicję PO - PSL.

Pytam, dlatego że Ryszard Kalisz mówi, że pan strasznie przebiera nogami do władzy i że marzy się panu wejście do rządu Tuska.

- Zostawmy Ryszarda Kalisza, który nie bardzo wie, na jakim świecie żyje.

No nie, założył stowarzyszenie "Dom wszystkich Polska". Pan też to kiedyś pewnie podśpiewywał?

- Jest 80 tysięcy stowarzyszeń i doniosłość decyzji Kalisza polega na tym, że przybyło nam jeszcze jedno stowarzyszenie.

Stowarzyszenie Kalisza, Ruch Palikota, Europa Kwaśniewskiego, sojusz Millera - to wirus, jakieś rozproszenia zaczęły prześladować lewicę.

- Proszę tego nie mylić, SLD to jest normalna, poważna partia polityczna, która zajmuje się poważnymi sprawami i nas ten kabaret wokół nas nie interesuje.

Czy wy jesteście jedyną ostoją polskiej lewicy, poważną, sieriozną, serio?

- Tak, jesteśmy jedyną poważną partią polityczną na lewicy, która zajmuje się poważnymi sprawami, chce walczyć o interesy polskich obywateli. Proszę nas nie przyklejać do tego kabaretu, który ma miejsce obok nas.

A propos kabaretu, to Grzegorz Napieralski właśnie mówi, że Sojusz Lewicy Demokratycznej jest jak zespół Weekend.

- Można tak powiedzieć.

Kojarzy pan zespół Weekend?

- Oczywiście, będzie występował jutro w parku na Rozbrat i zapraszam w ogóle wszystkich państwa na pochód pierwszomajowy, który się rozpocznie przed siedzibą OPZZ-u o godzinie 12.

A propos tego wchodzenia do koalicji, to Aleksander Kwaśniewski mówi, że stąd jest pańska niechęć do Palikota, bo z nim ciężej byłoby o zbliżenie z Platformą Obywatelską.

- Proszę pana, ja nie mam żadnych uprzedzeń osobistych do tego, czy innego polityka. Mnie chodzi o to, że polski system polityczny, polski system demokracji parlamentarnej musi być oparty na partiach politycznych, które się rozlicza, które obywatele kontrolują. Mnie nie interesują żadne pospolite ruszenia, które prowadzą na manowce.

A pospolite ruszenia to Europa Plus?

- Trudno powiedzieć, co to jest. W każdym razie proszę nie oczekiwać, że my się zapiszemy do partii Palikota i Kwaśniewskiego.

Kiedyś był Sojusz Lewicy Demokratycznej, też pospolite ruszenie i jakoś się udało. Nawet władzę pan zdobył z tym Sojuszem...

- Właśnie nasz największy sukces w 2001 roku wziął się z tego, że my przekształciliśmy pospolite ruszenie w normalną, cywilizowaną i nowoczesną partię polityczną.

Nawet pański podwładny, Wojciech Olejniczak mówi: "Miller? Kwaśniewski? To pokolenie już nie daje rady".

- Pokolenie pana Olejniczaka już pokazało, jaką radę dało. Właśnie teraz ja jestem tu dlatego, że moi poprzednicy pokazali, co potrafią.

Jeszcze pan Cimoszewicza wyrzucił z SLD. Ładnie to tak?

- Nikogo nie wyrzucałem, Włodzimierz Cimoszewicz z tego co pamiętam, dwa lata temu został skreślony z SLD.

No, ale dlaczego został skreślony? Składek nie płacił?

-Nie wiem dokładnie. Być może, ale naprawdę nie wiem.

Bo jedną ręką go pan ściska i przygarnia, a drugą wyrzuca?

- Proszę pana, to nie ma nic do rzeczy, dlatego że nasze ostatnie spotkanie z Włodzimierzem Cimoszewiczem brało się z prostego faktu: 10 lat temu razem z Włodzimierzem Cimoszewiczem podpisaliśmy traktat akcesyjny otwierający Polsce drogę do Europy. Szkoda, że państwo dziennikarze się tym nie zajęli.

Wszyscy się zajmowaliśmy. Czy już pan zapanował nad tą gromadką prezydentów, która ma przyjść na Kongres Lewicy? Już pan wie kto będzie, kto nie będzie?

- Wszyscy zaproszeni potwierdzili swój zamiar uczestniczenia.

Ale Kwaśniewski z Palikotem?

- My zapraszamy Kwaśniewskiego, natomiast Palikota nie, więc nie wiem, czy przyjdzie Palikot bez Kwaśniewskiego, czy Kwaśniewski z Palikotem.

A jeszcze chciałem zapytać: jak Palikot powiedział, że generał Jaruzelski w nim widzi przyszłego przywódcę lewicy, to nie zrobiło się panu smutno?

- Nie, dlatego że generał na drugi dzień odciął się od tego i powiedział, że to nieprawda. Co oczywiste, przecież generał by tego nigdy nie powiedział.

Dlaczego?

- Jak mógłby powiedzieć o Palikocie coś takiego? No nie żartujmy.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy